Dzisiaj w nocy zakończyła się faza grupowa mistrzostw świata w USA, Kanadzie i Meksyku, a już wieczorem czeka nas pierwsze starcie 1/16 finału. Największe emocje dopiero przed nami, jednak na chwilę cofnijmy się do tego, co już za nami. Trwający mundial obfitował w wiele niespodzianek i momentów, które będziemy mogli wspominać za kilka lat. Główni faworyci do tytułu nie zawiedli, a na turnieju najmocniej błyszczą największe gwiazdy, jak Leo Messi, Kylian Mbappe czy Erling Haaland. Kto z nich jednak był najlepszy? Która reprezentacja sprawiła największą sensację, a która rozczarowała najmocniej? Oto nasze wybory po fazie grupowej.
Najlepsza drużyna: Francja
Wybór tutaj nie był oczywisty. Francuzi – obok Meksyku i Argentyny – są jedną z trzech reprezentacji, która w fazie grupowej odniosła komplet zwycięstw. Żadna z tych drużyn jednak nie zachwyciła nas tak, jak chociażby Hiszpanie podczas mistrzostw Europy dwa lata temu. Postawiliśmy na Francję, ponieważ spośród tych ekip mieli najtrudniejszych rywali w grupie. Wprawdzie Norwegia na mecz przeciwko Trójkolorowym wyszła drugim garniturem, jednak podopieczni Didiera Deschampsa nie pozostawili żadnych złudzeń wygrywając 4:1. Równie wysoko pokonali Irak (3:0). Francuzi najgorzej wyglądali w meczu z Senegalem, jednak dobra druga połowa zagwarantowała im wygraną 3:1.
Francja dysponuje ogromnym potencjałem ofensywnym, co na trwających mistrzostwach pokazała w każdym meczu. Problem w tym, że zespół Deschampsa miewa przestoje i nie potrafi zagrać na równym poziomie przez pełne 90 minut. Przeciwko Senegalowi i Irakowi nie wyglądali dobrze w pierwszych połowach, natomiast w ostatnim meczu z Norwegią mieli spore kłopoty na początku drugiej części spotkania. Mimo wszsytko, to oni – obok Niemców i Holandii – strzelili najwięcej goli (10) oraz – ponownie wraz z Niemcami – oddali najwięcej celnych strzałów (22). Didier Deschamps znalazł sposób jak w podstawowej jedenastce zmieścić Kyliana Mbappe, Ousmane’a Dembele, Desire Doue i Michaela Olise. Mundial ten mogą wygrać najsilniejszą ofensywą.
Największa niespodzianka: Republika Zielonego Przylądka
W tym przypadku wybór był znacznie łatwiejszy. Za największą niespodziankę uznaliśmy debiutanta, który wywalczył awans do 1/16 finału. Republika Zielonego Przylądka przez wielu traktowana była jako ciekawostka i ekipa, która będzie jedynie dostarczycielem punktów. Tymczasem podopieczni Bubisty nie przegrali jeszcze żadnego meczu na trwającym turnieju i z dorobkiem trzech punktów zajęli drugie miejsce. W grupie lepsza od nich okazała się jedynie Hiszpania, z którą zresztą już na inaugurację Kabowerdeńczycy zremisowali 0:0. Do tego dołożyli jeszcze podział punktów z Urugwajem (2:2) i kolejny bezbramkowy remis przeciwko Arabii Saudyjskiej.
Oczywiście Republika Zielonego Przylądka nie gra porywającego i atrakcyjnego futbolu. Ze względu na swoje ograniczenia i mniejsze umiejętności indywidualne nie mogą z każdym iść na wymianę ciosów. Dlatego też Kabowerdeńczycy rzadko stosują wysoki pressing. Przeważnie ustawiają się nisko na własnej połowie i pozwalają rywalom na budowanie ataków pozycyjnych. Ich średnie posiadanie piłki wynosi tylko – według danych z FotMob – 37,2% i jest szóste najniższe na całym turnieju. Ponadto zespół Bubisty notuje najwięcej przejęć na mecz (13,7) i jest drugi – za Bośnią i Hercegowiną – pod względem wybić (41 na spotkanie). Aczkolwiek jeżeli Republika Zielonego Przylądka ma piłkę, nie boi się budować akcji krótkimi podaniami od bramkarza. Widać, że jest to zespół dobrze wytrenowany, który jest czymś więcej sumą indywidualnych umiejętności poszczególnych jednostek.
Największe rozczarowanie: Urugwaj
Tutaj też wybór nie był trudny. Skoro Republika Zielonego Przylądka sprawiła największą niespodzianką, to musiała się ona stać czyimś kosztem. Tą reprezentacją jest Urugwaj, który żegna się z mundialem już po fazie grupowej. Podopieczni Marcelo Bielsy zdobyli tylko dwa punkty, remisując z Arabią Saudyjską (1:1) i właśnie Kabowerdeńczykami (2:2). Na koniec w meczu decydującym o pozostaniu w turnieju Urusi przegrali z Hiszpanią 0:1 i mając dwa punkty nie mieli już szans na awans z trzeciego miejsca. Przed startem mistrzostwa wydawało się, że Urugwaj trafił do jednej z najłatwiejszych grup i wraz z Hiszpanią bez problemów wywalczą awans do fazy pucharowej. Po raz kolejny przekonaliśmy się jednak, że w piłce nożnej nie ma rzeczy pewnych.
Aczkolwiek już przed turniejem słychać było głosy, że relacje pomiędzy zawodnikami a trenerem nie są najlepsze. Piłkarze mieli narzekać na zbyt mocne treningi, co było widoczne podczas mundialu. Urugwaj nie prezentował takiej intensywności, z jakiej słyną zespoły Bielsy. Mimo to, argentyński szkoleniowiec nie miał zamiaru iść na ustępstwa i nadal chciał, aby jego zespół stosował wysoki pressing. Urugwaj miał najwięcej odzyskanych piłek w tercji ofensywnej (23), jednak w efekcie nie przełożyło się to na pozytywny rezultat.
Najlepszy zawodnik: Lionel Messi
Czy wybór tutaj mógł być inny? Z jednej strony kapitalnie w fazie grupowej – co zaznaczaliśmy na wstępie – prezentowały sie inne największe gwiazdy światowego futbolu – Kylian Mbappe, Erling Haaland, Harry Kane, Vinicius Junior czy Ousmane Dembele. Jednak to Messi był bezapelacyjnie najlepszy w fazie grupowej. Argentyńczyk jest liderem strzelców (sześć goli), a w klasyfikacji kanadyjskiej dorównuje mu jedynie Mbappe. To wszystko rozgrywając jedynie 200 z 270 możliwych minut. Messi zdobył sześć z ośmiu wszystkich goli swojej reprezentacji. Pozostałe dwa ekipa Lionela Scaloniego zdobyła wtedy, gdy ich największej gwiazdy nie było na boisku. W momencie, gdy Messi jest na murawie, cała gra podporządkowana jest jemu.
Scaloni stworzył system, który pozwala Messiemu w najlepszy sposób wykorzystać swoje atuty i jednocześnie ukryć wady. Argentyna rzadko stosuje wysoki pressing, a raczej ustawia się nisko na swojej połowie. Dzięki temu 39-latek nie musi pracować w defensywie, a może magazynować energię na momenty, gdy dostanie piłkę. Ponadto Argentyńczycy swoje akcje budują głównie przez środkową strefę boiska, gdzie ustawionych jest czterech środkowych pomocników oraz dwójka napastników. Messi często pełni rolę wolnego elektrona, szukając luk w defensywie rywala. Były gwiazdor Barcelony już kilka lat temu odszedł z poważnego futbolu klubowego, wybierając ofertę Interu Miami. Trwający mundial pokazuje jednak, że pod kątem czysto piłkarskim wciąż nie ma sobie równych.
Największe odkrycie: Johan Manzambi
Tutaj wybór również nie był łatwy. Nieoczywistymi bohaterami stali się chociażby bramkarze Republiki Zielonego Przylądka (Vozinha) czy Curacao (Eloy Room) po bezbramkowych remisach swoich reprezentacji. My stawiamy jednak na zawodnika bardziej znanego, który wcześniej nie odgrywał znaczącej roli w swojej reprezentacji. Za Johanem Manzambim bardzo udany sezon klubowy we Freiburgu. Już przed mistrzostwami świata był on łączony z większymi klubami, a jego cena po takich występach na mundialu jedynie wzrośnie. 20-latek zaczynał turniej na ławce rezerowych i w pierwszych dwóch meczach dostawał szanse jedynie jako zmiennik. W trzecim zagrał już w wyjściowej jedenastce i udowodnił, że zasługuje na miejsce w podstawowym składzie.
Manzambi w trzech meczach zagrał tylko 129 minut, a zdołał trzy razy trafić do siatki i dołożyć do tego jedną asystę. Już w pierwszym meczu z Katarem dał dobrą zmianę, jednak nie pomógł swojemu zespołowi utrzymać korzystnego wyniku. Przeciwko Bośni i Hercegowinie okazał się już kluczowy. To jego wejście z ławki (oraz Rubena Vargasa) ożywiło grę ofensywną Szwajcarów i zapewniło zwycięstwo. To on otworzył wynik spotkania, a później trafił na 3:0. W ostatnim meczu przeciwko Kanadzie Manzambi znów był najlepszy w swoim zespole. Miał udział przy wszystkich golach, strzelając gola i notując asystę. 20-latek imponuje przede wszystkim przebojowością oraz ciągiem na bramkę, co w schematycznej i przewidywalnej reprezentacji Szwajcarii jest na wagę złota.
Największy pechowiec: Iran
Na koniec kategoria, która powstała głównie z uwagi na jeden zespół. Iran już od początku turnieju był traktowany niesprawiedliwie. Ich występ na mundialu długo stał pod znakiem zapytania ze względu na otwartą wojnę z jednym z gospodarzy mistrzostw, USA. Ostatecznie Amerykanie pozwolili Irańczykom na udział w turnieju z zastrzeżeniem, że na terenie ich kraju mogą przebywać jedynie przez 24 godziny przed meczem oraz kilka godzin po spotkaniu. Obostrzenia te zostały zwiększone do dwóch dni przed trzecią kolejką fazy grupowej. Wszystko to z pewnością miało wpływ na ich występy aczkolwiek Iran na boisku nie prezentował się źle. Zremisował wszystkie trzy mecze przeciwko Nowej Zelandii (2:2), Belgii i Egiptowi (po 1:1).
Iran był bardzo blisko awansu już po ostatnim meczu fazy grupowej. W starciu z Egiptem w doliczonym czasie gry zdobyli bramkę, która została anulowana ze względu na spalonego, a później trafili jeszcze w poprzeczkę. Iran był zespołem lepszym, jednak tylko zremisował. Podopieczni Amira Ghalenoeia mogli jednak wciąż liczyć na awans z trzeciego miejsca. Musieli liczyć na zwycięstwo Algierii z Austrią. W tym spotkaniu długo utrzymywał się remis, który satysfakcjonował obie ekipy. W 93. minucie Algierczycy zdobyli jednak gola na 3:2, co dawało awans Iranowi. Podopieczni Ghalenoeia w 1/16 finału byli tylko przez 3 minuty, ponieważ w ostatniej akcji meczu do siatki trafił Sasa Kalajdzić i wyrównał stan meczu. W trakcie tego mundialu Iran miał pecha na wszystkich polach – od polityki przez boisko aż po końcowe rozstrzygnięcia w innych spotkaniach.

