Korona Kielce miała trzy punkty na wyciągnięcie ręki, ale wypuściła zwycięstwo w doliczonym czasie gry. Po remisie 1:1 z Wisłą Kraków Jacek Zieliński nie zamierzał szukać usprawiedliwień i odpowiedzialnością za stratę prowadzenia obarczył siebie i własny zespół.
Spotkanie długo układało się po myśli gospodarzy. Korona wyszła na prowadzenie w pierwszej połowie i przez większą część meczu skutecznie broniła korzystnego wyniku. Wisła po przerwie zaczęła jednak przejmować inicjatywę i coraz częściej pojawiała się pod bramką kielczan. Mariusz Jop po spotkaniu przyznał, że jego drużyna w drugiej połowie miała przewagę i stworzyła kilka sytuacji, po których wyrównanie mogło paść wcześniej. Korona utrzymywała prowadzenie aż do doliczonego czasu. Wtedy Wisła dopięła swego i uratowała punkt. Dla gospodarzy oznaczało to wyjątkowo bolesne zakończenie spotkania, bo przez kilkadziesiąt minut byli bardzo blisko kolejnego zwycięstwa.
Korona Kielce nie dowiozła zwycięstwa
Jacek Zieliński na konferencji prasowej nie próbował łagodzić oceny sytuacji. – Wszyscy jesteśmy na siebie źli, bo w ostatnich sekundach daliśmy sobie wyrwać z rąk niezwykle ciężko wypracowane zwycięstwo – mówił trener Korony. Po chwili podkreślił jeszcze mocniej: – To wyłącznie nasza wina. Szkoleniowiec przyznał jednocześnie, że jego zespół mierzył się z bardzo wymagającym przeciwnikiem. Wisłę określił mianem klasowego zespołu będącego w bardzo dobrej formie. Nie zmieniało to jednak jego oceny samej końcówki. Korona miała wynik w swoich rękach, a jeden kosztowny błąd sprawił, że zamiast trzech punktów dopisała sobie tylko jeden.
Zupełnie inaczej ostatnie minuty odbierał Mariusz Jop. Trener Wisły przede wszystkim pogratulował swoim zawodnikom tego, że do końca wierzyli w możliwość odwrócenia losów spotkania. Zwracał uwagę, że po przerwie jego drużyna przejęła inicjatywę i kilkukrotnie była blisko zdobycia bramki. – Graliśmy do końca z wiarą i z trudnego terenu wywozimy jeden punkt – podsumował. Remis pozostawi więc po obu stronach zupełnie inne odczucia. Wisła wraca do Krakowa z punktem wywalczonym w samej końcówce. Korona została natomiast z poczuciem, że niemal cała wcześniejsza praca została zaprzepaszczona w jednej z ostatnich akcji spotkania. Słowa Zielińskiego dobrze oddają nastroje w kielczanach – tym razem trudno było mówić o pechu, skoro zwycięstwo było już tak blisko.



