Beniaminki La Liga 22/23 – powalczą o coś więcej niż utrzymanie?

Nowy sezon La Liga startuje już w przyszły piątek. 12. sierpnia od meczu Osasuna – Sevilla, rozpocznie się kolejny okres piłkarskich zmagań na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Hiszpanii. W tej rywalizacji powitamy trzech nowych uczestników. Będą to Real Valladolid, Girona FC oraz UD Almeria. Czy beniaminki La Liga w kampanii 2022/23 będą w stanie namieszać w układzie tabeli?

Girona FC

Girona to niezwykle urokliwe miasto położone w północno-wschodniej Hiszpanii, które słynie ze swojej pięknej, zabytkowej architektury. Choć od granicy z Francją dzieli je zaledwie 70 km, to jest stolicą jednej z katalońskich prowincji. W stosunkowo niedalekim sąsiedztwie Girony znajdują się zatem dwie wielkie barcelońskie marki – FC Barcelona oraz RCD Espanyol. Miasto beniaminka La Ligi może zachwycać pod wieloma względami. Ale czy gra samych Blanquivermells okaże się równie atrakcyjna?

Rodrigo Riquelme to skrzydłowy, który udał się na wypożyczenie do Girony z Atletico Madryt.

Trener z zamiłowaniem do efektownego futbolu

Wiele czynników każe sądzić, że tak właśnie będzie. Girona już na poziomie Segunda Division pokazywała ofensywny styl gry. Ekipa prowadzona przez dobrze znanego fanom ligi hiszpańskiej Michela, zdobyła w zeszłym sezonie 57 bramek. To uplasowało ich na 5. miejscu w tej kategorii pośród innych zespołów Segunda. Michel, który prowadził wcześniej Huesce jest zwolennikiem piłki widowiskowej i nastawionej na atak. Dla hiszpańskiego szkoleniowca był to jednak miecz obosieczny. Przywiązanie do takiej filozofii gry doprowadziło do jego zwolnienia w styczniu 2021 roku oraz spadku Huesci z La Ligi. Przed 46-letnim menedżerem stoi zatem kolejna szansa, aby udowodnić że to nie jego pomysł na grę był wówczas problemem.

Skład z potencjałem na fajny wynik

Girona FC to drużyna, która czerpie niesamowite korzyści z przynależności do sieci klubów “City Football Group”. Widać to gołym okiem również podczas tego okienka transferowego. Do Girony latem zawitało już trzech graczy, występujących w zespołach należących do tego samego właściciela. Mowa tu o Yanie Couto, Yangelu Herrerze oraz Valentinie Castellanosie.

Król strzelców amerykańskiej MLS wydaje się być ogromnym wzmocnieniem dla Girony.

Yan Couto to 20-letni Brazylijczyk, grający na pozycji prawego obrońcy, a także członek drużyny Man City U-23. Zeszły sezon spędził na wypożyczeniu w portugalskiej Bradze, gdzie w 28 występach zaliczył 1 gola i 3 asysty.

Yangel Herrera to 24-letni Wenezuelczyk z naprawdę bogatym doświadczeniem jak na swój wiek. W seniorskiej karierze zdążył już rozegrać 188 spotkań, w tym 100 na poziomie La Ligi. Yangel najlepiej czuje się jako defensywny bądź środkowy pomocnik.

Valentin “Taty” Castellanos – 23-letni Argentyńczyk przychodzi do Hiszpanii jako gwiazda MLS. W barwach New York City FC, tylko od początku 2021 roku zanotował 35 trafień i 10 asyst. Mimo zdecydowanej różnicy poziomów między Major League Soccer a La Ligą, Castellanos ma papiery aby stać się gwiazdą również w Hiszpanii.

Podsumowując, Girona FC to klub ze stosunkowo młodą historią w La Liga (debiut w sezonie 17/18) oraz bardzo młodym składem pełnym ciekawych graczy. Jeśli ta paczka będzie prezentować na boisku futbol na miarę swojego potencjału, to bez większych problemów powinni utrzymać się w La Liga. A oglądanie ich meczów może okazać się równie atrakcyjne co wypoczynek w urokliwej Gironie.

Real Valladolid

Real Valladolid wraca do LaLiga po zaledwie rocznym rozbracie. Awans wywalczyli z trenerem, który niegdyś trenował… Koronę Kielce. Pacheta do tej pory tylko jeden sezon rywalizował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii. Przed objęciem Blanquivioletas prowadził on Huescę, z której jednak został zwolniony po 20 spotkaniach. W nadchodzącym sezonie cel będzie oczywiście jeden – utrzymanie w LaLiga. Dla trenera z małym doświadczeniem na tym poziomie wydaje się to być nie lada wyzwanie.

O Realu Valladolid jest głośno z racji, że ich właścicielem jest sam Ronaldo Nazario. W czerwcu zdecydowano się na pójście śladami większych europejskich marek i unowocześnienie herbu. Nowy nie przypadł do gustu kibicom z Hiszpanii, chociaż tak naprawdę jest bardzo podobny do tych, które były używane od początku powstania klubu. Klub chce tworzyć nową markę, do czego jednak potrzebuje stabilizacji na poziomie LaLiga. Brazylijczyk co prawda sam generuje bardzo duże zainteresowanie, więc o kwestie marketingowe mogą być w Valladolid spokojni. Jeżeli jednak chodzi o kwestie czysto sportowe, to tutaj potrzeba już czegoś całkowicie innego. Obecnie najważniejsze wydaje się być jedno – uniknąć losu klubu jojo, który byłby za słaby na LaLigę, a za mocny na jej zaplecze.

Dobrze znane twarze w nowym otoczeniu

Real Valladolid ma jednak grupę solidnych piłkarzy, do których cały czas dodawani są kolejni. Do zespołu dołączył min. Sergio Escudero z Granady czy Sergio Asenjo z Villarrealu. Były golkiper Żółtej Łodzi Podwodnej to wychowanek ekipy Pucela. Do drużyny doda on przede wszystkim swoje doświadczenie, co ma pozytywnie wpłynąć na młodszych graczy. Do tego do zespołu na stałe dołączył Monchu. Hiszpan z bardzo dobrej strony pokazał się podczas półrocznego wypożyczenia, czym zapracował sobie na transfer definitywny. Środkowy pomocnik to wychowanek Barcelony, z którym wiązane są w Valladolid duże nadzieje. Do tej wyliczanki można też dodać znanego z Sevilli Roque Mese, wykupionego z portugalskiego Sportingu Gonzalo Platę, czy najlepszego strzelca zespołu Shona Weissmana. Izraelczyk co prawda opuści inaugurację sezonu, ale na przestrzeni całej kampanii powinien być kluczowym zawodnikiem Blanquivioletas.

Podsumowując – Real Valladolid to klub z ambicjami, ciekawym projektem sportowym oraz marketingowym. Sam Pacheta na jednej z konferencji mówił, że w LaLiga chcą grać odważnie, ale nie chcą być, jak to określił – „kamikadze”. Jest to dobry sygnał dla kibiców, bo nie powinniśmy oglądać kolejnej ultra defensywnej ekipy na wzór Cadiz z początku ich obecnej przygody w pierwszej lidze. Może nie będzie to tak zaskakujący początek jak w przypadku Rayo Vallecano z poprzedniego sezonu, ale w mojej opinii, powinni dać radę wywalczyć w miarę spokojne utrzymanie w LaLiga.

UD Almeria

Almeria awansowała do rozgrywek La Liga bezpośrednio z pierwszego miejsca w tabeli Segunda Division. Mimo, że 81 pkt to wynik który osiągnął również Real Valladolid, to Indálicos mieli lepszy bilans bramkowy oraz bilans w starciach bezpośrednich z Realem. Almerię można określić jako projekt, który w ostatnim czasie zwyczajnie ekscytuje. Sezony 19/20 i 20/21 kończyli na 4. pozycji w tabeli na drugim poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii. To miała być zapowiedź powrotu do elity, który Almeria wywalczyła w spektakularnym stylu podczas ostatniej kampanii. 24 zwycięstwa, 9 remisów, 9 porażek, 68 zdobytych goli i tylko 35 straconych (najmniej w całej lidze). Ekipa z południa Półwyspu Iberyjskiego dała sygnał – wracamy na szczyt i zamierzamy zostać tam na dłużej.

Najmłodsza kadra w La Lidze

UD Almeria posiada najmłodszą kadrę nie tylko spośród tegorocznych beniaminków. Średnia wieku aż 31-osobowego składu wynosi u nich zaledwie 24,3 lat. Druga w tym zestawieniu jest Valencia, której 25-osobowy zespół posiada średnią wieku o 0,1 wyższą. W obliczu tej zaskakującej statystyki, rodzi się zatem pytanie. Czy Almeria ma wystarczająco dojrzałą kadrę, aby rywalizować na poziomie La Ligi? Doskonale wiemy bowiem, jak wyglądał los wielu młodych i entuzjastycznych drużyn, które po wejściu do La Ligi traciły swój impet. To zespoły pokroju Getafe, Cadiz czy Osasuny, które przykładały ogromną wagę do defensywy, utrzymywały się w Primera. Większość ekip podobnych do Almerii przechodziła bolesną weryfikację. Dobre chęci to za mało, tu potrzeba jeszcze jakości i planu.

Niezwykle ciekawe transfery

A skoro mowa o jakości, to akurat tej nie brakuje w zespole z południa Hiszpanii. Almeria dokonała kilku naprawdę dobrze zapowiadających się transferów. Spójrzcie sami:

Kaiky – 18-letni prospekt z brazylijskiego Santosu. Mimo, że ten młody chłopak nie zagrał jeszcze zbyt wielu spotkań na poziomie seniorskiej piłki, to wielu widzi w nim ogromny potencjał. Almeria zapłaciła za tego obrońcę 7 mln euro, a więc można oczekiwać że stanie się graczem podstawowego składu.

Marko Milovanović – czyżby kolejny “Dusan Vlahović”? 19-letni serbski napastnik przeniósł się do Hiszpanii z Partizana Belgrad za 3,5 mln euro. Podczas zeszłego sezonu zaliczył 12 goli i 4 asysty, z czego większość na poziomie serbskiej ligi młodzieżowców.

Alejandro Pozo – Młody Hiszpan jest już doskonale obeznany z grą w Almerii. Podczas wypożyczenia z Sevilli, rozegrał dla Indálicos 40 spotkań, w których zanotował 3 gole i 4 asysty. Almeria chętnie skorzystała zatem z okazji i wykupiła 23-letniego prawego obrońcę za kwotę 3 mln euro.

Gui Guedes – były młodzieżowiec Vitorii Guimaraes SC. 20-latek grał w portugalskiej lidze młodzieżowej na pozycji środkowego pomocnika. To kolejny młody talent z potencjałem na liście graczy Almerii. Klub z Andaluzji zapłacił za Portugalczyka 3 mln euro.

Jakość? Jest. Styl? Jest. Wola pozostania w La Lidze na dłużej, po powrocie od czasu kampanii 14/15? Wygląda na to, że również jej nie brakuje. Pozostaje zatem liczyć, że trener Rubi poukłada ten młody zespół pełen ekscytujących graczy. Widowiskowych drużyn, grających ładny dla oka futbol nigdy w Hiszpanii za wiele.

REKLAMA
REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

90,218FaniLubię
10,710ObserwującyObserwuj
530ObserwującyObserwuj