25. kolejka Bundesligi za nami. Bayern Monachium zrobił kolejny krok w stronę tytułu mistrzowskiego, ale to nie w starciach z takimi rywalami rozstrzygnie się ocena całego sezonu. W tym samym czasie Luka Vušković coraz mocniej potwierdza, że wyrasta na jednego z najciekawszych młodych defensorów w Europie, a wokół polskich piłkarzy znów tworzy się medialny szum, który bardziej przeszkadza niż pomaga. Co jeszcze wydarzyło się w miniony weekend na niemieckich boiskach?
Bayern Monachium najtrudniejszą część sezonu wciąż ma przed sobą
Bawarczycy byli zdecydowanym faworytem piątkowego starcia z Borussią M’gladbach i rzeczywiście zanotowali pewne zwycięstwo 4:1. W pomeczowych analizach sporo miejsca poświęcono nieobecnemu Harry’emu Kane’owi, którego Vincent Kompany oszczędzał na mecze z Atalantą w Lidze Mistrzów. Niemieckie media podkreślały, że brak Anglika był widoczny w grze Bayernu, ale ja mam wprost odwrotne spostrzeżenia. Nicolas Jackson w dużym stopniu pokazał to, co w obecnym sezonie prezentuje Kane — w odpowiednim momencie znalazł się w odpowiednim miejscu, kończąc mecz z golem i wywalczonym karnym.
Oczywiście nie ma sensu porównywać klasy obu napastników. Uważam jednak, że Anglik swoją moc powinien pokazać w kluczowych meczach Champions League, bo w Bundeslidze nawet taki Jackson walczyłby pewnie o koronę króla strzelców. Bawarczycy są o klasę lepsi niż reszta drużyn w lidze, ale o tym, czy sezon zostanie uznany za udany, czy nie, zadecydują nadchodzące pojedynki w Lidze Mistrzów. To wtedy Kane, Jamal Musiala i spółka będą musieli pokazać swoją wartość.
Luka Vušković jest gotowy na kolejny krok
O 19-letnim Chorwacie pisałem wielokrotnie i nie stwierdzę tutaj niczego odkrywczego — były zawodnik Radomiaka Radom to piłkarz o bardzo wysoko zawieszonym suficie, który już teraz znajduje się w czołówce najlepszych defensorów Bundesligi. Doskonała gra w powietrzu, młody wiek, a zarazem spora dojrzałość i skuteczność pod bramką rywali — to wszystko działa na jego korzyść. Gdybym dzisiaj miał postawić pieniądze na talent z ligi niemieckiej, który zrobi największą karierę, Vušković byłby moim faworytem. W 25. kolejce nie tylko skutecznie egzekwował rzut karny — choć akurat uderzył go dość słabo i Kamil Grabara powinien zachować się lepiej — ale był też zaporą nie do przejścia dla rywali. Tytuł piłkarza meczu był zasłużony, podobnie jak nagroda dla piłkarza kolejki według „kickera”.
Urodzony w 2007 roku piłkarz sprawdził się już w Polsce, Chorwacji, Belgii, a teraz podbija także Niemcy. Latem 2025 roku Tottenham nie podjął ryzyka, by odważniej na niego postawić, co z perspektywy czasu można ocenić jako gigantyczny błąd. Po cichu życzę Vuškoviciowi, by nie wrócił do Kogutów — skąd jest wypożyczony do HSV — tylko został wykupiony przez Borussię Dortmund albo Bayern Monachium. Tanio jednak pewnie nie będzie.
Media szkodzą polskim piłkarzom w Bundeslidze
Jesienią serwis sportinfo.az podzielił się plotką o zainteresowaniu Mateuszem Kochalskim ze strony Borussii Dortmund. Tak właściwie nie była to nawet zwykła plotka, bo azerski portal przekonywał, że BVB jest wręcz zdecydowana na angaż Polaka, Niko Kovač dał zielone światło, a rozmowy są poważne. Zimą ten sam zawodnik był łączony z Widzewem Łódź, ale i tak polskie media dalej przedstawiają go jako „tego, którego chciała Borussia”.
Obecnie podobnie rozgrywana jest sytuacja Kacpra Potulskiego. 18-latek, a więc zawodnik z tego samego rocznika co Vušković, w listopadzie zadebiutował w Bundeslidze. Od tamtej pory siedem razy wybiegał w podstawowym składzie Mainz. Nie jest jeszcze pewniakiem do gry — w 25. kolejce przesiedział cały mecz przeciwko VfB Stuttgart na ławce rezerwowych. Jest bez wątpienia utalentowanym defensorem ze sporym potencjałem.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zawodnik walczy o skład jednego z najsłabszych klubów Bundesligi, a polskie media — bazując na niszowych niemieckich źródłach — powielają farmazony o nadchodzącym transferze do Borussii Dortmund czy Bayernu Monachium. To zwykłe pompowanie balonika oczekiwań, które bardziej szkodzi samemu zainteresowanemu, niż mu pomaga. Jeśli droga do takiego klubu jak Bayern jest drabiną, to Vušković znajduje się dziś o kilka szczebli wyżej niż Polak. A media? Jak to media — lubią barwne historie. Dajmy chłopakowi najpierw ograć się w Bundeslidze, a dopiero później każmy mu mierzyć wyżej.
Hoffenheim przestaje być ciekawostką, a staje się realnym kandydatem do Ligi Mistrzów
Wyjazdowe 4:2 z Heidenheim nie było może występem idealnym, bo Hoffenheim po prowadzeniu 3:0 pozwoliło rywalowi wrócić do meczu, ale w tym momencie nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że TSG po 25 kolejkach ma już 49 punktów i zajmuje 3. miejsce w tabeli, wyprzedzając Stuttgart, Lipsk i Leverkusen. Hoffenheim weszło do grupy drużyn, które naprawdę mogą dowieźć awans do Champions League. Symboliczne jest też to, że nawet przy nieobecności Christiana Ilzera zespół potrafił wygrać na trudnym terenie, a Alexander Prass oraz Fisnik Asllani znów dali konkret z przodu. W czołówce Bundesligi znajdują się zespoły z większym potencjałem, ale Hoffenheim spokojnym „ciułaniem” punktów ma realną szansę wygrać rywalizację na dłuższym dystansie.
Wolfsburg jest jedną z największych katastrof sezonu
Porażka 1:2 z Hamburgerem SV przelała czarę goryczy — trener i dyrektor sportowy muszą odejść, a ryzyko degradacji jest poważne. Po 25. kolejce VfL ma zaledwie 20 punktów i zajmuje 17. miejsce w tabeli. Co więcej, sobotnia przegrana miała spory ciężar gatunkowy, bo została poniesiona z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie. Wolfsburg od dawna jest beznadziejnie zarządzany, gra fatalnie, brakuje w nim jakości i wiary w powodzenie projektu. Misja walki o uniknięcie spadku będzie trudna, a Dieter Hacking stanie przed wymagającym wyzwaniem. Oczywiście, do końca sezonu zostało jeszcze wiele kolejek, ale problemy Wolfsburga to nie jest kwestia gorszej formy w ostatnich tygodniach. W tej drużynie nic nie wygląda tak jak powinno — no może poza solidną grą Kamila Grabary. Obiektywnie — jeśli Wilki spadną z ligi, to niewielu będzie za nimi tęsknić. Nie za tak grającym zespołem…
