Zamknięcie kolejki w Radomiu nie wyglądało ekskluzywnie na papierze. Piast Gliwice przyjechał na obiekt Radomiaka z ochotą na przedłużenie swojej dobrej passy. Daniel Myśliwiec musiał przygotować swój zespół na rywalizację z zespołem poukładanym przez Tomasza Kaczmarka, lecz przejętym niedawno przez Rafała Grzyba. Gliwiczanie mogli jednak liczyć na swoich liderów – Domena Grila, Hugo Vallejo oraz Jakuba Łabojkę.
Gospodarze w tym meczu bardzo dużo konstruowali na bokach. Nie było prób przebijania się przez zagęszczony środek – Rafał Wolski i Luquinhas zbiegali do boków i – szczególnie przy pomocy Ronaldo Lumungo atakowali pole karne Gliwiczan. Domen Gril miał bardzo dużo pracy przez spory napór rywali. Słoweński bramkarz podtrzymał jednak świetną dyspozycję, którą prezentuje nam od początku obecnego sezonu. Radomiak oddał do przerwy 7 strzałów na bramkę, wykręcił nimi 1.53 xG, a mimo to Piast nie przegrywał. Najczęściej uderzał właśnie wspomniany Lumungo, lecz w ostrzeliwanie bramki zaangażowane było o wielu więcej zawodników. Piłka jednak do bramki wpaść nie chciała, a największa w tym zasługa właśnie Grila.
Prosta zasada – najpierw wybronić, potem zaatakować
Filip Majchrowicz tak bardzo zapracowany nie był. Raz musiał poważniej się wysilić, gdy jedną ręką zatrzymywał strzał Leandro Sanki. Do szatni schodził jednak już bez czystego konta. Gliwiczanie także najwięcej kreowali sobie bokami. Nie robili tego tak agresywnie i za takim zawzięciem, lecz gdy Hugo Vallejo ograł w polu karnym jeden na jeden Kryspina Szcześniaka, to nie było wątpliwości. Futbolówka zatrzepotała w siatce.
Gol powinien dać dużo więcej animuszu ekipie Piasta, lecz po przerwie to znów raczej Radomiak miał więcej z gry. Już bez zdjętego Wolskiego, lecz z chęcią, na pokonanie niepokonanego. Gril wciąż dbał o czyste konto, Piast czekał na tę jedną okazję i zarobił rzut karny. Filip Koperski próbował w 66. minucie interweniować wślizgiem w obrębie własnej szesnastki, Jakub Łabojko został trafiony najpierw w nogę i wyłożył się na mokrej nawierzchni. Poszkodowany sam wziął na siebie ciężar wykonania jedenastki i nie zawiódł swoich kolegów.
Radomiak naprawdę mógł sobie pluć w brodę. Liczne niewykorzystane sytuacje nie mogły dać innego efektu, jak utrata punktów z Piastem. W dalszej perspektywie z pewnością obrana droga może przynieść ligowe punkty. W deszczowy poniedziałek można było jednak tylko liczyć na uśmiech z powodu braku szczęścia. Zieloni mogliby pewnie atakować jeszcze kolejne minuty, lecz gola i tak by nie zdobyli.



