Mundial w Kanadzie, USA i Meksyku rozpoczął się na dobre! Drugim meczem mistrzostw było starcie Korea Południowa – Czechy, które bardzo długo się rozkręcało. Warto było jednak czekać na ostatnie pół godziny, które w pełni wynagrodziło wcześniejsze niezbyt szybkie tempo zawodów. Ta rywalizacja dała też wiele informacji dotyczących formy obu drużyn, ich atutów i wad, a także formy kluczowych zawodników. Najważniejsze z nich podsumowaliśmy w znajdujących się poniżej czterech wnioskach po tym meczu.
1. Czeski film zamiast piłkarskiej magii
Kto liczył na widowiskowe popisy Czechów w tym meczu, ten po prostu musiał boleśnie się przeliczyć. Może i nasi południowi sąsiedzi byli dość dobrze zorganizowani w obronie i prezentowali odpowiedni poziom przygotowania fizycznego, ale to by było na tyle. Gdy przystępowali do ataku, ciężko było powiedzieć o ich grze cokolwiek pozytywnego. Paradoksalnie, była ona jednocześnie nudna, statyczna i… nieprzewidywalna. Wszystko dlatego, że piłkarze z Europy z desperacji i braku lepszych opcji często podejmowali absurdalne wybory. Przykładowo, podawali oni na dobieg do kolegów, którzy akurat stali bezczynnie albo wracali z głębokiego spalonego. Momentami miało się wrażenie, jakby sami nie potrafili odczytać swoich intencji, a jedyną zasadą rządzącą ich poczynianiami był „brak zasad”. Zamiast fajerwerków był więc jeden wielki czeski film, w którym najczęściej pewna była tylko rychła strata piłki na rzecz Korei.
2. Bardziej wszechstronna Korea – ale czy to zaleta?
Znacznie ciekawsza w poczynaniach ofensywnych była kadra Korei Południowej. Szukała ona swoich szans podbramkowych na wiele sposobów i każdy z nich wydawał się na swój sposób obiecujący. Korea strzelała z dystansu, ciekawie rozgrywała stałe fragmenty, próbowała podań prostopadłych czy gry na jeden kontakt. Tak szeroka gama manewrów w ataku mogłaby być ogromnym atutem, ale w rzeczywistości była raczej kulą u nogi Azjatów. W każdym z wyżej wymienionych rozwiązań byli oni bowiem porządni, ale za to w żadnym – idealni. Ceną za wszechstronność był więc brak jakiejkolwiek podstawowej domeny, w której byliby najgroźniejsi. W związku z tym Koreańczykom ciężko było zdecydować się, w jaki sposób chcą otworzyć wynik meczu. Próbowali różnymi drogami, lecz żadna z nich nie zdołała doprowadzić do pierwszych małych sukcesów osiągniętych w Ameryce Północnej.
3. To już nie ten Son, którego kochamy…
Mimo upływu lat Heung-Min Son wciąż jest kapitanem i niekwestionowaną gwiazdą reprezentacji Korei Południowej. Czas jest jednak nieubłagany i choć nie zmienia on pozycji w kadrze byłego lidera Tottenhamu, to jego możliwości uległy od tego czasu istotnym ograniczeniom. Son wciąż ma oczywiście sporo do zaoferowania. Zdecydowanie nie jest więc tak, że jest powoływany czy wystawiany w pierwszym składzie wyłącznie z powodów sentymentalnych bądź zwyczajowych. Niemniej jednak, nie jest to już piłkarz, który w pojedynkę odmieni losy meczu, co dawniej było możliwe. Po jego grze widać, że to już zawodnik amerykańskiej MLS. Sygnałami takiego stanu rzeczy były chociażby zmarnowane okazje, które Heung-Min Son w szczytowej formie bez trudu by wykorzystał.
4. Usypiali, usypiali… i się rozstrzelali!
Obie ekipy przez pierwszą godzinę gry przede wszystkim zabezpieczały tyły i nie forsowały tempa w swoim pierwszym mundialowym starciu. Można jednak było spodziewać się, że wyczuwając odpowiedni moment, prędzej czy późnią otworzą się i ruszą do ataku. Faktycznie się tak stało, a impulsem ku przemianie był bardzo zaskakujący gol Czechów! Ladislav Krejčí wbiegł w pole karne gubiąc krycie, uderzył głową i oddał pierwszy celny strzał swojej drużyny, jednocześnie zdobywając bramkę. Była to okoliczność, która wymagała natychmiastowej i zdecydowanej reakcji Koreańczyków. Ci nie pozostali bezczynni i już 8 minut później wyrównali, a bohaterem akcji na 1:1 był In-Beom Hwang.
Nawet te gole były dobrym podsumowaniem dysproporcji między rywalizującymi zespołami. Korea grała kombinacyjnie, ładnie dla oka i z pomysłem, zatem podobne było również trafienie w jej wykonaniu. Z kolei Czesi musieli ograniczać się do prostszych środków, przez co nie może dziwić ich gol akurat po prostym wyrzucie z autu.
NIE MA TO JAK WYRZUT PIŁKI Z AUTU 🫡
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 12, 2026
Tak Czesi wyszli na prowadzenie… Nie cieszyli się jednak długo. Osiem minut później Korea Południowa wyrównała.
Robi nam się meczycho 😍
🔴 📲 OGLĄDAJ #KORCZE ▶️ https://t.co/OIuBjx5AO8 pic.twitter.com/cIFGVaNSf7
To nie był jednak koniec atrakcji, które piłkarze z obu kontynentów przygotowali na końcówkę spotkania! Dalsze boiskowe wydarzenia przypominały kolejne gwałtowne zakręty na rollercoasterze. Najpierw euforia udzieliła się Czechom, którzy wyszli na prowadzenie 2:1, ale słusznie zostało ono odwołane z uwagi na spalonego. Chwilę później sytuacja się odwróciła, a wielka radość – tym razem już zasadna – była przywilejem wychodzących na prowadzenie Koreańczyków. Szczególnie mocno mógł cieszyć się In-Beom Hwang, który do trafienia dołożył świetną asystę i był bohaterem swojej kadry. W upalnym Meksyku Czesi otrzymali brutalny zimny prysznic, który powinien szybko wstrząsnąć ich reprezentacją. W przeciwnym razie może okazać się, że nawet możliwość awansu z trzeciego miejsca w grupie nie uratuje Czeskich Lwów.
Komplet punktów dla KOREI POŁUDNIOWEJ 💪
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 12, 2026
Tak się robi comeback 👏 pic.twitter.com/WWcoMbsB0g

