Widzew Łódź nadal nie potrafi wygrać przed własną publicznością. Sobotnie spotkanie z Radomiakiem Radom zakończyło się bezbramkowym remisem, a Aleksandar Vuković po meczu przyznał wprost, że jego drużynie zabrakło umiejętności „przepchnięcia” spotkania, które nie układało się po jej myśli.
Łodzianie mieli za sobą bardzo intensywny tydzień. Po ligowym starciu z Lechem Poznań przyszedł mecz Pucharu Polski z Koroną Kielce, a kilka dni później spotkanie z Radomiakiem. Widzew potrzebował zwycięstwa, ale zamiast przełamania kibice w Sercu Łodzi obejrzeli 90 minut, w których klarownych sytuacji bramkowych było niewiele. Najbliżej gola byli paradoksalnie goście. W 78. minucie Przemysław Wiśniewski skierował piłkę do własnej bramki, jednak po analizie VAR trafienie zostało anulowane. Sędzia dopatrzył się wcześniejszego faulu na Emilu Kornvigu i ostatecznie obie drużyny podzieliły się punktami.
Widzew Łódź znowu bez wygranej
Aleksandar Vuković nie próbował po spotkaniu przekonywać, że Widzew zasłużył na trzy punkty. Jego zespół miał więcej inicjatywy i częściej próbował atakować, ale nie przełożyło się to na wystarczającą liczbę sytuacji pod bramką przeciwnika. Szkoleniowiec zwrócił uwagę również na terminarz. Dla Widzewa był to trzeci mecz rozegrany w ciągu zaledwie sześciu dni, dlatego trudno było oczekiwać równie wysokiej intensywności jak w poprzednich spotkaniach.
– To był nasz trzeci mecz w ciągu sześciu dni, dlatego nie liczyłem, że będzie najbardziej widowiskowy. Było to spotkanie do tzw. przepchnięcia – powiedział Vuković. Najmocniejsze słowa padły jednak chwilę później. Trener Widzewa wskazał na cechę, której jego drużynie w sobotę zabrakło. – Niekiedy inne drużyny wygrywają mecze, grając taki piach, że ciężko to inaczej nazwać. Po prostu przepychają mecze i kończą sezon wysoko. To je różni od tych, którzy mają później problemy – dodał. Sam remis z Radomiakiem trudno traktować jako katastrofę, ale w połączeniu z wcześniejszymi stratami punktów zaczyna wyglądać znacznie gorzej.
Ambicje znacznie większe niż wyniki
Po siedmiu kolejkach Widzew ma na koncie tylko jedno zwycięstwo. Co ciekawe, odniósł je na jednym z trudniejszych ligowych terenów, pokonując Jagiellonię w Białymstoku. Oprócz tego Łodzianie czterokrotnie remisowali i ponieśli dwie porażki. Do tego trzeba doliczyć odpadnięcie z Pucharu Polski po spotkaniu z Koroną Kielce. Bilans zdecydowanie nie odpowiada ambicjom klubu, który latem ponownie mocno zainwestował w kadrę. Tym bardziej że Vuković jeszcze przed spotkaniem z Radomiakiem otwarcie mówił o celu, jakim jest miejsce w pierwszej trójce Ekstraklasy. Po siedmiu kolejkach Widzew jest od takiej formy daleko. Nie oznacza to oczywiście, że po kilku tygodniach sezonu walka o czołówkę jest już nierealna. Widzew musi jednak zacząć regularnie wygrywać również takie mecze jak sobotni. Dokładnie takie, o których po końcowym gwizdku mówił Vuković – mniej efektowne, zamknięte i wymagające przede wszystkim skuteczności. Na razie Łodzianom zdecydowanie brakuje właśnie tego ostatniego kroku.



