Tymoteusz Puchacz wywołał skandal w Norwegii. „Nie obchodzi mnie fair play”

Tymoteusz Puchacz znalazł się w centrum kontrowersji po spotkaniu Ligi Mistrzów, w którym Sabah przegrał na wyjeździe z Vikingiem Stavanger 1:4. Polski obrońca nie oddał rywalom piłki, którą wcześniej wybili na aut, aby umożliwić udzielenie pomocy kontuzjowanemu koledze. Zachowanie 27-latka wywołało niezadowolenie norweskich kibiców, ale jeszcze większe emocje wzbudziły jego późniejsze wypowiedzi. Puchacz przyznał bowiem, że działał celowo, a na pytanie o zasady fair play odpowiedział, że interesuje go przede wszystkim zwycięstwo.

W 76. minucie środowego spotkania na Lyse Arenie Peter Christiansen padł na murawę po brutalnym wejściu Adena McCarthy’ego. Zawodnik Sabahu początkowo został ukarany żółtą kartką, jednak po analizie VAR sędzia zmienił decyzję i wyrzucił go z boiska. Kristoffer Askildsen wybił piłkę poza linię boczną, aby poszkodowany kolega mógł otrzymać pomoc medyczną. Kiedy gra została wznowiona, piłkarze Vikinga spodziewali się, że rywale zgodnie z niepisaną zasadą fair play oddadzą im futbolówkę. Tymoteusz Puchacz zdecydował jednak inaczej, rozpoczynając akcję własnej drużyny. Na trybunach natychmiast rozległy się gwizdy, które od tej chwili towarzyszyły niemal każdemu kontaktowi Polaka z piłką.

Puchacz nie zamierzał przepraszać. Jego trener wręcz przeciwnie

Po zakończeniu spotkania dziennikarz norweskiego „Stavanger Aftenbladet” zapytał Puchacza, czy świadomie postanowił nie oddawać piłki przeciwnikom. Odpowiedź była jednoznaczna.

– Tak, zrobiłem to celowo – przyznał polski obrońca.

Puchacz tłumaczył, że jego zdaniem zawodnicy Vikinga przez dłuższy czas próbowali kontynuować akcję, mimo że Christiansen leżał już na murawie. Dopiero później zdecydowali się wybić piłkę poza boisko, dlatego Polak nie czuł się zobowiązany do wykonania gestu fair play. Kiedy dziennikarz zapytał go bezpośrednio o zasady uczciwej rywalizacji, 27-latek nie próbował łagodzić stanowiska.

– Nie obchodzi mnie fair play, chodzi o zwycięstwo.

Zupełnie inaczej do całej sytuacji odniósł się trener Sabahu, Valdas Dambrauskas. Litewski szkoleniowiec przeprosił gospodarzy za zachowanie swoich podopiecznych i zapewnił, że jego zespół powinien przestrzegać zasad fair play. Sugerował przy tym, że długa przerwa spowodowana kontuzją, analizą VAR i zmianami mogła sprawić, iż zawodnicy zapomnieli o okolicznościach wybicia piłki. Wyjaśnienia szkoleniowca stoją więc w sprzeczności ze słowami Puchacza, który otwarcie przyznał, że doskonale wiedział, co robi.

Na tym kontrowersje się nie skończyły. Według „Stavanger Aftenbladet” Polak został również zapytany o szanse Vikinga na awans do kolejnej fazy Ligi Mistrzów. Puchacz nie wierzy w powodzenie norweskiego zespołu, którego poziom określił jako przeciętny. Takie stanowisko może zaskakiwać, szczególnie że chwilę wcześniej Sabah przegrał w Stavanger aż trzema bramkami, a gospodarze mogli świętować pierwsze zwycięstwo w tegorocznej edycji Champions League. Sam przebieg meczu początkowo nie wskazywał jednak na tak zdecydowane rozstrzygnięcie. W 11. minucie Orphé Mbina dał gościom prowadzenie, które utrzymywało się przez kolejny kwadrans. Viking wyrównał za sprawą Erika Botheima, a w 69. minucie Zlatko Tripić wykorzystał dobitkę po rzucie karnym obronionym przez Stasa Pokatilova. Po czerwonej kartce McCarthy’ego sytuacja Sabahu stała się jeszcze trudniejsza. Henrik Falchener podwyższył na 3:1, natomiast w doliczonym czasie gry Botheim ustalił wynik spotkania. Puchacz rozegrał pełne 90 minut, ale po meczu więcej mówiło się o jego zachowaniu niż o samym występie.

Czy Puchacz rzeczywiście złamał zasady fair play?

Warto odróżnić naruszenie przepisów od zachowania niezgodnego z przyjętymi zwyczajami. Przepisy gry nie nakazują zawodnikom oddawania piłki przeciwnikowi po wznowieniu gry z autu, nawet jeśli wcześniej rywal celowo wybił ją poza boisko z powodu kontuzji. To niepisana zasada, której przestrzeganie od lat stanowi element sportowej kultury. Z formalnego punktu widzenia Puchacz mógł więc kontynuować akcję. Nie oznacza to jednak, że jego decyzja musiała spotkać się z akceptacją przeciwników czy kibiców.

Ocenę całej sytuacji komplikuje wyjaśnienie samego zawodnika. Puchacz twierdził, że piłkarze Vikinga powinni wcześniej przerwać grę, zamiast próbować kontynuować akcję mimo kontuzji kolegi. W jego przekonaniu nie miał więc obowiązku odwzajemniać gestu, na który rywale zdecydowali się z opóźnieniem. Nie przekonało to jednak Kristoffera Askildsena, który w rozmowie z norweską gazetą skrytykował zachowanie Polaka. Jeszcze ciekawiej wygląda postawa trenera Sabahu, który uznał za stosowne przeprosić gospodarzy, podczas gdy jego zawodnik nie widział powodów do zmiany stanowiska.

Sabah po czterech kolejkach Ligi Mistrzów ma trzy punkty, a jego kolejnym przeciwnikiem będzie FC Barcelona, z którą zmierzy się 25 listopada. Tymczasem wypowiedzi Puchacza wywołały w Norwegii dyskusję, która nie dotyczy już wyłącznie jednego wznowienia gry. Polski obrońca uznał, że gospodarze sami zbyt długo zwlekali z przerwaniem spotkania, ale publiczne przyznanie, że nie przejmuje się zasadami fair play, nadało całej sprawie znacznie większy rozgłos. Zwłaszcza że jego własny trener ocenił sytuację zupełnie inaczej.

Źródło wypowiedzi: Stavanger Aftenbladet.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →