Przebudzenie McLarena i Astona Martina! 4 wnioski po GP Węgier

Za nami ostatni weekend w Formule 1, który poprzedza przerwę wakacyjną trwającą trzy tygodnie. Na Węgrzech na torze Hungarorin, czyli na torze kochanym przez Polaków i tym razem nie zabrakło ciekawych rozstrzygnięć. Mogliśmy powspominać czasy, gdy to 20 lat temu Robert Kubica debiutował w królowej motorsportu. Jednak to opowieść na kiedy indziej, a tym czasem czas podsumować sobie ostatni weekend na Węgrzech. Tym razem będzie więcej pochwał niż karania za błędy.

Przebudzenie mocy w McLarenie

Trzeba powiedzieć, że w McLarenie w końcu zaświeciło mocniej słońce, które przelało jakieś nadzieje na lepsze jutro do fanów tego zespołu. Za zespołem niemal idealny weekend, szkoda, że Oscarowi Piastriemu nie udało się dojechać do mety. Przeszkodziła awaria bolidu, która sprawiła, że McLaren nie zgarnął na Węgrzech dubletu. Nareszcie mistrzowie świata wyglądali jak na nich przystało. Lando Norris wygrał kwalifikacje i dokonał tego jako pierwszy z ekipy nie zwanej Mercedesem. Do tego przejechał niemal perfekcyjny weekend i zgarnął jakże potrzebne zwycięstwo. A z Hungaroringiem to chyba Brytyjczyk się lubi i to bardzo.

Teraz tylko czekać do zmagań w Holandii i zobaczyć, czy ta forma to tylko jednorazowy wystrzał, czy pokazanie siły i odrodzenia na dłuższy czas. Przecież jeszcze kilka tygodni temu zespół był co najwyżej czwartą siłą w stawce i walczył o jakiekolwiek sensowne punkty, a czasami tylko o podium. Na Węgrzech widzieliśmy namiastkę McLarena z poprzedniego sezonu, czyli takiego konkurencyjnego, a momentami nawet dominującego.

Verstappen ma bardzo ciekawego kolegę zespołowego

Issac Hadjar zbiera coraz to większe pochwały i na to jak najbardziej swoją jazdą zasługuje. Potrafi grać zespołowo i dowozić porządne wyniki. Takiego partnera zawsze Max Verstappen będzie szukał i wszystko wskazuje na to, że na ten moment w Red Bullu trafili z wyborem. Po Sergio Perezie jest to drugi dobry „pick” na drugiego kierowcę u boku holenderskiego mistrza. A sam Francuz ma jeszcze przed sobą wiele do poprawy, lecz już po połowie sezonu można śmiało powiedzieć, że dowozi to co ma dowozić i po prostu daje radę.

A obawy były niemałe, tym bardziej gdy widoczne były liczne nerwy po niepowodzeniach. Hadjar to bardzo emocjonalny kierowca, dlatego złośliwi powiedzą, że do temperamentu Verstappena jak najbardziej pasuje. Gdyby Red Bull był bardziej konkurencyjny niż jest teraz, to z pewnością Holender u boku takiego Hadjara byłby w stanie jak rok temu walczyć o mistrzostwo świata. Tylko tym razem walczyłby z Mercedesami, a nie McLarenami. W tym roku nie będzie jednak dane nam to zobaczyć. A szkoda…

W końcu coś się ruszyło w Astonie Martinie

Skala zmian wprowadzonych przez zespół Aston Martin do bolidu podczas GP Węgier jest tak duża, że można od tego momentu mówić o wersji B tej konstrukcji. Zespół zmienił praktycznie całą aerodynamikę, a także dokonał zmian mechanicznych oraz związanych ze zbiciem wagi. Aston Martin rozpoczął ten sezon od bardzo dużych problemów z bolidem oraz z silnikiem Hondy. Forma sportowa jest fatalna, podczas większości tegorocznych sesji kwalifikacyjnych Fernando Alonso i Lance Stroll zajmują ostatnie pozycje. Ich strata do rywali systematycznie rosła, bo postanowili nie wprowadzać żadnych drobnych ulepszeń przez pierwsze miesiące tego sezonu.

Jednak przywieziona na Węgry skala poprawek była tak duża, że musiało się w końcu udać i coś drgnąć w tempie. Udało się! Aston Martin stał się o wiele bardziej konkurencyjny. Przede wszystkim nie odstawał tak od innych jak w ciągu poprzednich wszystkich wyścigów. Fernando Alonso w sobotnie kwalifikacje po raz pierwszy w tym sezonie awansował do Q2. Z kolei w wyścigu kierowcy tego zespołu nie tracili za dużo i dojechali na solidnych miejscach. Złośliwi powiedzą, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, lecz należy docenić, że w końcu coś drgnęło. Pozostaje mieć nadzieje, że nie jest to jednorazowy wyskok, a początek lepszych czasów w tym zespole. Niech hiszpański weteran chociaż przez chwilę jeszcze się nacieszy jazdą w bolidzie Formuły 1.

Nico Hulkenberg w końcu się doczekał

Doświadczony niemiecki kierowca niemal co weekend był przeze mnie ganiony za to, że pozwala sobie na to by Gabriel Bortoleto przejmował systematycznie z weekendu na weekend liderowanie w zespole Audi. Młody Brazylijczyk dowoził cenne punkciki, przy jednoczesnym braku jakiegokolwiek punktowania przez Niemca. To zaczynało być już powoli upokarzające. Nie można wszystkiego tłumaczyć awariami czy brakiem tempa na poszczególnym torze. Aż w końcu udało się na Węgrzech dowieźć dwa cenne i przełamujące punkty. Audi swoją drogą prezentowało w weekend bardzo ciekawe tempo, które po raz kolejny pokazuje, że w tym zespole drzemie niemały potencjał. Kto wie, w jakim miejscu znajdą się oni po przerwie wakacyjnej, już nie mówiąc o przyszłym sezonie.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img