Za nami bardzo ciekawy weekend w upalnej stolicy Katalonii. Fani Formuły 1 zapamiętają go przede wszystkim z jednego prostego powodu – jest nim Lewis Hamilton. Brytyjczyk odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w barwach Ferrari. Ograł Mercedesy strategicznie, jadąc przy tym genialnie jak na siedmiokrotnego mistrza świata przystało. Inni też nie ustrzegli się błędów oraz ciekawych osiągnięć. Dzieje się sporo i czas to podsumować.
Hamilton przejmuje pałeczkę w Ferrari?
„Get in there Lewis” chciałoby się rzec. Lewis Hamilton w końcu dopiął swego i w swoim drugim sezonie odniósł pierwsze zwycięstwo w barwach Ferrari. Brytyjczyk w ostatnim czasie jest w kapitalnej formie. Ewidentnie obecnym autem jeździ mu się fantastycznie. To widać nie tylko po zachowaniu na torze Lewisa, ale i poza nim. Coś przeskoczyło i obecnie to siedmiokrotny mistrz świata jest liderem włoskiej stajni. Problemy Charlesa Leclerca powiększają się z wyścigu na wyścig. Monakijczyk nie może już się czuć liderem i kimś na kogo zespół może zawsze liczyć. Hamilton obecnie jest kierowcą, który włączył się do walki z Mercedesami o tytuł mistrza świata. 41-latek tak naprawdę nie ma nic do stracenia. Swoje się już nawygrywał, a gdy tylko nadarzy się okazja do pobicia rekordu Michaela Schumachera to wykorzysta to z zimną krwią.
Skoro o rekordach mowa to Hamilton w Barcelonie parę ich pobił i to z nawiązką. Przede wszystkim Brytyjczyk został pierwszym kierowcą mającym ponad 40 lat, który wygrał wyścig F1 w XXI wieku. Jeśli weźmiemy pod uwagę całą historię królowej sportów motorowych to zajmuje w tej klasyfikacji 7. miejsce. Od 1970 roku nie było starszego zwycięzcy wyścigu Formuły 1. Wtedy GP RPA wygrał Jack Brabham, mając prawie 44 lata. Ma z czego Lewis się cieszyć. Widać, że wyścigi na nowo sprawiają mu radość, przeżywa swoją drugą młodość. Kto wie jak się sezon będzie dalej toczył, lecz na pewno Hamilton będzie przy dobrych wiatrach chciał powalczyć o 8. tytuł mistrza świata.
Russell się przebudził
George Russell przez cały weekend spisywał się bardzo dobrze. Wygrał dwie sesje treningowe. Dodatkowo udało mu się zgarnąć Pole Position i na początku wyścigu nic nie zanosiło się na to, że zwycięstwa w Barcelonie nie uda mu się dowieść. Niestety trochę pecha w strategii i Brytyjczyk musiał się nacieszyć jedynie drugim miejscem. Jednak Russell może być mimo wszystko z siebie zadowolony.
Dodatkowo dobrą dla niego informacją jest to, że do mety nie dojechał jego zespołowy kolega. Kimi Antonelli pod koniec wyścigu musiał wycofać swoje auto z powodu awarii. To sprawiło, że trzeci w „generalce” Russell odrobił trochę punktów. Wciąż jednak traci do młodego Włocha ich aż 50. Barcelona z pewnością wlała w jego serce promień optymizmu. 28-latek potrzebował przebudzenia i udało się to osiągnąć. Na pewno jest dalej nad czym myśleć, lecz chyba najgorsze już dawno za Russellem.
Pech Audi i nadzieja na lepsze jutro
Nico Hulkenberg w ostatnim czasie regularnie zaczął wygrywać kwalifikacje ze swoim zespołowym kolegą – Gabrielem Bortoleto. Doświadczony Niemiec dodatkowo w Barcelonie po raz pierwszy w tym sezonie zdołał awansować do Q3. Udało mu się startować do wyścigu z 9. miejsca, lecz w połowie wyścigu musiał wycofać swój samochód. Kolejny pech Audi, które w tym sezonie walczy z różnego typu awariami i problemami. Kierowcy tego zespołu uzbierali łącznie w 7. wyścigach zaledwie dwa „oczka”, z czego oba są autorstwa młodego Brazylijczyka.
Szkoda, bo widać niejednokrotnie, że w tym samochodzie drzemie fajny potencjał, lecz zawsze na końcu musi coś złego się wydarzyć. Oby pech w końcu od Audi odszedł jak najdalej. Ponownie fani Formuły 1 chcą oglądać zarówno Hulkenberga jak i Bortoleto w solidnych punktach.
Aston Martin jest beznadziejny
Aston Martin jest bardziej niż beznadziejny. Zespół, który ma w swojej fabryce tylu doświadczonych pracowników na czele z Adrianem Neweyem znalazł się na samym dnie. Sytuacja Fernando Alonso z wyścigu idealnie to obrazuje. Swoją drogą wymowne jest to, że w 2007 roku Lewis Hamilton i Fernando Alonso walczyli o tytuł mistrzowski jako kierowcy McLarena, ostro wtedy ze sobą rywalizując. Obecnie jeden z nich przeżywa drugą młodość, a drugi nie potrafi przejechać pełnego wyścigu, jeżdżąc przy tym najgorszym samochodem w stawce od czasów Williamsa 2019.
Cadillac, który jest 100% „świeżakiem” w Formule 1 nie wygląda aż tak dramatycznie. Potwierdzają to czasy z sesji kwalifikacyjnej, w której Aston Martin do Cadillaca, czyli obecnie swoich największych oponentów stracił ponad sekundę. Wstyd i hańba to naprawdę mało powiedziane. A najgorsze jest dla tego zespołu to, że to wciąż dopiero początek sezonu i trzeba tym samochodem dalej jeździć. Poprawki raczej nic nie zmienią w najbliższym czasie. Kompletnie zmarnowany czas i potencjał. Pojawiające się plotki w padoku o możliwym powrocie Alonso do Alpine nie są chyba przypadkowe.

