Było blisko. Legia odwróciła losy meczu z Motorem w doliczonym czasie gry!

Co za finisz! Jeszcze w środku tygodnia Legia Warszawa była eliminowana z Pucharu Polski przez Motor Lublin. Teraz, na boiskach Ekstraklasy, doszło do rewanżu. Choć blisko zwycięstwa byli Motorowcy, którzy do 90. minuty prowadzili 2:1, to piłkarze Marka Papszuna się nie poddali. W doliczonym czasie gry dwie bramki Jakuba Żewłakowa dały Legionistom wygraną 3:2.

Połowa do zapomnienia

Dobrze pamiętamy, jak szybko otworzył się wynik w meczu Pucharu Polski pomiędzy tymi drużynami. Tym razem prezentowało się to inaczej. Kolejne minuty od pierwszego gwizdka sędziego upływały pod znakiem badania się. Nikt nie chciał popełnić błędu. Obie ekipy były poukładane w obronie, a z piłką przy nodze zachowawcze i cierpliwe. Niby trochę więcej zdecydowania próbowała pokazywać Legia, lecz nie zaskakiwała rywala. W decydujących momentach jej zawodnicy byli zatrzymywani.

Motor w gruncie rzeczy nie zmienił pomysłu z poprzedniego spotkania. Grał wysoko ustrukturyzowany, pragmatyczny, charakterystyczny dla Mariusza Misiury futbol. Szukał momentów na wyższe podejście, zagęszczał środek pola oraz starał się być agresywnym w pojedynkach. To zdawało egzamin, bo Warszawianie rzadko dłużej utrzymywali się w trzeciej tercji. Nie miała miejsca ani w centralnej części boiska, ani na skrzydłach, bo gospodarze zachowywali właściwą szerokość formacji.

Ba! Zespołem, którego gra coraz bardziej nabierała rumieńców, byli właśnie Motorowcy. Ich akcje miały sporo potencjału, ale początkowo na tym się kończyło. Więcej zadziało się wreszcie w 30. minucie, kiedy podwójną próbę miał Fabio Ronaldo. Dwa razy świetnie interweniował Otto Hindrich. 6 minut później Lublinianie mieli kolejną ciekawą szansę. Gdyby Jacques Mbaye Ndiaye zachował zimną krew podczas akcji po wysokim odbiorze, wynik zapewne otworzyłby Karol Czubak, który tylko czekał na dostawę od skrzydłowego.

I w tym momencie ekipa z Lubelszczyzny zaczęła popełniać niezrozumiałe błędy. Strata Ivo Rodriguesa jeszcze nie skutkowała niczym poza stanem przedzawałowym, gdy Jan Kuchta nieudanie lobował Gaspera Tratnika, ale błąd Tina Plavoticia już tak. W efekcie pomyłki defensora Kuchta został adresatem dośrodkowania. Wtedy do akcji wkroczył Bartosz Bereszyński, który przewrócił napastnika. Sędzia bez wątpliwości wskazał na jedenasty metr. Do rzutu karnego podszedł Rafał Augustyniak. Legionista silnym strzałem w środek pokonał bramkarza i dał gościom prowadzenie.

Legia prawie zaprzepaściła wszystkie owoce swojej pracy

Trafienie było na rękę Markowi Papszunowi, bo jego podopieczni mogli skupić się na kontroli spotkania. Toczyło się ono pod ich dyktando. Motor nie odnajdywał się w roli goniącego. Stwarzał prawie zerowe zagrożenie. Ndiaye, Ronaldo oraz Czubak zostali kompletnie wyłączeni z gry. Sytuacji Lublinian nie ułatwiało to, że Legia była zwyczajnie dobrze zorganizowana i wystrzegała się takich błędów, jak w poprzednim starciu.

Ale jak trwoga, to do Czubaka. Wiadomo nie od dziś, że ten snajper nie potrzebuje wiele, aby pokarać przeciwnika. Tak było tym razem. Całe zamieszanie właściwie powstało z niczego, bo było wynikiem centry z głębi pola Filipa Lubereckiego. Legia tylko pozornie oddaliła ryzyko, bo zaraz ponowione dośrodkowanie posyłał Kamil Lukoszek. Piłka trafiła wprost na głowę Czubaka, a potem do bramki.

Warszawianie w niezrozumiały sposób posypali się również niedługo później. Ndiaye wygrał pozycję w niezgrabnym pojedynku z Zoranem Arseniciem i fantastycznym podaniem prostopadłym uruchomił Czubaka, który wyprzedził Augustyniaka i Kamila Piątkowskiego, by następnie dać Motorowcom prowadzenie.

Dla Legionistów sytuacja stała się krytyczna. Nie dość, że stracili oni korzystny wynik, to jeszcze nie byli w stanie konkretnie odpowiedzieć. To raczej starania gospodarzy mogły zakończyć się kolejnym golem. Stołeczny klub dopiero w ostatnich minutach zaczął częściej gościć pod polem karnym rywala. Miał sporo czasu, bo sędzia doliczył aż 13 minut do regulaminowych 90. I w 5. dodatkowej minucie dopiął swego. Jakub Żewłakow zachował przytomność, dobijając uderzenie Augustyniaka. A niedługo później padł jeszcze jeden gol. To Żewłakow kolejnym przebłyskiem pozwolił Legii zgarnąć pełną pulę. Tym samym Warszawianie oszukali przeznaczenie i zrewanżowali się za odpadnięcie z Pucharu Polski.

Motor Lublin – Legia Warszawa 2:3 (Czubak 65′, 68′ – Augustyniak 45′ [k.], Żewłakow 90′+5, 90′+11)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img