Arabia Saudyjska znów zaskoczyła na starcie mundialu. W Katarze jej ofiarą była Argentyna, tym razem zaś długo prowadziła z Urugwajem skromnym wynikiem 1:0. W końcówce zawodnicy trenera Marcelo Bielsy, po długim oblężeniu bramki Saudyjczyków, ostatecznie zdołali wyrównać na 1:1.
Z dużą nadzieją na widowiskową grę można było obserwować pierwsze fragmenty spotkania, gdy Urugwajczycy przejęli piłkę i konstruowali ataki pozycyjne. Znajdujący się z przodu piłkarze ofensywni intensywnie rotowali się na swoich pozycjach, chcąc zamieszać w szykach rywala. Jeszcze w 5. minucie Matias Vina dograł do Maximiliano Araujo, który mocno uderzył w środek bramki Mohammeda Al-Owaisa, a potem… nie działo się właściwie nic.
Gdzie Urugwaj śpi, tam Arabia korzysta
Saudyjczycy stanęli w średnim bloku, nie podejmując prób pressingu. Po drugiej stronie podopieczni trenera Marcelo Bielsy rozgrywali w wolnym, ślimaczym tempie. Szukali przestrzeni, ale tej nie było. Jak miała się pojawić, skoro każdy z zawodników grał na stojąco. Problemem była też dokładność podań. Brak celności w tym aspekcie hamował też próby Zielonych Sokołów, nastawionych wbrew pozorom na akcje kombinacyjne. Wykreowali jednak tylko jedną godną odnotowania sytuację, gdy w 18. minucie z dystansu bardzo przestrzelił Salem Al-Dawsari.
Ciekawiej zrobiło się po przerwie na nawodnienie. W 30. minucie Urugwaj przeprowadził dynamiczną akcję na prawej stronie, której końcowym efektem był śliczny strzał szczupakiem w wykonaniu Federico Vinasa. Ponownie czujność zachował Al-Owais. W paru następnych minutach ową ożywioną prawą strefą Los Charruas inicjowali wejścia w połowę przeciwnika.
Inicjatywa zespołu z Ameryki Południowej nie potrwała długo. W 38. minucie Arabia odpowiedziała mocnym uderzeniem Abdulelaha Al-Amriego. Refleksem popisał się Fernando Muslera. Stałymi fragmentami gry zawodnicy selekcjonera Georgiosa Donisa kontynuowali działania pod bramką rywali. Skutecznie, bo gdy wybiła 41. minuta, Al-Amri dobił piłkę do bramki po główce Hassana Altambaktiego. Drużyna Bielsy zerwała się jeszcze do odrabiania strat w końcówce pierwszej połowy, ale bez skutu.
Urugwaj dopiął swego
W urugwajskiej szatni musiało paść sporo cierpkich słów. Fatalnego Matiasa Vinę oraz nieobecnego w praktyce Darwina Nuneza zastąpili Juan Sanabria i Agustin Canobbio, a drużyna wyszła na drugą połowę z nową energią. Serię trzech kolejnych strzałów głową oddał Vinas, lecz najpierw górą był Al-Owais, następna próba okazała się niecelna, a ta ostatnia została podjęta z pozycji spalonej. W pole karne Arabii trafiały kolejne zagrania, ale oddalali je broniący piłkarze.
Saudyjczycy byli spychani coraz mocniej do obrony. Ich serca na pewno zabiły mocniej po silnym uderzeniu z dystansu Rodrigo Bentancura po ziemi. Piłka trafiła w słupek. Urugwaj okupował przestrzeń wokół pola karnego i szukał dziur w formacji bliskowschodniej drużyny, aby się przez nie przecisnąć. Było o to piekielnie trudno, bo miał do czynienia z dobrze zorganizowaną defensywą. Tak upływały kolejne chwile, których piłkarze trenera Bielsy nie potrafili wykorzystać. W końcu nastała 80. minuta. Jeszcze jedno dośrodkowanie trafiło na głowę Vinasa. Napastnik ponownie przegrał pojedynek z golkiperem, ale tym razem do poprawki był gotowy Araujo.
W przeciwieństwie do początku rywalizacji, teraz Błękitni nie zamierzali spuszczać nogi z gazu. Próbowali pójść po pełną pulę. Po centrze z kornera nad poprzeczką piłkę przeniósł Sebastian Caceres. Petardę odpalił też Brian Rodriguez, ale ta była niewypałem. W szesnastkę Zielonych Sokołów leciały liczne dośrodkowania, lecz ci ofiarnie trzymali fason. Jednocześnie również szukali kontrataków, na których rozkręcenie nie pozwalali Urugwajczycy. Ci z kolei, choć przeprowadzali pełno rozpaczliwych ataków ostatniej szansy, nie odnaleźli drugi raz drogi do bramki Al-Owaisa. Punkt jednak z ich perspektywy to najniższy wymiar kary i jednocześnie niezła nagroda za przebudzenie.

