Wisła Kraków czuje się skrzywdzona. Gdzie był VAR?

Legia Warszawa pokonała Wisłę Kraków 2:0, jednak po niedzielnym klasyku emocje nie skończyły się po gwizdku kończącym mecz. W pierwszej połowie doszło do dwóch sytuacji, które wywołały spore kontrowersje. Najpierw gospodarze zdobyli bramkę po rzucie z autu, który powinien zostać przyznany Wiśle, a kilka minut później Damian Sylwestrzak nie podyktował rzutu karnego po wejściu Bartosza Kapustki w Juliusa Ertlthalera. Krakowianie mają powody do pretensji w obu przypadkach, choć możliwości interwencji VAR były zupełnie inne.

Gol Legii po aucie, którego nie powinno być

W 18. minucie Legia objęła prowadzenie po akcji rozpoczętej dalekim wrzutem z autu Rafała Augustyniaka. Piłka trafiła w pole karne, gdzie nie najlepiej interweniowali obrońcy Wisły, a zamieszanie wykorzystał Łukasz Zjawiński. Napastnik gospodarzy popisał się mocnym uderzeniem z woleja i pokonał Marcela Łubika. Sama bramka była efektowna, ale problem pojawił się jeszcze przed wykonaniem rzutu z autu.

Powtórki wskazują, że jako ostatni piłkę dotknął Mateusz Szczepaniak, a nie próbujący z nim walczyć Kacper Duda. Sędziowie wskazali jednak na korzyść Legii, pozwalając gospodarzom wznowić grę. Augustyniak posłał piłkę w szesnastkę i chwilę później było już 1:0. Dalekie wrzuty z autu są jedną z broni Warszawian, ale w tej sytuacji w ogóle nie powinno dojść do wznowienia gry przez zawodnika Legii. Na błąd sędziów zwrócił uwagę między innymi Tomasz Kawa, który opublikował na X materiał pokazujący sporne zdarzenie.

Pojawiły się również zastrzeżenia dotyczące samego wykonania autu przez Augustyniaka. Na powtórkach można było dostrzec, że zawodnik Legii mógł oderwać stopę od murawy w momencie wyrzutu. Przepisy wymagają, aby w chwili wypuszczenia piłki zawodnik miał część obu stóp na linii bocznej lub na podłożu poza nią. Jeżeli nie spełnia tego warunku, aut powinien zostać przyznany przeciwnikom. W tej sytuacji mamy więc dwa osobne powody do dyskusji: błędne wskazanie drużyny wznawiającej grę oraz sposób wykonania rzutu z autu. Czy VAR mógł uratować Wisłę przed utratą gola? Akurat w tej sytuacji nie. Protokół IFAB nie pozwala na zmianę decyzji o przyznaniu rzutu z autu, kiedy gra została już wznowiona. Nawet jeśli po takim wznowieniu pada bramka, sędziowie wideo nie mogą cofnąć akcji wyłącznie dlatego, że aut przyznano niewłaściwej drużynie albo został nieprawidłowo wykonany. Odpowiedzialność za prawidłową ocenę obu zdarzeń spoczywała więc na sędziach prowadzących spotkanie na boisku.

Kapustka kopnął Ertlthalera. Dlaczego nie było karnego?

Jeszcze większe zastrzeżenia budzi sytuacja z 24. minuty. Julius Ertlthaler próbował przedostać się na dogodną pozycję w polu karnym Legii, gdy interweniował Bartosz Kapustka. Kapitan gospodarzy spóźnił się z reakcją i zahaczył austriackiego pomocnika o nogę, powodując jego upadek. Damian Sylwestrzak pozwolił jednak kontynuować grę, a Wisła nie otrzymała rzutu karnego. Nagranie ze spornego zdarzenia udostępnił na X Arkadiusz Kamil Wójcik.

Trudno znaleźć przekonujące uzasadnienie takiej decyzji. Ertlthaler próbował minąć rywala, a kontakt ze strony Kapustki przeszkodził mu w dalszym prowadzeniu akcji. Nie wyglądało to na sytuację, w której piłkarz Wisły szukał kontaktu z przeciwnikiem. Zawodnik Legii po prostu nie zdążył z interwencją. Argumentów przemawiających za podyktowaniem jedenastki było znacznie więcej niż za puszczeniem gry. Podobnego zdania był Marcin Borzęcki, który zwrócił uwagę na kolejną już w tej kolejce Ekstraklasy kontrowersyjną decyzję arbitrów. Dziennikarz przypomniał również sporne sytuacje z innych spotkań, między innymi Jagiellonii z Górnikiem oraz Cracovii z Zagłębiem.

Tutaj sytuacja z VAR-em wyglądała inaczej niż przy pierwszej bramce. Potencjalny rzut karny należy do zdarzeń, które sędziowie wideo mogą weryfikować. Za obsługę systemu odpowiadali Bartosz Frankowski i Marcin Szczerbowicz. Sylwestrzak nie został wezwany do monitora, chociaż sam brak takiej interwencji nie oznacza, że sytuacja nie została sprawdzona przez zespół VAR. Weryfikacja może odbywać się bez przerywania spotkania, a arbiter główny nie musi za każdym razem oglądać powtórek. Pozostaje jednak pytanie, dlaczego sędziowie uznali, że pierwotna decyzja może zostać utrzymana. Przy tak wyraźnym kontakcie Kapustki z nogą Ertlthalera trudno przejść nad tą sytuacją do porządku dziennego. Tym bardziej że wszystko wydarzyło się zaledwie sześć minut po kontrowersyjnej bramce Legii.

Wisła przegrała, ale pretensje są uzasadnione

Po meczu Mariusz Jop zwracał uwagę na znaczenie obu sytuacji, przypominając, że przy wyrównanej rywalizacji podobne detale mogą decydować o wyniku. Szkoleniowiec Wisły przyznał jednocześnie, że jego zawodnicy mogli zachować się lepiej przy pierwszym straconym golu. Piłkę dało się przecież wybić, zanim Zjawiński oddał strzał. Legia podwyższyła prowadzenie w 70. minucie, gdy po przechwycie Jakuba Żewłakowa do siatki trafił Rafał Adamski. Warszawianie byli skuteczniejsi i wykorzystali swoje okazje, podczas gdy Wisła nie znalazła sposobu na pokonanie Otto Hindricha.

Trudno przewidzieć, jak potoczyłoby się spotkanie, gdyby po sześciu minutach od utraty pierwszej bramki krakowianie otrzymali szansę na wyrównanie z jedenastu metrów. Błędnie przyznany aut pozostawał poza możliwościami VAR-u. Przy potencjalnym rzucie karnym sędziowie mieli już narzędzia, żeby naprawić ewentualną pomyłkę, ale ostatecznie nie doprowadzili do zmiany decyzji Sylwestrzaka. Wisła Kraków ma więc powody, żeby czuć się pokrzywdzona, nawet jeśli przy pierwszym golu jej obrońcy mogli zachować się lepiej. Legia wygrała 2:0, ale dwie decyzje z pierwszej połowy z pewnością jeszcze długo będą komentowane.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →