Legia Warszawa wyruszyła do Krakowa z jasnym celem: wywieźć stamtąd 3 punkty. A stołecznej ekipie wiele by dały. Dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu zostaliby nowym liderem PKO BP Ekstraklasy, tuż przed Górnikiem Zabrze. To póki co jedyny niepokonany zespół w naszej lidze. Zdarzały się potknięcia, ale na szczęście dla Warszawian tylko w formie remisu. Jednakże w ostatnich latach Cracovia to prawdziwa zmora Wojskowych. 5 ostatnich spotkań na swoim stadionie padło łupem Pasów. Ostatnio Krakowianom także udało się przełamać serię 4 przegranych spotkań. Nie można było zatem skazać Cracovii na pożarcie, mimo formy przyjezdnych.
Legia łatwo nie miała
I trzeba przyznać, że Cracovia wyszła na to spotkanie bez przesadnego respektu. Podopieczni Bartosza Grzelaka ruszyli bardzo odważnie i już w 3. minucie stanęli przed doskonałą szansą. Obronę Legii sforsował indywidualnie Lasse Nordås. Norweg ładnie doszedł do tej sytuacji, ale zabrakło mu jedynie wykończenia. Po tej akcji przyjezdni z Mazowsza się trochę rozbudzili. Początek tego meczu należał do naprawdę wyrównanych, obie ekipy szły cios za cios. Bardzo intensywny fragment spotkania, widać że obie ekipy wyszły na siebie naładowane. Cracovia z intensywnych rajdów przerzuciła się na atak pozycyjny, a Legia stawiała na większy dynamizm.
Z czasem niewiele się zmieniało, jeśli chodzi o sam obraz gry. Lepszy moment miała Cracovia, a po 3 minutach to było już nieaktualne. Sytuacja zmieniała się niezwykle szybko i przewidzenie, kto pierwszy trafi, nie należało do najłatwiejszych. Padło ostatecznie na Legię, która przetrwała chwile, kiedy warunki gry dyktowali gospodarze. W 26. minucie Paweł Wszołek odnalazł podaniem Michala Ševčíka. Czech urwał się spod opieki i oddał strzał zza pola karnego. Sebastian Madejski miał piłkę na rękawicach, ale ostatecznie zatrzepotała w siatce.
Po stracie bramki Cracovia się nie załamała. Rzuciła się od razu do odrabiania strat i konsekwentnie szukała swojej szansy. Nudny ten mecz z pewnością nie był. Niby tylko jedna bramka w pół godziny, ale działo się naprawdę dużo. Wzajemnie szachowanie się poszło w odstawkę, obydwie ekipy wyszły na siebie z otwartymi przyłbicami. Czy w przypadku Cracovii to wystarczało na zmniejszenie straty? Niezbyt. Podopieczni Marka Papszuna za dobrze się bronili i zbyt szczelnie zwarli szyki. Aż do 44. minuty, kiedy one pękły. Nordås pięknie wymanewrował Rafała Augustyniaka i uderzył zza pola karnego. Norweg się nie pomylił i mecz nabrał rumieńców!
Na początku drugiej połowy bardziej nabuzowane wyszły Pasy. Tuż po gwizdku mieli bardzo dobry moment i przyparli przyjezdnych z Mazowsza do ściany. Musieli się cofnąć. Gra podopiecznych Bartosza Grzelaka wyglądała nieźle i ich kibice mieli sporo powodów do zadowolenia. Urwanie punktu drużynie, która jeszcze z nikim nie przegrała niewątpliwie coś znaczy. Wojskowi próbowali się wprawdzie odgryzać, lecz niezbyt skutecznie. Dalej byli stłamszeni przez gospodarzy. Aż się prosiło o bramkę dla Pasów. Tylko ta, jak na złość, przyjść nie chciała. Przez pierwsze 20 minut tej części spotkania nie padł ani jeden celny strzał. Szkoda, bo oczekiwania względem tego meczu były po pierwszej połowie wysokie.
Remis z Legią byłby dla Cracovii niezłym wynikiem. On ich jednak i tak nie zadowalał. Ekipę z Małopolski interesowała tylko pełna pula i dokonywał odważnych zmian. Podobnie Legia, dla której strata punktów w takim meczu jest dużo bardziej kosztowna. Nikt tu nie odpuszczał, ale bliżej zwycięskiej bramki byli raczej gospodarze. Byli zdeterminowani, nie zrażali się i spędzali dużo czasu na połowie przeciwnika. Momentami aż trudno było pojąć, że to ta sama Legia, która w tym sezonie jeszcze nie uległa ani razu. Chociaż uruchomiła się w 81. minucie. Bardzo trudna sytuacja dla Madejskiego po strzale Bohdana Wjunnyka, ale stanął na wysokości zadania.
Ale to Cracovia była bardziej naładowana. W 83. minucie Ajdin Hasić uderzył, lecz obok bramki. 2 minuty później jeszcze lepsza akcja Pasów, lecz Legię w grze utrzymał Otto Hindrich. Te ostatnie chwile były pełne napięcia, wynik pozostawał otwarty. Skończyło się jednak na podziale punktów. Rezultacie, który nie zadowala raczej nikogo. Nie po to Legia przyjechała do Krakowa. Nie na to liczyła Cracovia, rozochocona dobrą grą. Trzeba uczciwie oddać podopiecznym Bartosza Grzelaka, że wysoko zawiesili poprzeczkę. Porażka byłaby dla nich po prostu krzywdząca. Cracovia dzięki temu remisowi przeskoczyła Motor Lublin i jest na 11. miejscu. Legia zaś wyprzedziła Lecha Poznań, ale do Górnika ma 2 oczka straty.


