Rozczarowywujący finał sagi transferowej Trincao

Obierany dziś przez piłkarzy kierunek arabski oferuje znacznie więcej niż kiedyś. Do wielkich pieniędzy dochodzi możliwość zmierzenia się z ciekawymi nazwiskami, które zaznaczyły się na kontynencie europejskim. A jednak, gdy do Saudi Pro League odchodzą zdolni i stosunkowo młodzi zawodnicy, nie trudno oprzeć się wrażeniu, że wybierają oni łatwą ścieżkę. Takie odczucia mogą towarzyszyć transferowi Francisco Trincao do Al-Ahli.

No bo, po pierwsze, Portugalczyk niby trafił do potentata, gdzie dołączy do grona takich piłkarzy, jak Edouard Mendy, Ivan Toney, czy Galeno. Po drugie, w teorii gra na Półwyspie Arabskim nie definiuje cię już jako piłkarza, który tylko odcina kupony od nazwiska, co udowodnił Julian Quinones swoim olśniewającym występem na mundialu. Po trzecie, 26-latek ma zastąpić w gruncie rzeczy wielką postać światowego futbolu, czyli Riyada Mahreza – wiąże się z tym spory honor. A jednak nietrudno pomyśleć o odejściu Trincao do Arabii jako o straconej szansie.

REKLAMA

Trincao miał trudne początki

Swego czasu ofensywny pomocnik uchodził za wielki talent. Wraz z Jotą wyróżnił się podczas Mistrzostw Europy U-19 w 2018 roku, dzieląc z nim koronę króla strzelców. W całym turnieju strzelili po 5 bramek i doprowadzili młodzieżową kadrę Portugalii do tytułu mistrzowskiego. Przez kolejne dwa lata budował swoje nazwisko w SC Bradze, by w końcu w 2020 roku przejść do FC Barcelony.

W stolicy Katalonii zdecydowanie mu nie wyszło. Logicznym było, że nie stanie się od razu pierwszoplanową postacią, ale skoro już po roku postanowiono go wypożyczyć do Wolverhampton, coś musiało być nie tak. Trzeba natomiast przyznać, że sam Ronald Koeman, mimo że bronił młodego piłkarza, nie dał mu wielkiego pola do popisu. Co prawda portugalski skrzydłowy (jeszcze wtedy taka była jego pozycja na boisku) zagrał w 42 meczach, ale łączny czas gry wynosił zaledwie 1311 minut. Tylko 10 razy zaczął spotkania w pierwszym składzie.

W Anglii Trincao również się nie odnalazł. Zarówno w Blaugranie, jak i w Wolves miał przebłyski, lecz to było za mało. W 2022 roku zdecydował się więc na powrót do rodzimego kraju. Sprowadził go Sporting CP – najpierw w ramach wypożyczenia. Ruch okazał się strzałem w dziesiątkę. Po sezonie Portugalczycy wykupili go, dzięki czemu Barcelona odzyskała część pieniędzy. Zespół z Lizbony zyskał zaś piłkarza robiącego swoimi umiejętnościami wielką różnicę.

Było stać go na więcej

W ciągu czterech ostatnich lat 26-letni zawodnik zagrał w 208 meczach, w których zdobył 47 bramek oraz 51 asyst. On sam dojrzał, a jego styl ewoluował. Rozwinął się pod kątem repertuaru, stając się zawodnikiem operującym na każdej pozycji w ofensywie. Zaczął lepiej wykorzystywać zmysł do gry na małej przestrzeni, wysoki potencjał techniczny oraz wyjątkową lekkość w poruszaniu się z piłką przy nodze.

W związku z jego fantastyczną postawą w portugalskiej ekstraklasie, a także występami w minionej edycji Ligi Mistrzów, potencjalni nowi pracodawcy ustawili się sznurem. W ostatnich tygodniach pojawiały się pogłoski o zainteresowaniu Manchesteru City, Liverpoolu, Chelsea, Tottenhamu, AC Milanu oraz Borussii Dortmund. Powrót do Premier League i zawojowanie jej? Działało na wyobraźnię. Gra w przyjaznej dla ofensywnych graczy Bundeslidze? Brzmiało nieźle. Również transfer do Rossonerich nie brzmiał najgorzej.

Tymczasem wygranym w pościgu o podpis Trincao okazało się majętne Al-Ahli. I to jest w porządku. Przenosiny do Arabii nie powinny zamknąć 26-latkowi drzwi do reprezentacji, w której nie jest jednak najważniejszym ogniwem, bo na tegorocznych mistrzostwach świata grał zaledwie przez 26 minut rywalizacji z Uzbekistanem. Pozwolą mu finansowo ustawić się na długie lata. Znajdzie dla siebie przestrzeń, gdzie będzie mógł błyszczeć. Tylko że taka decyzja sprawia, że mimowolnie myśli się o Portugalczyku jako o piłkarzu mało ambitnym. Szkoda, bo stracił on szansę na utarcie nosa FC Barcelonie. A Europa straciła z radaru kolejnego zachwycającego swoją grą magika.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ