Pięć strzałów, żaden celny, 34% posiadania piłki i ani jednego rzutu rożnego. Tak wyglądały statystyki Lincoln Red Imps w czwartkowym spotkaniu Ligi Konferencji z Hajdukiem Split. Mistrzowie Gibraltaru zdołali jednak wygrać 1:0, zdobywając bramkę w 89. minucie po samobójczym trafieniu Dennisa Hadžikadunicia. Dla gospodarzy było to pierwsze zwycięstwo w obecnej edycji rozgrywek, natomiast Chorwaci, którzy wcześniej pokonali Ajax i Thun, ponieśli wyjątkowo bolesną porażkę.
Lincoln Red Imps przystępował do trzeciej kolejki Ligi Konferencji po dwóch porażkach. Najpierw przegrał 1:2 z norweskim Brann, a następnie uległ 1:4 holenderskiemu Twente, zajmując 33. miejsce w tabeli. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Hajduka Split, który rozpoczął europejskie zmagania od zwycięstwa 2:1 nad Ajaksem, a następnie pokonał na wyjeździe szwajcarski Thun 1:0. Chorwaci mieli więc komplet sześciu punktów i szansę na trzecie kolejne zwycięstwo. Różnica między obiema drużynami była widoczna również w wycenach zawodników. Według Transfermarkt kadra Hajduka jest warta około 36,8 mln euro, podczas gdy cały zespół Lincoln wyceniono na zaledwie 2,3 mln euro. Na boisku ta dysproporcja nie przyniosła jednak gościom żadnych korzyści.
Hajduk dominował, ale nie potrafił pokonać bramkarza
Przez większość spotkania piłkarze Gonzalo Garcíi utrzymywali się przy piłce, spychając gospodarzy do głębokiej defensywy. Ostatecznie posiadanie futbolówki wyniosło 66% do 34% na korzyść Hajduka, a liczba oddanych strzałów 15 do 5. Z tych piętnastu prób zaledwie jedna była jednak celna. W pierwszej połowie Dalisson dwukrotnie uderzał nieznacznie obok bramki, natomiast po przerwie dogodną okazję zmarnował Marin Šotiček, który z dobrej pozycji posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. Lincoln konsekwentnie bronił dostępu do własnego pola karnego, a goście coraz częściej próbowali szczęścia z dystansu lub posyłali dośrodkowania, z którymi dobrze radzili sobie obrońcy. Dopiero w 85. minucie Marko Livaja zmusił Jaylana Hankinsa do pierwszej i, jak się później okazało, jedynej skutecznej interwencji po celnym strzale. Chorwat znalazł się w polu karnym po dośrodkowaniu Abdouliego Sanyanga, ale bramkarz gospodarzy zdołał zatrzymać jego uderzenie. Cztery minuty później wynik spotkania rozstrzygnął się po drugiej stronie boiska. Lincoln wywalczył rzut wolny z prawej strony, a 42-letni Nano dośrodkował w pole karne. Christian Rutjens wygrał pojedynek powietrzny i skierował piłkę głową w słupek. Ta odbiła się następnie od kolana Dennisa Hadžikadunicia i wpadła do siatki. Samobójcze trafienie bośniackiego obrońcy dało gospodarzom prowadzenie, którego nie oddali już do końcowego gwizdka.
Co ciekawe, zwycięzcy nie zanotowali ani jednego celnego strzału. Próba Rutjensa zakończyła się trafieniem w słupek, a samobójczy gol Hadžikadunicia nie jest zaliczany do statystyk strzeleckich przeciwnika. Lincoln nie wywalczył również żadnego rzutu rożnego. Po końcowym gwizdku piłkarze gospodarzy mogli więc świętować wygraną, mimo że ich ofensywne statystyki wyglądały jak w spotkaniu zakończonym bezbramkowym remisem. Warto dodać, że sędzią tego niecodziennego meczu był Polak Patryk Gryckiewicz.
Dziesięć lat wcześniej Lincoln Red Imps pokonał Celtic
Nie był to pierwszy przypadek, gdy mistrzowie Gibraltaru sprawili niespodziankę na europejskiej arenie. W lipcu 2016 roku Lincoln Red Imps pokonał 1:0 Celtic Glasgow w pierwszym meczu drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Bramkę zdobył wówczas Lee Casciaro, a spotkanie było oficjalnym debiutem Brendana Rodgersa w roli szkoleniowca szkockiego klubu. W podstawowym składzie gospodarzy występowało wtedy zaledwie pięciu zawodowych piłkarzy, a pozostali łączyli futbol z inną pracą. Sam strzelec zwycięskiego gola był policjantem.
Celtic ostatecznie odrobił straty w rewanżu, wygrywając 3:0, ale sensacyjna porażka na Gibraltarze na długo zapisała się w historii szkockiego zespołu. Dziesięć lat później Lincoln ponownie pokazał, że potrafi wygrywać z przeciwnikami dysponującymi znacznie większym budżetem i bardziej rozpoznawalnymi zawodnikami. Tym razem potrzebował do tego jedynie rzutu wolnego, uderzenia w słupek i niefortunnego rykoszetu. Dla Hajduka porażka była tym bardziej rozczarowująca, że po dwóch zwycięstwach Chorwaci mieli realną szansę umocnić się w czołówce tabeli Ligi Konferencji. Trener Gonzalo García po meczu nie ukrywał niezadowolenia z postawy swoich piłkarzy. Przyznał, że jego drużyna grała zbyt nerwowo, próbowała za szybko rozstrzygnąć spotkanie i nie potrafiła odpowiednio wykorzystać przewagi w posiadaniu piłki. Ocenił również, że Hajduk nie zasłużył na porażkę, ale jednocześnie nie zrobił wystarczająco dużo, aby zasłużyć na zwycięstwo. García zwrócił też uwagę na trudności związane z europejskimi wyjazdami do teoretycznie słabszych przeciwników. Nie chciał jednak szukać usprawiedliwień w samym fakcie gry na Gibraltarze. Jego zdaniem zawodnicy zbyt często próbowali przyspieszać akcje, zamiast cierpliwie szukać sposobu na rozbicie defensywy Lincoln. Piętnaście oddanych strzałów i tylko jeden celny dość dobrze pokazują, na czym polegał ich problem.
Z 33. na 22. miejsce w tabeli
Zwycięstwo pozwoliło Lincoln Red Imps awansować na 22. miejsce w tabeli Ligi Konferencji, a więc do strefy premiowanej udziałem w barażach o awans do 1/8 finału. Hajduk pozostał z sześcioma punktami po trzech spotkaniach i nadal znajduje się w dobrej sytuacji przed kolejnymi meczami. 26 listopada Chorwaci podejmą Sint-Truiden, natomiast zespół z Gibraltaru zagra na wyjeździe z albańską Egnatią. Spotkanie na Gibraltarze jest jednym z najbardziej niecodziennych przykładów tego, jak niewiele potrzeba czasem do zdobycia trzech punktów. Lincoln nie oddał ani jednego celnego strzału, przez większość meczu bronił się przed atakami Hajduka i nie wywalczył nawet rzutu rożnego. Chorwaci mieli piłkę przez dwie trzecie spotkania, ale tylko raz zmusili bramkarza do interwencji. Ostatecznie o wszystkim zdecydowała akcja ze stałego fragmentu gry, której nie zapisano jako celnego strzału żadnego z gospodarzy. Trudno o bardziej osobliwy sposób wygrania meczu europejskich pucharów.


