Raków Częstochowa się postawił, ale Lech Poznań to zespół z innej półki

Skromne zwycięstwo pomimo masy okazji. Lech Poznań długo męczył się z Rakowem Częstochowa. Na pierwszą połowę Dawid Szulczek znalazł dobre remedium na Kolejorza. Po przerwie jednak Poznaniacy wrzucili wyższy bieg i momentami przyciskali Medaliki głęboko na ich połowie. Nienajlepsza skuteczność i świetna postawa Kacpra Trelowskiego sprawiły, że zdobyli tylko jedną, ale zwycięską bramkę.

Raków postawił się Lechowi

Rozpędzony ostatnimi zwycięstwami Lech kontra Raków w kryzysie – przed meczem z tego równania wychodziło, że Częstochowianie wejdą do groty lwa z łyżką, zamiast noża. Tymczasem ekstraklasowa praktyka pokazała coś innego. Przyjezdni generalnie grali reaktywnie i raczej byli przyczajeni, podczas gdy ich rywal próbował narzucić swoje warunki. Niewiele mu z tego wychodziło. Kombinował, ale nie miał pomysłu na uporządkowany, zorganizowany zespół Dawida Szulczka, który nie pozwalał mu rozwinąć ataków pozycyjnych.

Goście sprawiali więcej problemów przeciwnej defensywie. Nieźle w roli zawodników przetrzymujących piłkę spisywali się Patryk Makuch oraz Mahir Emreli. Swoim wzrostem nieco chaosu wprowadzał też Adam Basse, który doszedł do świetnej sytuacji. Jego strzał głową był mocny, ale niecelny. Zespół z Częstochowy z minuty na minutę się rozkręcał, a jego ataki nabierały tempa, co skutkowało zamieszaniem w defensywie Poznaniaków. Ci pozostawiali luki w formacji, stosując wysoki pressing. Dopiero w końcówce pierwszej części gry Lechici stali się konkretniejsi, ale częściej uderzali z nieprzygotowanych pozycji z dystansu. Pewnym wyzwaniem dla Kacpra Trelowskiego był jedynie strzał Allahyara Sayyadmanesha. Raków zaś kreował mniej, ale lepiej. Niezłą okazję miał Makuch, który został znaleziony niepilnowany w polu karnym. Jego główka była jednak niecelna.

Lech Poznań napierał coraz mocniej

Po przerwie obie drużyny zdecydowały się na zmiany. Niels Frederiksen zdjął Luisa Palmę oraz Mateusza Skrzypczaka, trenere Szwarga z kolei postawił na Vladislava Kochergina w miejsce Basse. Zmiany personalne oraz taktyczne sprawiły, że mecz się ożywił. Lech zaczął wgniatać Częstochowian w pole karne, ale początkowo ci też odpowiadali. Wkrótce jednak Kolejorz włączył tryb ,,europejskie puchary”.

Tylko co z tego, jak poznańska ekipa nie była skuteczna. Setkę zmarnował Yannick Agnero. Iworyjczyk pięknie poradził sobie z defensorami, wywiódł w pole nawet Trelowskiego, ale finalnie przeniósł piłkę nad bramką. Po wielokrotnych próbach wepchnięcia futbolówki między słupki, co kończyło się zazwyczaj blokami defensorów Rakowa, swojej szansy nie wykorzystał też Filip Jagiełło. Lechici dokręcali śrubę, ale w szesnastce przeciwnika było tak gęsto, że wszelkie próby paliły na panewce.

Po wielu staraniach Poznaniacy w końcu dopięli swego. Skrzętnie wykorzystali to, że w jednej z akcji Medaliki kryły pole karne, ale nie przedpole. Tam znajdował się Leo Bengtsson, do którego trafiła piłka. Skrzydłowy przymierzył i po mylącym bramkarza rykoszecie wyprowadził zespół na prowadzenie.

Od tego momentu już uwidaczniała się różnica klas. Gospodarze intensywnością przytłaczali rywala, nie dając mu dojść do głosu. Doskonale na skrzydle radził sobie Walemark. Szweda nikt nie potrafił zatrzymać, a ten wchodził w kolejne dryblingi. Powinni prowadzić wyżej, ale zapobiegł temu Trelowski, jakimś cudem wyciągając z powodzeniem rękę do strzału Ishaka, uderzającego z bliskiej odległości. Uderzenie Pablo Rodrigueza natomiast zatrzymał ofiarnie jeden z defensorów. Na koniec raz jeszcze przypomniał o sobie Trelowski, uniemożliwiając zdobycie gola Walemarkowi. Pomimo zrywu piłkarzy Szulczka w ostatnich minutach, podopieczni Nielsa Frederiksena utrzymali korzystny rezultat, odprawiając z kwitkiem kolejnego rywala.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img