W trakcie eliminacji do trwających mistrzostw świata sporo było głosów, że Europa dostała za mało miejsc na tym turnieju. Wcześniej z 32 zespołów aż 13 przypadało reprezentacjom ze strefy UEFA. Liczba ta wzrastała nawet do 14, jeżeli gospodarzem był kraj europejski. Teraz na 48 drużyn, Stary Kontynent ma tylko 16 miejsc. Na rozszerzony mundial przy 16 dodatkowych zespołach, Europie przypadły tylko trzy. Gianni Infantino zapewniając udział większej liczbie drużyn z pozostałych kontynentów, nie kierował się oczywiście względami sportowymi, a tym, żeby zyskać sympatię wśród prezesów poszczególnych federacji. W pierwszej kolejce trwającego turnieju europejskie reprezentacje nie potwierdziły jednak tego, że należy im się więcej miejsc.
Mundial naznaczony wpadkami faworytów
Haiti, Curacao, Tunezja, Senegal, Irak i Jordania – tak wygląda zestaw reprezentacji, które w pierwszej kolejce fazy grupowej pokonały ekipy z Europy w starciach z krajami z innych federacji. Z 14 takich spotkań drużyny ze Starego Kontynentu sześć wygrały, tyle samo zremisowały i dwa przegrały. Na pierwszy rzut oka nie jest to zły wynik. Jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę, że to Europa jest zdecydowanie najmocniejszym piłkarsko kontynentem oraz w większości tych spotkań reprezentacje z tego kontynentu były faworytami, nie wygląda to już tak dobrze. Zresztą o skali wyzwania, jakie stało przed europejskimi drużynami, najlepiej świadczy lista reprezentacji wspomniana na samym wstępie tego akapitu.
Spośród tej szóstki, która została pokonana przez drużyny ze strefy UEFA, jedynie Senegal sklasyfikowany jest w pierwszej czterdziestce rankingu FIFA. W pierwszej pięćdziesiątce z kolei jest jeszcze tylko Tunezja. Co więcej, inne europejskie reprezentacje również nie miały trudnych rywali, a i tak nie potrafiły wygrać. Zawiodły głównie zespoły z samej czołówki, które regularnie jeżdżą na wielkie turnieje – Szwajcaria, Hiszpania, Belgia oraz Portugalia. Remisowały one kolejno z Katarem (56. miejsce w rankingu FIFA), Republiką Zielonego Przylądka (67.), Egiptem (29.) i Demokratyczną Republiką Konga (46.). Innym faworytem, który nie wygrał swojego spotkania, była Holandia, jednak remis z Japonią (2:2) dużego wstydu im nie przynosi.
Oczywiście niektóre z tych spotkań powinny skończyć się zwycięstwami faworytów. Szwajcaria w meczu z Katarem była znacznie lepsza, prowadziła grę i stworzyła sobie wystarczająco dużo sytuacji, aby zdobyć drugiego gola i zamknąć mecz. Helweci oddali aż 26 strzałów, a ich współczynnik xG (goli oczekiwanych) – według danych z Flashscore – wyniósł aż 3,2. Również Hiszpania przeciwko Republice Zielonego Przylądka stworzyła sobie znacznie więcej sytuacji, jednak na koniec zabrakło im skuteczności (27 strzałów; 2,1 xG).
Zwycięstwa ze słabszymi
Mimo wszystko, w całej tej dyskusji o liczbie miejsc dla reprezentacji ze strefy UEFA na mundialu, to nie wyniki tych najlepszych powinniśmy brać pod uwagę. Gdyby Europa dostała kilka dodatkowych miejsc, to zajęłyby je reprezentacje na poziomie Czechów, Bośni i Hercegowiny czy Szwecji, a nie Hiszpanii, Portugalii czy Francji. Występujące na trwających mistrzostwach świata europejskie reprezentacje możemy podzielić na dwie grupy – te, które ostatnio regularnie jeżdżą na wielkie turnieje oraz te, dla których sam awans jest już sukcesem. W tej pierwszej grupie mamy Anglię, Hiszpanię, Portugalię, Francję, Holandię, Niemcy, Belgię, Chorwację oraz Szwajcarię. W tej drugiej z kolei Norwegię, Turcję, Szwecję, Szkocję, Czechy, Austrię oraz Bośnię i Hercegowinę.
Biorąc pod uwagę wyniki tej drugiej grupy, prezentują się one następująco: cztery zwycięstwa, jeden remis i dwie porażki. Na papierze wygląda to dość dobrze, jednak ponownie trzeba wziąć pod uwagę siłę przeciwników. Cztery wygrane to starcia z reprezentacjami będącymi niżej w rankingu FIFA: Haiti, Tunezją, Irakiem i Jordanią. W trzech meczach przeciwko drużynom z pierwszej trzydziestki ekipy ze Starego Kontynentu nie odniosły żadnego zwycięstwa. Co więcej, Australia, Kanada czy Korea Południowa na tle swoich rywali wyglądały po prostu lepiej.
Mundial oparty o defensywę i stałe fragmenty gry
To, co najbardziej rzucało się w oczy w starciach reprezentacji ze strefy UEFA przeciwko tym z innych federacji będącym na podobnym poziomie, to kultura gry. Dwa takie zderzenia mieliśmy już w dwóch pierwszych takich rywalizacjach na tym mundialu – Korei Południowej z Czechami oraz Kanady z Bośnią i Hercegowiną. W obu tych meczach to ekipy spoza Europy prowadziły grę i stwarzały więcej okazji. Zarówno Czesi, jak i Bośniacy nastawili się na fizyczną grę opartą na defensywie, dalekich podaniach oraz stałych fragmentach gry. Czechy wykreowały sytuacje warte 0,83 xG, z czego tylko 0,2 z otwartej gry. Bośnia i Hercegowina natomiast wykreowała 0,96 xG, z czego aż 0,95 po stałych fragmentach gry.
Zupełnie inny przebieg miało spotkanie Turcji z Australią. W przeciwieństwie do poprzednich spotkań, tutaj to zespół ze Starego Kontynentu został zmuszony do budowania ataków pozycyjnych. Turcy mieli aż 72% posiadania piłki i oddali 30 strzałów, jednak wykreowali tylko 1,36 xG. Australia z kolei była bardzo dobrze zorganizowana w defensywie, a po odbiorze piłki potrafiła przejśc do szybkiego ataku. W przeciwieństwie do Czechów czy Bośniaków, którzy przyjęli podobne nastawienie, potrafili kreować sytuacje z gry. Australijczycy pokazali, że defensywna gra również może być skuteczna.
Na realną ocenę przyjdzie jeszcze czas
Swoją grą nie przekonała też, chociażby reprezentacja Szkocji. Na tle Haiti, jednego z najsłabszych uczestników tego mundialu, wcale nie wyglądała na zespół o większym potencjale piłkarskim. Szkoci nastawili się na dalekie podania, walkę o drugą piłkę i fizyczną grę. Nie mieli zamiaru zdominować swoich rywali poprzez pokazanie wyższych umiejętności technicznych. Ostatecznie udało im się wygrać 1:0, jednak mecz był bardzo wyrównany. Haiti oddało nawet więcej strzałów, częściej uderzało w światło bramki i miało wyższe posiadanie piłki. Duży wpływ na taką postawę Szkotów mogło mieć to, że dość szybko objęli prowadzenie i potem skupili się na obronie korzystnego wyniku. Niemniej jednak ich gra zwyczajnie nie była przekonująca.
Znacznie mniej zastrzeżeń można mieć do pozostałych zwycięzców – Szwecji, Norwegii oraz Austrii. Choć i tak w ich przypadku tak wysokie zwycięstwa mogą być nieco mylące. Wszystkie te reprezentacje były ponadprzeciętnie skuteczne. Ponadto mierzyły się z najsłabszymi przeciwnikami w swojej grupie i na ich realną ocenę trzeba będzie jeszcze poczekać. Podobnie nie można oceniać siły wszystkich europejskich reprezentacji po pierwszej – nieudanej – kolejce fazy grupowej. Niemniej jednak wydaje się, że łatwo już było. W dwóch kolejnych meczach większość ekip ze Starego Kontynentu czekają cięższe wyzwania.
Gianni Infantino przyznając dodatkowe miejsca poszczególnym federacjom na rozszerzony mundial, z pewnością nie kierował się względami sportowymi. Kilka dodatkowych miejsc dla strefy UEFA kosztem jednego dla każdego innego kontynentu pewnie podniosłoby poziom mundialu. Polska, Włochy, Dania czy Kosowo mają większy potencjał niż Curacao, Jordania, Republika Zielonego Przylądka czy Nowa Zelandia. Aczkolwiek początek tegorocznego mundialu pokazał, że w piłkę na wysokim poziomie gra się nie tylko w Europie. Infantino jak na razie ma sporo argumentów, że decyzja ta była słuszna.

