W obecnym sezonie Bundesligi nikt nie wpuścił tylu goli co Kamil Grabara. Po 28 kolejkach piłkę z siatki wyciągał już 63 razy, co daje średnio ponad dwa stracone gole na mecz. To liczba, obok której trudno przejść obojętnie. Zwłaszcza że jednocześnie w polskich mediach regularnie pojawia się narracja, że mamy do czynienia z bramkarzem na dużo mocniejszy klub niż VfL Wolfsburg. W barażach o mundial to właśnie on dostał miejsce między słupkami reprezentacji Polski. No i pojawia się pytanie, czy rzeczywiście mówimy o wybitnym golkiperze fatalnej drużyny, czy jednak o bramkarzu, którego trochę za bardzo wybielamy.
Statystyki nie są korzystne dla polskiego bramkarza
Same stracone gole nie dają jeszcze pełnego obrazu, bo Grabara bez wątpienia jest jednym z najbardziej zapracowanych bramkarzy ligi. Według Sofascore zanotował w tym sezonie 102 interwencje, a lepszy wynik ma tylko Moritz Nicolas z Borussii Mönchengladbach. Do tego Polak obronił aż trzy rzuty karne, co jest najlepszym rezultatem w Bundeslidze. Ten sam serwis wskazuje mu też tylko dwa błędy skutkujące stratą gola, a dla porównania Manuel Neuer ma ich więcej. To ważne, bo pokazuje, że nie mówimy o bramkarzu, który regularnie rozdaje rywalom prezenty i sam topi własny zespół.
Z drugiej strony łatwo popaść w drugą skrajność i zacząć budować obraz samotnego bohatera w drużynie skazanej na porażkę. Statystyki Kickera trochę ten obraz psują. Grabarze naliczono 53,57 spodziewanych goli straconych, a realnie wpuścił ich 63. To oznacza, że stracił blisko dziesięć bramek więcej, niż wynikałoby z jakości sytuacji stwarzanych przez rywali. I to jest już liczba, której nie da się tak łatwo obronić. Oczywiście, Wolfsburg ma duże problemy w defensywie i często zostawia przeciwnikom za dużo miejsca. Tylko że jeśli bramkarz puszcza wyraźnie więcej, niż statystyka sugeruje, trudno bez końca opowiadać, że w zasadzie za wszystko odpowiadają wyłącznie koledzy z pola. To chyba najlepiej pokazuje, gdzie dziś znajduje się Grabara. Nie jest tak słaby, jak mogłaby sugerować sama liczba wpuszczonych goli. Nie jest też takim „kozakiem”, jakiego czasem próbuje się z niego zrobić.
Dobrym punktem odniesienia jest Gregor Kobel. Bramkarz Borussii Dortmund według tych samych wyliczeń „powinien” stracić 32,06 gola, a realnie wpuścił tylko 28. To jest właśnie różnica między bramkarzem dobrym a takim, który realnie daje drużynie coś ekstra. Grabara tego poziomu na razie nie pokazuje. Owszem, jest jednym z lepszych piłkarzy Wolfsburga, tylko że nie jest to szczególnie wysoka poprzeczka, skoro mówimy o zespole, który rozgościł się w strefie spadkowej i wygląda coraz gorzej.
6 goli wpuszczonych i pochwały? Przesada
Sobotni mecz z Bayerem Leverkusen, przegrany 3:6, też nie zmienia tego obrazu. Trudno zwalać na Grabarę odpowiedzialność za taki wynik, bo obrona Wolfsburga momentami zwyczajnie nie istniała. Jednocześnie nie był to również występ, po którym można napisać, że Polak zrobił wszystko, co mógł, i nie miał absolutnie nic do zarzucenia. Przy dwóch czy trzech bramkach można się zastanawiać, czy nie dało się zachować lepiej. Oczywiście, w polskich mediach po meczu i tak pojawiają się pochwały względem Grabary, bo „kilka razy dobrze obronił”. Powtórzę — nie ma sensu krytykować Polaka za porażkę, ale realnie niewiele tutaj zrobił. Gdyby w tych 2-3 kluczowych akcjach (gdzie strzały oddawano z bliska) wykazał się lepszym refleksem, być może remis byłby w zasięgu.
Pytanie o przyszłość też nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Jeśli Wolfsburg spadnie, Grabara raczej nie zostanie bez ofert, ale trudno też zakładać, że ustawi się po niego kolejka naprawdę mocnych klubów. W styczniu skończył 27 lat, więc nie jest już młodym bramkarzem, w którego ktoś będzie inwestował z myślą o odległej przyszłości. Znajduje się na etapie kariery, w którym trzeba już dawać jakość tu i teraz. A jego obecny sezon, mimo kilku mocnych punktów, nie daje argumentów do stawiania go w gronie najlepszych bramkarzy ligi.
Najuczciwiej byłoby więc powiedzieć tak: Grabara to jeden z najlepszych zawodników Wolfsburga w sezonie 2025/26, ale to nie znaczy jeszcze, że jest bramkarzem wybitnym. Można go spokojnie umieścić w gronie 7-8 najlepszych golkiperów Bundesligi, tylko że to nadal sporo mniej niż poziom, na który niektórzy próbują go wypychać. Nie jest notorycznie ratującym zespół bohaterem, ale też nie jest problemem samym w sobie. To po prostu dobry bramkarz słabej drużyny. Taki status może nie wystarczyć, by latem trafić do zespołu z topu Bundesligi.
