Salah poprowadził Egipt do historycznego zwycięstwa

Egipt długo czekał na taki wieczór. Reprezentacja, która w XXI wieku wielokrotnie świętowała tytuł najlepszej drużyny Afryki, na mundialu wciąż nie potrafiła wygrać meczu. Starcie z Nową Zelandią miało to zmienić – i zmieniło, choć po pierwszej połowie wcale się na to nie zanosiło.

Nowa Zelandia nie wyszła na boisko z kompleksem niżej notowanego zespołu. Jej plan był prosty, ale przez długi czas skuteczny. Szybko szukać Chrisa Wooda, walczyć o drugie piłki i korzystać ze stałych fragmentów gry. W 15. minucie All Whites dopięli swego. Po rzucie rożnym Finn Surman urwał się Ahmedowi Fatouhowi i mocnym uderzeniem głową dał Nowej Zelandii prowadzenie. Egipt mógł mieć pretensje przede wszystkim do własnej organizacji przy stałym fragmencie. Surman miał za dużo swobody, a Mostafa Shobeir nie był w stanie uratować sytuacji.

REKLAMA

Nowa Zelandia dobrze zaczęła, potem do głosu doszedł Egipt

Dla Nowej Zelandii był to wymarzony scenariusz. Zespół Darrena Bazeley’a mógł grać tak, jak lubi – niżej, prościej i z nastawieniem na walkę. Egipt próbował budować akcje, ale w pierwszej połowie za często brakowało mu tempa. Salah był zbyt daleko od najgroźniejszych stref, Omar Marmoush nie dostawał wielu piłek w korzystnych sytuacjach, a Nowa Zelandia potrafiła wybijać rywala z rytmu. Po przerwie zobaczyliśmy już jednak zupełnie inny mecz. Egipt przyspieszył, a Mohamed Salah zaczął schodzić bliżej środka. Nowa Zelandia coraz częściej cofała się pod własne pole karne i miała problem, by wyjść z piłką dalej niż na kilkanaście metrów od bramki Maxa Crocombe’a.

W 59. minucie presja Egiptu przyniosła efekt. Mohamed Hany dostał piłkę po prawej stronie i dośrodkował w pole karne, a Mostafa Ziko wykorzystał złe ustawienie defensywy. Uderzył głową z bliska i doprowadził do remisu. Crocombe mógł zachować się lepiej, ale przede wszystkim Nowa Zelandia zbyt długo pozwalała Egiptowi rozgrywać piłkę w swojej tercji. Po golu na 1:1 mecz zaczął wymykać się Nowej Zelandii z rąk. Egipt poczuł, że może pójść po pełną pulę, a Salah coraz częściej znajdował przestrzeń między liniami. W 67. minucie gwiazdor Liverpoolu dostał piłkę po prawej stronie, wymienił podanie z Ziko i spokojnym strzałem w dalszy róg pokonał Crocombe’a. To był moment, w którym jakość indywidualna zrobiła różnicę. Nowa Zelandia przez godzinę potrafiła trzymać się planu, ale wystarczył jeden fragment luzu, by Salah ją ukarał.

Egipt nie cofnął się po objęciu prowadzenia. Wręcz przeciwnie – szukał trzeciej bramki. W 82. minucie Salah podszedł do rzutu rożnego, posłał piłkę w pole karne, a Mahmoud Trezeguet złożył się do główki i zamknął mecz.

Końcówka nie zmieniła już obrazu rywalizacji. Nowa Zelandia próbowała jeszcze wrzucać piłki w pole karne i korzystać z fizyczności Wooda, ale Egipt bronił rozsądnie. W doliczonym czasie gry dobrą interwencją popisał się Shobeir, zatrzymując uderzenie Marka Stamenicia. To był jeden z niewielu momentów po przerwie, w których All Whites faktycznie zmusili egipskiego bramkarza do poważniejszej pracy.

Egipt wygrał 3:1 i zapisał swoje pierwsze zwycięstwo na mistrzostwach świata

Dla Salaha to też wieczór symboliczny. W końcu ma mocny indywidualny występ na wielkim turnieju, a zarazem jego drużyna notuje cenną wygraną, która otwiera drogę do fazy pucharowej. Nowa Zelandia może żałować. Po raz kolejny objęła prowadzenie i po raz kolejny nie potrafiła go utrzymać. W pierwszej połowie plan działał, ale po zmianie stron zabrakło jakości, spokoju i sił. Egipt wziął mecz w swoje ręce, a All Whites z każdą minutą coraz bardziej wyglądali jak drużyna, która próbuje tylko przetrwać.

Po dwóch kolejkach Egipt ma cztery punkty i bardzo dobrą pozycję przed ostatnim meczem grupowym z Iranem. Nowa Zelandia zostaje z jednym punktem i perspektywą spotkania z Belgią. Matematyka jeszcze jej nie skreśla, ale po takim meczu trudno mówić o niedosycie. To była szansa, którą Nowa Zelandia sama oddała rywalowi.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ