Dla Arsenalu niedawno zakończony sezon był jednym z najlepszych w historii. Po 22 latach wreszcie zdobyli mistrzostwo Anglii oraz po raz pierwszy od dwóch dekad dotarli do finału Ligi Mistrzów, w którym dopiero po rzutach karnych musieli uznać wyższość PSG. Kanonierzy od kilku lat utrzymywali się w gronie najlepszych zespołów w Europie, jednak długo nie potrafili włożyć do gabloty jakiegoś znaczącego trofeum. W tym sezonie wreszcie się to udało, choć i tak po przegranym finale Champions League pozostaje spory niedosyt. Dla Mikela Artety porażka z PSG była sygnałem, że jego zespół wciąż w niektórych elementach może się poprawić. Arsenal jest zespołem bardzo wszechstronnym, jednak pod pewnymi względami nie jest jeszcze na najwyższym poziomie.
Arsenal jest najbardziej wszechstronny
Wielu trenerów po meczu przeciwko Arsenalowi stwierdza, że Kanonierzy są zespołem, z którym gra się najtrudniej. Wskazują oni, że The Gunners są najbardziej wszechstronnym zespołem. Ani nie da się przeciwko nim przejąć kontroli nad meczem poprzez posiadanie piłki, ani zabiegać, ani zdominować fizycznie. Arteta stworzył zespół, który potrafi dostosować się do każdych warunków, które zaproponuje ich rywal. W minionym sezonie ta wszechstronność i przewidywalność zaprowadziła Kanonierów do ligowego triumfu, który zdobyli głównie regularnym wygrywaniem z ligowymi średniakami.
Oczywiście w ostatnich latach Premier League stała się bardzo wyrównana i coraz trudniej stwierdzić, które zespoły należą do czołówki, a które nie. Jednak jeżeli za granicę przyjmiemy potencjał finansowy i to jak często poszczególne drużyny w ostatnich latach grały w europejskich pucharach krystalizuje się nam osiem najlepszych zespołów – tradycyjne Big Six oraz Newcastle i Aston Villa. Biorąc jedynie pod uwagę spotkania z pozostałymi 12 drużynami, Arsenal wygrał aż 19 z 24 takich meczów.
Mecze z czołówką
Ta wszechstronność przez długi czas była również atutem Arsenalu w starciach z najsilniejszymi. W meczach, w których byli faworytem Kanonierzy potrafili dominować i kontrolować mecz poprzez posiadanie piłki, natomiast przeciwko drużynom o podobnych umiejętnościach pokazywali swoje drugie oblicze. Arteta nastawiał zespół na grę bardziej pragmatyczną. Arsenal częściej zagrywał dalekie podania i starał się sprowadzić mecz do wielu pojedynków fizycznych. The Gunners wcierali się po części w rolę zespołu, który musi postawić się faworytowi i szuka najlepszego sposobu na to, aby wyciągnąć rywala ze swojej strefy komfortu. W dwóch wcześniejszych sezonach, a więc 2023/24 i 2024/25 Arsenal nie przegrał żadnego z 20 meczów przeciwko Big Six.
W obecnym jednak się to zmieniło. Kanonierzy w 10 takich spotkaniach zdobyli 16 punktów, z czego dwa zwycięstwa odnieśli przeciwko walczącemu o utrzymanie Tottenhamowi. Arteta w takich meczach nadal grał bardzo pragmatycznie, stosując podobny sposób gry, jak w ostatnich sezonach. Większość drużyn jednak nauczyła się już, jak radzić sobie w takich sytuacjach. Premier League w ostatnich latach stała się o wiele bardziej fizyczna. Coraz więcej zespołów gra bezpośrednio, a stałe fragmenty gryoraz pojedynki w powietrzu zaczęły odgrywać bardziej istotną rolę. Zespoły ze środka tabeli znalazły sposób, jak mogą zniwelować różnice w umiejętnościach, która dzieli ich od najlepszych, przez co ci silniejsi również musieli się do tego dostosować.
Minimalistyczny Arsenal
W wielu tych konfrontacjach z czołówką Arsenal płacił cenę za minimalizm i zbyt ostrożne podejście. Arteta starał się ograniczać podejmowanie ryzyka, przez co mecze te zazwyczaj były bardzo zamknięte. Najlepszym tego przykładem są oba starcia z Liverpoolem. Arsenal w tych dwóch meczach zdobył tylko jeden punkt i nie strzelił żadnego gola, pomimo tego że tylko siedem drużyn straciło ich więcej na przestrzeni całego sezonu ligowego.
Zresztą do finału Ligi Mistrzów The Gunners doszli w podobny sposób. W sześciu meczach w fazie pucharowej zdobyli tylko sześć goli i stracili dwa, oba po stałych fragmentach gry. Mimo że Arsenal w każdym dwumeczu był faworytem i nie mierzył się z zespołami ze ścisłej europejskiej czołówki, Arteta nie chciał zagrać w otwarte karty. Zamiast tego The Gunners koncentrowali się na tym, co potrafią najlepiej, czyli bronieniu dostępu do własnej bramki. Arsenal miał zdecydowanie najlepszą defensywę w Lidze Mistrzów, jednak spośród ćwierćfinalistów strzelał średnio najmniej goli na mecz w fazie pucharowej.
Starcie dwóch stylów
Podobną strategię Arsenal obrał w finale. Oczywiście spory wpływ na taki obraz meczu miała szybko strzelona bramka na 1:0. Po wyrównującym golu PSG Kanonierzy nieco się otworzyli i zaczęli grać bardziej odważnie. Niemniej jednak, statystyki dotyczące posiadania piłki czy liczby podań są wyraźnie po stronie ekipy Luisa Enrique. The Gunners byli przy piłce jedynie przez 25% czasu. Jest to najniższy wynik w finale Ligi Mistrzów, od kiedy zbierane są te dane oraz najniższy Arsenalu za kadencji Artety, nie licząc spotkań, w których musieli grać w osłabieniu po czerwonej kartce. Arsenal wymienił ponad cztery razy mniej podań niż PSG oraz prawie pięć razy mniej na połowie przeciwnika. Ponadto ich celność wynosiła tylko 69%.
Oczywiście w finale tegorocznej edycji Ligi Mistrzów mieliśmy starcie dwóch różnych stylów gry. Już przed samym spotkaniem było wiadome, że Arsenal nie będzie chciał przejąć inicjatywy, a w pierwszej kolejności skupi się na bronieniu dostępu do własnej bramki. Nie można więc krytykować Kanonierów za samo podejście do meczu. Zresztą aż do straconej bramki Arsenal w defensywie grał niemal perfekcyjnie i skutecznie ograniczał atuty ofensywne PSG. Niemniej jednak, praktycznie w ogóle nie stwarzał zagrożenia pod bramką rywala. W całym meczu to PSG wykreowało sobie więcej sytuacji i sprawiało wrażenie lepszego zespołu. Paryżanie oddali więcej strzałów (21 do 7), więcej celnych (4 do 1) oraz więcej z pola karnego (12 do 5). Ponadto PSG wykreowało sobie lepsze okazje według współczynnika xG (goli oczekiwanych; 1,72 – 0,51 według danych z Fotmob).
Różnica w kulturze gry
Można się zastanawiać, co zadecydowało o tym, że Arsenal nie potrafił utrzymać prowadzenia do samego końca spotkania. Gdyby nie indywidualny błąd Christiana Mosquery, który sprokurował rzut karny, być może Arsenal wygrałby kolejne trofeum. Mimo wszystko, bronienie tak blisko własnej bramki zwiększa ryzyko straty bramki. Czy to w wyniku utraty koncentracji i błędu któregoś z piłkarzy, strzału życia przeciwnika czy nieszczęśliwego rykoszetu. Arsenal bronił bardzo dobrze w niskiej defensywie, jednak po odbiorze miał problem z przejściem do szybkiego ataku lub przeniesieniem gry na połowę PSG i utrzymaniem się przy piłce.
Paryżanie zdominowali Arsenal przede wszystkim pod względem kultury gry. Zespół Enrique nie miał problemu z utrzymaniem się przy piłce w środkowej strefie boiska czy rozgrywaniem jej pod pressingiem Kanonierów. Oczywiście przewaga PSG pod względem stworzonych sytuacji – zwłaszcza do momentu wyrównującej bramki – nie była duża, jednak potrafili oni zepchnąć rywali do głębokiej defensywy i oddalić grę od własnej bramki. Dzięki temu Paryżanie zneutralizowali największe atuty Arsenalu w ofensywie – stałe fragmenty gry oraz wysoki pressing. Przez 120 minut drużyna Enrique tylko siedem razy traciła piłkę na własnej połowie i dopuściła Arsenal do czterech rzutów rożnych.
Czy Arsenal powinien zmienić styl gry?
Podobnie zresztą wyglądał ostatni mecz Arsenalu z Manchesterem City przegrany 1:2. Wówczas The Gunners również mieli pomysł na mecz i nie odstawali pod względem wykreowanych sytuacji. Niemniej jednak, pod względem optycznym na boisku dominowała tylko jedna drużyna. Sposób gry oraz koncepcja budowy drużyny przez Artetę sprawiły, że Arsenal w meczach, w których rywalizuje z najlepszymi zespołami pod względem technicznym, nie jest w stanie nawiązać równorzędnej rywalizacji. Kanonierzy są zmuszeni do szukania innych sposobów, jak mogą takie mecze zwyciężać. I o ile długo im się to udawało, tak ostatnie mecze – w szczególności ten przeciwko The Citizens oraz finał Ligi Mistrzów z PSG – pokazały, że nie zawsze będzie to najlepsze rozwiązanie.
Arteta zbudował zespół bardzo wszechstronny. Arsenal jest bardzo mocny fizycznie, świetnie zorganizowany w defensywie i ma niemal do perfekcji dopracowane stałe fragmenty gry. Pod względem jakości z piłką przy nodze do najlepszych drużyn brakuje im jednak dość dużo. Trener The Gunners w pierwszej kolejności myśli o tym, aby bramki nie stracić, dlatego najważniejsza dla niego jest gra bez piłki. I w tym każdy zawodnik Arsenalu wyróżnia się na tle Premier League. Trudno zarzucać coś Artecie, skoro Arsenal wreszcie zdobył mistrzostwo Anglii oraz dotarł do finału Ligi Mistrzów. Jednak te dwa mecze przeciwko Manchesterowi City i PSG pokazały Artecie, że jego zespół nie jest jeszcze perfekcyjny. Pomimo świetnego sezonu Arsenal nie może spocząć na laurach, gdyż są jeszcze elementy, które wymagają poprawy.

