W sobotnie popołudnie rozegrany został ostatni, decydujący pojedynek tegorocznej imprezy WTA 125 w Warszawie. Zwyciężczynią całego turnieju została ostatecznie pogromczyni Weroniki Falkowskiej – Carol Youngsuh Lee. Amerykanka w dzisiejszym finale pokonała reprezentantkę Czech, Gabrielę Knutson, pieczętując tym samym znakomity tydzień na polskich kortach.
Od pierwszej piłki widać było, że będzie to mecz niezwykle intensywny. Zarówno Amerykanka, jak i Czeszka od samego początku narzucały sobie nawzajem bardzo agresywny i bezkompromisowy styl gry. Na korcie jednak to reprezentantka Stanów Zjednoczonych znacznie lepiej odnalazła się w tej tenisowej walce.
Kluczem do końcowego triumfu okazała się konsekwencja powtarzalność. Lee była po prostu znacznie solidniejsza i po prostu realizowała swój taktyczny plan na to spotkanie. Z kolei Knutson, zmuszana do ciągłej defensywy lub podejmowania nadmiernego ryzyka, popełniała zdecydowanie więcej niewymuszonych błędów. Z każdym kolejnym zepsutym zagraniem Czeszka nie potrafiła ukryć rosnącej, potężnej irytacji, co tylko nakręcało świetnie dysponowaną rywalkę.
Momentem zwrotnym i jednocześnie największą niewykorzystaną szansą dla reprezentantki Czech była druga partia. Knutson świetnie weszła w tego seta, przełamując Amerykankę i obejmując bardzo komfortowe prowadzenie 2:0. Nie potrafiła jednak utrzymać tej przewagi i pójść za ciosem. Chłodna głowa i wspomniana wcześniej solidność Carol Youngsuh Lee pozwoliły jej błyskawicznie zniwelować straty, a następnie całkowicie przejąć inicjatywę na korcie i pewnie zapisać na swoje konto finałowe zwycięstwo. Po godzinie i trzydziestu ośmiu minutach poznaliśmy więc nową mistrzynię.
Mimo porażki w decydującym starciu, dla obu zawodniczek był to kapitalny tydzień w stolicy Polski. Warto zaznaczyć, że aż do sobotniego finału Knutson szła przez drabinkę jak burza, nie tracąc w całym turnieju nawet jednego seta. Z kolei nowa mistrzyni zasygnalizowała niesamowitą formę już na samym starcie imprezy, ponieważ to właśnie ona w pierwszej rundzie wyeliminowała główną faworytkę i turniejową „jedynkę” – Elsę Jacquemot. Sobotni triumf w Warszawie jest więc dla niej w pełni zasłużonym i wręcz idealnym zwieńczeniem całych zawodów.



