Warta Poznań w końcu poczuła smak trzech punktów. Rywala miała niezbyt konkurencyjnego, ale domowa wygrana 3:1 z GKS-em Jastrzębie podniesie w drużynie morale. Zwycięstwo, pomimo całkiem okazałego rezultatu, nie było wywalczone bezproblemowo. Było blisko, aby przyjezdni wyrównali. Zaobserwowaliśmy zalążki lepszej gry, ale nadal sporo należy poprawić.
Choć magia piątku trzynastego chciała sprawić psikusa, to ostatecznie silniejsza okazała się zasada, że do trzech razy do sztuka. Warta Poznań, po dwóch remisach, w swoim trzecim meczu w końcu zdołała wygrać. GKS Jastrzębie okazało się idealnym rywalem pod przełamanie. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że zdołało obnażyć bolączki poznańskiej drużyny, które towarzyszą jej od starcia z rezerwami ŁKS-u. Po pierwszym kwadransie drugiej połowy z 2:0 prawie zrobiło się 2:2 – szczęśliwie Leo Przybylak wykazał się, broniąc rzut karny.
Warta Poznań grała nierówno
Przede wszystkim w oczy rzucały się przestoje w grze Zielonych. Zarówno pod względem aspektów czysto piłkarskich, jak i koncentracji. Początek rywalizacji zapowiadał kolejne trudne przejścia z dobrze zorganizowanym rywalem. Zespół trenera Macieja Tokarczyka miał problem z konstruowaniem akcji pod agresywnym pressingiem. Częściej przy piłce utrzymywał się GKS. Szybko jednak różnica klas zaczęła się uwidaczniać. Po objęciu prowadzenia przez Warciarzy w 10. minucie aż do przerwy nie było złudzeń co do tego, który zespół znajduje się na dnie tabeli, a który w jego czołówce.
Potem kłopoty pojawiły się w pierwszych piętnastu minutach po wznowieniu meczu. Co prawda optycznie zdecydowaną przewagę miała Warta, ale co z tego, jak w kluczowych momentach dopuszczała przeciwnika do głosu. Najpierw niespodziewanie Paweł Kwiatkowski przegrał pojedynek tuż przy linii końcowej, przez co padł gol kontaktowy. Nie minęło wiele czasu, a po stałym fragmencie gry zespołu z Jastrzębia-Zdroju Poznaniacy sprowokowali jedenastkę. To był kluczowy moment rywalizacji, w którym na wysokości zadania stanął Przybylak. Kilka minut później Kacper Szymanek znów zwiększył dystans bramkowy pomiędzy drużynami na dwa trafienia. Znów gospodarze zdołali odpowiednio zareagować.
Gdzieś w ostatnim kwadransie Zieloni wyhamowali. Nie tworzyli sobie już okazji. Musieli zachować czujność, bo po licznych faulach rzuty wolne otrzymywali przyjezdni. Nie był to najlepszy sposób na kontrolowanie końcówki meczu, nawet biorąc pod uwagę bezpieczną przewagę. Parę razy w mniej groźnych sytuacjach do interwencji został zmuszony bramkarz. GKS nie miał takiej siły, aby realnie wrócić do walki, ale od poznańskiej ekipy powinno się oczekiwać pewniejszego poprowadzenia ostatnich fragmentów rywalizacji.
Krok w dobrą stronę
Ostatecznie w świat idzie wynik, a ten prezentuje się solidnie. Jaskółką zwiastującą wiosnę jest pierwsza połowa, w której po trudnym starcie Warta Poznań pokazała moc. W końcu na odpowiednim poziomie stał pressing. Gola na 1:0 Michał Smoczyński mógł strzelić dzięki wysokiemu odbiorowi Marcela Stefaniaka. W wielu momentach Poznaniacy przechodzili do ataku pozycyjnego po przejęciu piłki w kompletnie wymienionym środku pola, gdzie grali i dominowali Sebastian Steblecki oraz Karol Dziedzic. Przy liczbie szans, jaką stworzyli gospodarze, wynik 2:0 wydaje się skromny – przy dobrych wiatrach Smoczyński miałby hat-tricka, bo trafił jeszcze w poprzeczkę i słupek.
Cieszy też reakcja po obronionym rzucie karnym. Zieloni przebudzili się i całkiem szybko podwyższyli prowadzenie. Chwilę wcześniej trener Tokarczyk przeprowadził podwójną zmianę, co pozwoliło uspokoić sytuację. Tym ruchem szkoleniowiec pokazał, że trzyma rękę na pulsie. Największe zasługi idą natomiast do autora trzeciego trafienia, czyli Kacpra Szymanka. Wziął na siebie odpowiedzialność i przygotował sobie pozycję do ślicznego strzału z dystansu.
W ogóle Szymanek był najlepszym zawodnikiem tego starcia. Swoją odważą postawą we wchodzeniu w pojedynki, oprócz gola, wywalczył też rzut karny, który pozwolił Warciarzom podwyższyć rezultat na 2:0. Na lewej stronie tworzył ze Stefaniakiem tworzący zamieszanie duet. Już w meczu z Rekordem Bielsko-Biała pokazał, że jego forma rośnie. W najbliższych tygodniach może być ważnym zawodnikiem Warciarzy.
Czy poznańska drużyna będzie kontynuować powoli rosnący trend? Na pewno pomoże jej w tym środowe spotkanie ze Świtem Szczecin. Oczywiście Szczecinianie liczą się w tym sezonie w walce o baraże, ale w rundzie wiosennej wygrali do tej pory tylko raz – z GKS-em Jastrzębie.
