Reprezentacje Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych już po dwóch kolejkach fazy grupowej zapewniły sobie awans do fazy pucharowej, wygrywając oba mecze. Na potwierdzenie awansu musi poczekać jeszcze Kanada, która na swoim koncie ma remis i zwycięstwo, natomiast przy nowym formacie Mistrzostw Świata, w którym można wyjść z trzeciego miejsca, 4 punkty dają niemal gwarancję awansu do fazy pucharowej. Gospodarze dobrze przygotowali się na mundial.
Cel minimum na mundial – faza pucharowa
Ani Meksyk, ani Kanada, ani Stany Zjednoczone nie są piłkarską potegą, natomiast wyjście z grupy na współorganizowanym mundialu musi być dla każdej z tych reprezentacji celem minimum. Po pierwsze – Mistrzostwa Świata zostały rozszerzone do 48 zespołów, a aż 32 wchodzi do fazy pucharowej (czyli tyle samo ile we wcześniejszych turniejach kwalifikowało się na mundial). Po drugie, jako współgospodarze byli losowani z pierwszego koszyka, a więc w losowaniu uniknęli potęg. Patrząc na grupę Meksyku, Kanady oraz USA widać, że na papierze są one najsłabsze oraz najbardziej wyrównane. Brak wyjścia z grupy byłby więc dla każdej z tych reprezentacji ogromnym rozczarowaniem. Niemniej jednak, nie sam awans do fazy pucharowej, a sposób w jaki to zrobili może imponować.
Meksyk nie porywa, ale gra bardzo solidnie
Pierwszym zespołem, który zagwarantował sobie awans do fazy pucharowej na Mistrzostwach Świata 2026 został Meksyk. Podopieczni Javira Aguirre w meczu otwarcia pokonali bardzo słabo dysponowaną Republikę Południowej Afryki (2:0), a w starciu 2. kolejki ograli Koreę Południową (1:0). Sposób gry Meksyku jest daleki od widowiskowego, ale jest skuteczny – nie tylko jeśli popatrzymy na wyniki, ale także na liczbę tworzonych szans przez przeciwników. Meksykanie zachowali dwa czyste konta i dopuścili rywali do bardzo niewielu sytuacji. RPA oddało zaledwie 3 strzały i dwa razy dotknęło piłkę w polu karnym przeciwnika. Korea natomiast próbowała 9-krotnie i zanotowała 11 dotknięć w szesnastce Meksyku. Javier Aguirre wprowadził reprezentację do fazy pucharowej dobrą organizacją w grze bez piłki i neutralizowaniem atutów rywali.
Zarówno Republika Południowej Afryki, jak i Korea Południowa na tle Meksyku wyglądały bardzo słabo i można byłoby postawić tezę, że El Tri nie mieli jeszcze poważnego sprawdzianu. Niemniej jednak, Korea po pierwszym meczu z Czechami zbierała sporo pochwał za wysoką kulturę gry, a mierząc się z Meksykiem wyglądali na zupełnie inny, dużo gorszy, zespół. RPA również w starciu z Czechami zaprezentowała się o wiele lepiej i była w stanie kreować sytuacje. Sprawienie, że na twoim tle przeciwnik wygląda o wiele gorzej niż w innych rywalizacjach to też umiejętność, a Meksyk Javiera Aguirre potrafi to robić.
Kanadę bardzo dobrze się ogląda
Kanada matematycznie nie jest jeszcze w fazie pucharowej, ale musiałby zdarzyć się cud, aby ich tam zabrakło. W meczu ze Szwajcarią musieliby przegrać, a Bośnia musiałaby pokonać Katar i odrobić różnicę bramek, w której Kanada ma obecnie 9 goli przewagi po wysokim zwycięstwie z Katarem (+6 do -3), aby The Canucks wypadli spoza pierwszej dwójki.
Kanada pod wodzą Jessego Marscha gra futbol, który warto oglądać. Stawiają na intensywność, nie boją się zakładać wysokiego pressingu, grają proaktywnie, przenoszą grę na połowę przeciwnika, a w atakowaniu stawiają na dynamikę, grę kombinacyjną i wertykalność. Z Bośnią dość pechowo stracili punkty, ponieważ rywale potrafili wykorzystać przewagę wzrostu i strzelić bramkę po stałym fragmencie gry oraz bronić się w niskim bloku. Z Katarem zanotowali natomiast jeden z najbardziej dominujących występów w historii Mistrzostw Świata. Zwycięstwo 6:0, 79% posiadania piłki, 32 strzały, 97 (!) kontaktów z piłką w polu karnym (statystyki z Fotmob). Oczywiście, mieli o tyle ułatwione zadanie, że rywale od 33. minuty grali w dziesiątkę, a od 51. minuty – w dziewiątkę. Niemniej jednak, taki wynik i takie statystyki były możliwe, ponieważ podopieczni Jessego Marscha ani na moment nie zdjęli nogi z gazu. Nawet przy sześciobramkowym prowadzeniu spieszyli się tak, jakby potrzebowali gola na wagę wyrównania lub prowadzenia.
USA, czyli najbardziej pozytywne zaskoczenie mundialu
Reprezentacja Stanów Zjednoczonych to dotychczas chyba największe pozytywne zaskoczenie trwającego mundialu. Zespół Mauricio Pochettino wygląda jak drużyna klubowa. W pierwszym meczu z Paragwajem zagrali imponująco. Począwszy od rozegrania, przez progresję piłki, rotacje pomiędzy zawodnikami, tempo rozgrywania akcji aż po fazę finalizacji ataku. W drugim meczu potwierdzili, że świetny występ na inaugurację turnieju nie był przypadkiem. Stany Zjednoczone pokonały Australię, która w pierwszym meczu z Turcją pokazała, że potrafi zaparkować przed własnym polem karnym autobus, który jest bardzo trudny do przełamania, rozstrzygając mecz już w pierwszej połowie.
USA w tych dwóch pierwszych meczach zagrało w sposób, jaki mogliśmy oczekiwać od czołowych reprezentacji na świecie. Nie tylko same wyniki, ale także sposób gry, płynność ataków oraz skala dominacji czy kontroli w trakcie obu tych spotkań była na topowym poziomie. Gdyby w ten sposób dwa pierwsze spotkania – wprawdzie z przeciętnymi rywalami, ale mimo wszystko – zagrały Brazylia, Argentyna, Hiszpania, Francja, Anglia czy Portugalia to moglibyśmy powiedzieć, że przyjechali na turniej w optymalnej dyspozycji. Nie moglibyśmy być rozczarowani ich postawą.
Każdy z gospodarzy trafił z właściwą formą na mundial, który w kraju będą pamiętane przez długi czas.
Kanada już osiągnęła historyczny wynik, zdobywając jakikolwiek punkt oraz wychodząc z grupy (przyjmijmy, że jest to już pewne). USA po dwóch pierwszych meczach w grupie można postrzegać jako mocnego kandydata do czarnego konia turnieju. Meksyk natomiast może mieć trudno osiągnąć pierwszy ćwierćfinał od 1986 roku, gdy również byli gospodarzem MŚ, ale nie można ich skreślać.

