Arka Gdynia wracała do PKO BP Ekstraklasy jako mistrz Betclic 1. Ligi. Warto jednak przypomnieć, że zimą sezonu 2024/25 w klubie podjęto kontrowersyjną decyzję o zastąpieniu Tomasza Grzegorczyka Dawidem Szwargą. Ten drugi kontynuował marsz ku Ekstraklasie, a po awansie miał osiągnąć coś więcej niż samo utrzymanie. Tego celu nie udało się zrealizować. Do bezpiecznego miejsca zabrakło dwóch punktów, a beniaminek po roku wraca na zaplecze.
Największy kontrast dotyczył gry u siebie i na wyjazdach. W Gdyni drużyna potrafiła punktować — wygrała z Pogonią Szczecin, Wisłą Płock, Cracovią, Piastem Gliwice czy Motorem Lublin. Przy Olimpijskiej dało się zobaczyć zespół, który potrafi przepchnąć mecz, korzystać z energii stadionu i nie wyglądać jak kandydat do spadku. Problem zaczynał się po wyjeździe z domu. Porażki 1:4 z GKS-em Katowice, 0:1 z Lechią, 0:2 z Widzewem, 0:4 z Zagłębiem, 0:4 z Jagiellonią czy 1:5 z Górnikiem pokazywały, że poza Gdynią Arka była dużo łatwiejsza do złamania. 6 punktów w 17 wyjazdowych spotkaniach to najlepsze podsumowanie problemu.
Najbardziej bolesnym momentem sezonu był jednak mecz z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. Arka grała u siebie z drużyną, która była już pogodzona ze spadkiem, a mimo to przegrała 2:3. Osobiście jeszcze przed startem sezonu typowałem Gdynian do degradacji, ale kilka razy potrafili mnie zaskoczyć. Przy odrobinie większej cierpliwości i lepszym punktowaniu w kluczowych meczach utrzymanie było do zrobienia.
Ocena transferów
Klub próbował uzupełnić kadrę zawodnikami z doświadczeniem. Przyszli m.in. Dawid Abramowicz, Dominick Zator, Sebastian Kerk, Diego Percan, Luis Perea, Aurelien Nguiamba, później także Edu Espiau. Ciekawe nazwiska, ale żadne z nich nie okazało się „gamechangerem”, który utrzyma zespół w lidze. Największy problem dotyczył ataku. Arka po awansie nie miała już Karola Czubaka, czyli zawodnika, który gwarantował skuteczność i przez lata był punktem odniesienia z przodu.
W Ekstraklasie zabrakło napastnika, który regularnie daje liczby. Szymon Sobczak, Diego Percan, Edu Espiau czy Vladislavs Gutkovskis mogli dać pojedyncze momenty, ale żaden z nich nie gwarantował serii trafień. 34 gole w 34 meczach pokazują skalę problemu. Arka nie była zespołem całkowicie bezradnym w ataku, ale nie miała piłkarza, który w trudnym momencie sam pociągnie wynik. Tylko jeden zawodnik przekroczył granicę pięciu trafień. Do tematu wrócę jeszcze przy rozczarowaniach sezonu.
Nie udało się też poprawić defensywy na tyle, by unikać wyraźnych porażek. 61 straconych bramek to bardzo dużo, szczególnie że Arka nie była drużyną grającą otwartą, szaloną piłkę. Problemem nie było więc przesadne ryzyko, tylko brak odporności. Zwłaszcza na wyjazdach. Po stracie gola zespół zbyt często tracił kontrolę nad meczem.
Przed startem sezonu pisałem, że Dawid Szwarga może mieć najsłabszą kadrę spośród wszystkich trenerów w lidze, i niestety było to widać. Szkoleniowiec pod koniec 2025 roku sugerował konieczność wzmocnienia zespołu, przejawiały się nawet doniesienia, że może zrezygnować z posady. Ostatecznie do jego drużyny dołączyli Vladislavs Gutkovskis czy Serafin Szota. Nie udało się jednak wyszarpać Ariela Mosóra z Rakowa Częstochowa, który miał odegrać kluczową rolę w poprawie gry defensywnej. Gdyby spojrzeć na wyceny rynkowe wszystkich drużyn PKO BP Ekstraklasy, dwa ostatnie miejsca zajmują Arka Gdynia oraz Bruk-Bet Termalica Nieciecza, co miało potwierdzenie na koniec sezonu.

Bohater sezonu
Podobnie jak w przypadku Niecieczy, nie mam tutaj oczywistego typu. Żaden z zawodników Arki nie rozegrał sezonu, po którym można powiedzieć, że wyraźnie wyrósł ponad resztę drużyny. Jeśli komuś miałbym dać plusa, byłby to pewnie Sebastian Kerk. Niemiec zaliczył 7 asyst i 4 gole, więc przynajmniej dawał konkrety w ofensywie. Nic dziwnego, że media łączą go z możliwym pozostaniem w Ekstraklasie. To nie był jednak lider, który samodzielnie ciągnął drużynę przez kilka kolejek, bardziej zawodnik, który miał jakość, ale funkcjonował w zespole zbyt nierównym, by jego liczby realnie zmieniły losy sezonu. Arce zabrakło kogoś, kto w kluczowym momencie weźmie mecz na siebie. W pierwszej lidze takim punktem odniesienia był Czubak. W Ekstraklasie podobnej postaci nie było. Wypromował się jeszcze Kamil Jakubczyk, którego wartość rynkowa według transfermarkt dobiła do miliona euro. Marne pocieszenie, skoro jego pracodawca nie zdołał się utrzymać.
Rozczarowanie sezonu
Największym rozczarowaniem była zmiana trenera, bo nie dała efektu. Dawid Szwarga dał Arce awans, ale w trakcie sezonu przestał prowadzić zespół. Klub postawił na Dariusza Banasika, który miał uratować Ekstraklasę. Nie uratował. Oczywiście nie dostał komfortowej sytuacji, ale poza pierwszym meczem, wygranym 3:1 z Zagłębiem Lubin, nie przyniósł zwycięstw. Arka nie miała też najgorszego terminarza. Gdyby pokonała Cracovię, Piasta Gliwice i Niecieczę, utrzymanie byłoby realne. Tymczasem następca Szwargi nie poprawił drużyny na tyle, by ta wydostała się spod kreski. Czy warto było robić roszadę? Mądry Polak po szkodzie, ale w tym przypadku nie było efektu nowej miotły.
Inne rozczarowanie to domniemani strzelcy bramek, którzy nie strzelali goli. Gutkovskis, Nazariy Rusyn, Patryk Szysz (on akurat jest ofensywnym pomocnikiem). Teoretycznie każdy z nich powinien być gwarantem skuteczności, ale statystycznie wypadali rozczarowująco. Zwłaszcza Szysz, który skończył sezon z zerowym dorobkiem zarówno po stronie goli jak i asyst.
Co dalej z drużyną?
Arka Gdynia wraca do Betclic 1. Ligi i przed klubem trudne lato. Najważniejsza będzie decyzja dotycząca trenera i kierunku budowy kadry. Priorytetem musi być napastnik. Bez piłkarza, który da regularne gole, bardzo trudno będzie wrócić do Ekstraklasy. Arka już raz miała Czubaka i wiedziała, ile daje taki snajper. W sezonie 2025/26 tego zabrakło. Szeroka grupa ofensywnych zawodników nie zastąpi jednego skutecznego lidera. Drugi temat to defensywa i gra poza domem. W pierwszej lidze Arka znów może być mocna u siebie, ale jeśli chce wrócić do Ekstraklasy, musi zbudować drużynę bardziej odporną. Taką, która nie rozsypuje się po pierwszym golu rywala i potrafi punktować również wtedy, gdy nie niesie jej własny stadion. W tym momencie wiadomo, że w Gdyni szukają nowego szkoleniowca, a wielu zawodników opuści zespół. Cel na sezon 2026/27 będzie oczywisty — walka o jak najszybszy powrót do elity. Tym razem na dłużej.

