Lech Poznań rozpoczyna „ścieżkę zdrowia” w fazie ligowej Ligi Europy od porażki. Crystal Palace na Selhurst Park zabawiło się z polską ekipą w najprostszy sposób – wykorzystując niewymuszone błędy. Z przeciwnikami pokroju Orłów tak się grać po prostu nie da.
Można gdybać, jak wyglądałby mecz w Londynie, gdyby Mikael Ishak wykorzystał okazję z 2. minuty. Szwed z poprzedniej kampanii LE, albo którejkolwiek w Lidze Konferencji stojąc na piątym metrze kończy z zamkniętymi oczami. Później znów po podaniu Wojciecha Mońki na wykroku przeniósł piłkę nad poprzeczką. Ale to już było przy 0:1.
Crystal Palace wykorzystało błędy
Od samego początku było widać, że Yeremy Pino będzie sprawiał problemy. Hiszpan jest ruchliwy, gra jako wolny elektron i ma niezwykle szybką nogę. Dryblingiem parę razy zamieszał przed zdobyciem gola, co nie oznaczało, że trzeba było mu go prezentować. Terry Yegbe jednak tyle myślał przy wyrzucie z autu, że wymyślił coś takiego. Straty gola po własnym wrzucie z autu to jeszcze nie widzieliśmy.
Lech Poznań jeszcze przed stratą bramki wyglądał niepewnie, lecz na pewno chciał grać w piłkę. Nie zamierzał się bronić, nie zamierzał czekać. Niels Frederiksen nastawił swoich piłkarzy na pokazanie, że w futbol potrafią. Crystal Palace się tylko uśmiechnęło. Najwięcej problemów z tempem gry na tym poziomie miał niewątpliwie Radosław Murawski, dla którego każda piłka przy nodze była gorącym kartoflem. To on nie pokrył Chrisa Richardsa przy jego golu głową po rzucie rożnym. To też on sfaulował Pino, gdy ten wbiegł w pole karne. Z jedenastu metrów bardzo dobrze uderzył Jorgen Strand Larsen i Kolejorz był bardzo daleko od czegokolwiek. Choć, mogło być przecież jeszcze gorzej. Tylko spalony uratował Yegbe przed kuriozalnym samobójem.
Wynik wyglądał słabo, nadziei na odrobienie strat praktycznie nie było, a Crystal Palace dalej dobrze bawiło się na boisku. Lech Poznań swoim rywalom zostawiał ogrom miejsca na boisku, Radosław Murawski po jakimś czasie doigrał się wreszcie żółtej kartki (obiektywnie rzecz biorąc, powinien zobaczyć ją dużo wcześniej), a Londyńczycy szukali czwartej bramki. W grze ofensywnej przodował Pino, który przyszykował na to starcie całą gamę zwodów i kiwek. Świetnymi podaniami pomagał mu również Adam Wharton, czyli reżyser gry gospodarzy. Poznaniacy mieli kilka swoich szans, lecz przy strzałach Michała Gurgula czy Luisa Palmy bez problemów interweniował Walter Benitez. Na koniec drugą żółtą kartkę złapał Murawski – co wcale obserwatorów nie dziwiło. Z ogromnej dziury w środku pola skorzystali ostatni raz piłkarze Crystal Palace. Dwight McNeil podał do Eddiego Nketiaha, ten ułożył sobie na lewej nodze i ostatni raz pokonał Mateusza Lisa.
Największy plus Kolejorza? Kibice. Słychać ich było przez cały mecz i całkowicie zagłuszyli gospodarzy. Tu jednak też warto zaznaczyć, że Crystal Palace zmaga się z protestem zorganizowanych grup kibicowskich, którym nie podoba się polityka biletowa klubu.



