Choć Norwegia pokonała Irak 4:1, to nie uniknęła w rywalizacji z nim problemów. Bliskowschodnia drużyna zawiesiła poprzeczkę wysoko i wcale nie grała gorzej od Skandynawów. Zadecydowała siła rażenia, która zdecydowanie była po stronie Erlinga Haalanda i spółki
Niedzielny kibic pewnie spodziewałby się, że Norwegia przyciśnie rywala już od pierwszej minuty. Tak to jednak się nie prezentowało. Ekipa Ståle Solbakkena zanotowała dość spokojny start, nie stosując wysokiego pressingu, a raczej czekając na zagrania strony przeciwnej. Parę razy zagrała obiecująco za linię obrony, ale nie potrafiła z tych akcji wyciągnąć większych konkretów. Pierwszy strzał oddała dopiero w 20. minucie, gdy Erling Haaland bardzo niecelnie uderzył główką po centrze z rzutu rożnego.
Irak i Norwegia zaczęły wymieniać ciosy
Irak imponował swoją organizacją i nie dopuszczał do zagrożenia pod własną bramką. Właściwie rywalizował ze skandynawską drużyną jak równy z równym. Nie dawał tyle swobody w rozegraniu, a w centralnej części boiska był zadziorny, natychmiastowo doskakując do krycia. Grał bardzo niewygodnym dla przeciwnika stylem. Niestety, zapłacił za to w 29. minucie. Szybki atak i dośrodkowanie Davida Mollera Wolfe wykończył Haaland.
Z czasem norweskie Lwy zaczęły się rozkręcać. Ciekawą sytuację tuż po golu napastnika Manchesteru City miał Alexander Sorloth, ale został zablokowany. W 37. minucie z dystansu szczęścia poszukał Martin Odegaard. Natomiast Irakijczycy też nie spali. Widać było, że czyhają na swoją szansę. Ta przyszła w 39. minucie. Inteligentnym ruchem za plecy defensywy popisał się Amir Al-Ammar, piłkarz Cracovii, który dostał piłkę, a zaraz potem zacentrował w pole karne. Najwyżej wyskoczył Aymen Hussein i ten dał wyrównanie.
Zawodnicy z Bliskiego Wschodu nie nacieszyli się remisem zbyt długo. Ponownie zapłacili za swoją odwagę. W 43. minucie Haaland ruszył w stronę Jalala Hassana. Bramkarz próbował wybić piłkę, ale pechowo trafił w nadbiegającego snajpera. Futbolówka odbiła się od niego i wpadła do bramki. Natomiast doliczony czas gry zwiastował dalsze emocje, bo w nim Lwy Mezopotamii dwa razy wykreowali sobie świetne okazje. Bardzo blisko trafienia był Ibrahim Bayesh, szansy nie wykorzystał też Ali Al-Hamadi. Jego próbie w ostatniej chwili zdołał przeszkodzić Kristoffer Ajer.
Skandynawowie potrzebowali zmian, aby się przebudzić
Podopieczni Grahama Arnolda nie pozwolili, aby tempo gry po jej wznowieniu spadło. Nadal chcieli naciskać na defensorów, widząc ich niepewność. Z piłką przy nodze sprawiali sporo kłopotów europejskim rywalom. W działaniach ofensywnych pokazywali więcej inicjatywy oraz energii. Norwescy defensorzy jeszcze jakoś sobie radzili, ale sytuacje, co prawda niezbyt groźne, Husseina oraz Husseina Alego musiały przypominać im o zachowaniu czujności.
Poczynania Norwegów były naprawdę mizerne. Nie potrafili oni znaleźć sposobu na zaskoczenie oponenta. Kompletnie nie wykorzystywali swojego ofensywnego potencjału. operowali piłką zbyt wolno jak na to, że mierzyli się z zespołem aktywnym w obronie. Dość powiedzieć, że w drugiej połowie długo nie oddali żadnego uderzenia na bramkę. Zmienili to dopiero zmiennicy, którzy ożywili działania Skandynawów. W 76. minucie Kristian Thorstvedt strzelił w stronę Hassana, a już minutę późnej Leo Ostigard pokonał golkipera, podwyższając prowadzenie.
Trafienie na 3:1 dało Lwom z północy więcej luzu. Irak już nie sprawiał takiego zagrożenia i pod bramką Orjana Nylanda nie działo się praktycznie nic. Prawie stracił czwartego gola, gdy po błędzie jednego z jego piłkarzy Haaland znalazł się w pojedynku sam na sam z bramkarzem. Norweg nie skompletował w tej sytuacji hat-tricka. W doliczonym czasie blisko bramki był też Thorstvedt, ale w zamieszaniu uderzył obok zewnętrznej strony słupka. Koniec końców jednak Norwegowie cieszyli się z wyższego zwycięstwa po samobóju Husseina w ostatniej akcji spotkania. Udział w tym miał Haaland, który zgrał piłkę w światło bramki Irakijczyków.

