Stamford Bridge odczarowane! Tottenham lepszy w derbach Londynu

Po przełamaniu ligowej niemocy Tottenham udał się na Stamford Bridge, gdzie czekało go derbowe starcie z Chelsea. The Blues wrócili do czołowej czwórki dzięki ubiegłotygodniowemu zwycięstwu 2:0 nad Evertonem. Był to ich pierwszy mecz bez straconego gola od 23 spotkań w Premier League. Piłkarze Xabiego Alonso celowali zatem w kolejną wygraną, tym bardziej że na własnym stadionie pozostawali niepokonani od sześciu meczów. Z kolei Tottenham dopiero za siódmym podejściem odniósł pierwsze zwycięstwo w tym sezonie ligowym, pokonując w poniedziałek beniaminka Coventry 3:1. Był to dopiero czwarty triumf Kogutów w Premier League w 2026 roku. Po wydostaniu się ze strefy spadkowej podopieczni Roberto De Zerbiego chcieli pójść za ciosem.

Tottenham od początku podjął rękawicę

Tottenham ostatni raz wygrał ligowy mecz z Chelsea na Stamford Bridge 1 kwietnia 2018 roku. Było to zarazem jedyne zwycięstwo Kogutów na tym stadionie w Premier League w XXI wieku. Delikatnie mówiąc, nie jest to ulubiony obiekt londyńskiego klubu. Piłkarze Roberto De Zerbiego od początku zamierzali jednak przełamać tę niekorzystną serię. Pomóc mógł im brak João Pedro, jednego z liderów ofensywy Chelsea. Brazylijczyk nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych.

Goście rozpoczęli spotkanie bardzo odważnie. Nie zamierzali na długo oddawać piłki rywalom, spokojnie budowali akcje w ataku pozycyjnym i szukali wolnych przestrzeni w środku pola. Dominowały krótkie podania, a szczególnie dobrze funkcjonowała lewa strona Tottenhamu. Andy Robertson i Mathys Tel sprawiali obrońcom Chelsea sporo problemów. Gospodarze nie potrafili przejąć kontroli nad spotkaniem, a ich środek pola funkcjonował znacznie gorzej niż w poprzednich meczach.

Cole Palmer i Morgan Rogers mieli problemy ze znalezieniem miejsca między formacjami rywali, przez co rzadko uczestniczyli w groźnych akcjach. Defensywa Chelsea również nie radziła sobie najlepiej z wymiennością pozycji zawodników Tottenhamu. Mike Penders kilkukrotnie musiał ratować swój zespół przed utratą bramki. Piłkarze Roberto De Zerbiego wyglądali co najmniej przyzwoicie i potwierdzali, że cztery punkty zdobyte w dwóch poprzednich spotkaniach nie były przypadkiem. Podopieczni Xabiego Alonso w pierwszej połowie grali natomiast niemrawo i mieli wyraźne problemy ze znalezieniem sposobu na dobrze zorganizowanego przeciwnika.

Chelsea bez pomysłu na grę Tottenhamu

Po przerwie Tottenham kontynuował grę w podobnym stylu. Goście cierpliwie rozgrywali piłkę i starali się wybijać zawodników Chelsea z rytmu. Piłkarze Roberto De Zerbiego mieli konkretny plan na to spotkanie i konsekwentnie go realizowali. Gospodarze nie byli w stanie stworzyć wielu dogodnych sytuacji, a ich ataki często kończyły się jeszcze przed polem karnym. Brakowało tempa, dokładności i ruchu bez piłki. Tottenham umiejętnie wykorzystywał te problemy, zmuszając rywali do biegania za piłką i szukania okazji do jej odbioru. Z upływem czasu pojawiało się coraz więcej nerwowości, a gra stawała się bardziej chaotyczna.

Koguty długo pracowały na prowadzenie i wreszcie dopięły swego. W 77. minucie Mike Penders skierował piłkę do własnej bramki. Belgijski golkiper, który wcześniej rozgrywał bardzo dobre spotkanie, popełnił kosztowny błąd. Przy próbie piąstkowania interweniował na tyle niefortunnie, że futbolówka wpadła do siatki. Chelsea znalazła się w trudnym położeniu, a kilka minut później jej sytuacja jeszcze się pogorszyła. Cole Palmer otrzymał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko.

Tottenham grał już z przewagą jednego zawodnika i nie zamierzał ograniczać się do obrony wyniku. W 87. minucie Mathys Tel popisał się skutecznym strzałem z dystansu, podwyższając prowadzenie na 2:0. Chelsea nie potrafiła odpowiedzieć, a goście mogli rozpocząć świętowanie długo wyczekiwanego zwycięstwa na Stamford Bridge.

Stamford Bridge wreszcie zdobyte

Dla Tottenhamu było to dopiero drugie ligowe zwycięstwo na Stamford Bridge w XXI wieku. Stadion Chelsea przez lata pozostawał dla Kogutów wyjątkowo trudnym terenem, a kolejne wizyty najczęściej kończyły się rozczarowaniem. Tym razem podopieczni Roberto De Zerbiego od początku prezentowali się lepiej od rywali i zasłużenie sięgnęli po trzy punkty. Dobrze radzili sobie z utrzymywaniem piłki, skutecznie ograniczali możliwości ofensywne gospodarzy i wykorzystali swoje okazje w końcówce.

Tottenham zdobył siedem punktów w trzech ostatnich meczach, wydostał się ze strefy spadkowej i awansował na 12. miejsce w tabeli Premier League. Chelsea pozostała na czwartej pozycji, ale po tym spotkaniu Xabi Alonso ma sporo powodów do zastanowienia. Jego zespół przez większą część meczu nie potrafił poradzić sobie z dobrze zorganizowanym rywalem, a w końcówce dodatkowo pogrążyły go błąd Pendersa i czerwona kartka Palmera.

Roberto De Zerbi może natomiast mieć powody do zadowolenia. Jeszcze niedawno Tottenham miał problemy ze zdobywaniem punktów nawet przeciwko niżej notowanym rywalom, a teraz wygrał derby na stadionie, na którym przez lata regularnie zawodził. Koguty zaczynają łapać formę, a praca włoskiego szkoleniowca przynosi pierwsze wyraźne efekty.

Chelsea – Tottenham 0:2 Mike Penders (77., samobójcza), Mathys Tel (87.).

Mateusz Topolski
Mateusz Topolski
Pasjonat futbolu, najlepiej w wydaniu polskim, włoskim i hiszpańskim. Wierny fan Lecha Poznań i wszystkiego co romantyczne oraz inspirujące w piłce nożnej. Poza tym chętnie spoglądam na F1, tenis ziemny i siatkówkę.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →