Piast Gliwice w tym sezonie naprawdę może się podobać. Zawsze próbuje narzucać swoje warunki, co często skutkuje dobrymi widowiskami. Nie inaczej było z Cracovią. Pasy słabo rozpoczęły z nim rywalizację, ale potrafiły podnieść rękawice i powalczyć. W trudnej sytuacji i przy stykowym wyniku Gliwiczanie odpowiedzieli jednak w świetny oraz stylowy sposób, aby wygrać 3:1.
Piast Gliwice wykorzystał słabości przeciwnika
Spodobało się chyba Gliwiczanom zdobywanie bramek w 7. minucie. Dokładnie o tej porze wyrównywali stan meczu z Górnikiem Zabrze w poprzedniej kolejce. Dziś natomiast sami stali się katem, otwierając wynik. Odpowiednie dośrodkowanie z rzutu rożnego posłał Quentin Boisgard, na pozycję wyszedł Jakub Czerwiński i gospodarze cieszyli się z gola. W idealny sposób zwieńczyli dynamiczny początek rywalizacji, w którym widać było, że chcieli przejąć inicjatywę.
Piast grał tak, jakby po prostu szedł po swoje, na nic nie zważając. Kontrolował tempo meczu. Pochłaniał presję ze strony Krakowian, by składnymi akcjami przedostawać się pod ich bramkę. Prezentował atrakcyjny i dominujący futbol. Drugi gol wydawał się kwestią czasu i w końcu padł. Po dalekim wykopie przyjezdni stracili piłkę, a Jakub Lewicki błyskawicznie rozpoczął akcję swojej drużyny. Hugo Vallejo ściął do środka, by po wymianie podań ze Szczepanem Muchą (który chyba jednak nieudanie zgrywał do Jakuba Łabojki) uderzyć precyzyjnie tuż obok dalszego słupka.
Chwalimy Piastunki za pewność siebie, za co nagrodą były trafienia, ale musimy też zauważyć, że Cracovia też dołożyła od siebie cegiełkę do takiego przebiegu spraw. Bo piłkarze Daniela Myśliwca nieomylni nie byli, ale Pasy nie potrafiły z tego skorzystać. Dużo akcji zespołu gości rozbijało się o niedokładność, brakowało zwłaszcza ostatniego podania. Z trudnością przychodziło im rozmontowywanie rywala, gdy ten znajdował się w niskiej obronie. Kiedy jednak ekipa z Gliwic dopiero się reorganizowała, to zawodnicy Bartosza Grzelaka sami sobie strzelali w kolano.
Działo się do samego końca
Sytuację przyjezdnych określilibyśmy po pierwszej połowie jako opłakaną. Raz – ich przeciwnik nie zwykł przegrywać, kiedy rozpoczyna strzelanie (a tu ukłuł dwa razy). Dwa – po przerwie Piast znów postanowił sobie, że nie spuści z tonu. Początkowo więc kontrolowali poczynania Krakowian. Ci przeżyli chwilę grozy, gdy wprowadzony z ławki Mateusz Klich odmachnął się ręką, trafiając w twarz Oskara Lesniaka. Sędzia Paweł Malec sprawdził to na VAR i wlepił pomocnikowi tylko żółtą kartkę.
Co więcej, wejście Klicha okazało się dobrym rozwiązaniem, bo Cracovia wreszcie zdołała uszczelnić drugą linię. Jej pressing zaczął w końcu znacznie utrudniać gospodarzom grę. Konkretów było jak na lekarstwo aż do pozornie niegroźnego płaskiego podania Otara Kakabadze w pole karne. Przed obrońcami gliwickiej drużyny niespodziewanie wyrósł Karol Knap, który dał swojej ekipie kontakt. Gol pozwolił Krakowianom złapać wiatr w żagle. Z dużej chmury jednak mały deszcz. Nisko ustawiające się Piastunki wytrzymywały napór.
Taki obraz spotkania nie utrzymywał się długo. Ostatnie 20 minut upłynęły szalenie szybko pod znakiem bardzo atrakcyjnej gry. Na boisku zapanował ruch wahadłowy Trener Myśliwiec wprowadził na boisko Ivana Limę, który wprowadził sporo ożywienia w ofensywę gospodarzy. Do kolejnych szans dochodzili też Sanca oraz Lesniak. Drugiej stronie pomogło odpowiedzieć wejście Ajdina Hasicia. Najpierw Bośniak próbował huknąć ze znacznej odległości. Następnie niecelnie główkował aktywny Martin Minchev. Z kolei Vincenta Burleta powstrzymała tylko właściwa reakcja Domena Grila.
Ostatnie słowo należało do piłkarzy z Gliwic. Fatalnie w rozegraniu zachował się Knap i Piastunki ruszyły z kontrą, którą wykończyły na trzy tempa. Pierwsza próba Andreasa Katsantonisa została zatrzymana przez Sebastiana Madejskiego, dobitka Macieja Kucharskiego zablokowana zaś przez… Knapa, który zdążył wrócić. W myśl słów do trzech razy sztuka wynik na 3:1 ustalił ostatecznie Katsantonis.


