Białecki daje nadzieję, reszta na tarczy – polski bilans Players Championship 5

Z całego Players Championship 5 świat zachwyca się wielkimi nazwiskami, dziewiątymi lotkami i średnimi pod 110. Turniej w Leicester wygrał Ross Smith, który w finale rozbił Chrisa Dobeya 8:2 i sięgnął po pierwszy tytuł w sezonie 2026. Anglik przez cały dzień prezentował bardzo równą formę. Trzykrotnie przekraczał barierę 100 punktów średniej.

Spośród Polaków najlepiej zaprezentował się Sebastian Białecki. Łodzianin dotarł do 1/8 finału i jako jedyny z biało-czerwonych wygrał więcej niż jedno spotkanie. Turniej rozpoczął od pewnego zwycięstwa 6:1 nad Gregiem Ritchiem, notując średnią powyżej 92 punktów. To był spokojny, kontrolowany mecz – bez zbędnych nerwów, z konsekwentnym budowaniem przewagi leg po legu.

REKLAMA

W drugiej rundzie przeciwko Jimowi Longowi nie wszystko funkcjonowało idealnie w punktacji. Białecki nadrabiał skutecznością na podwójnych. To właśnie wykończenia pozwoliły mu wygrać 6:4. Czasem nie trzeba rzucać po 100 punktów co leg – wystarczy kończyć w odpowiednim momencie. Warto także nie oddawać rywalowi prezentów. Największe emocje przyniosło starcie z Callanem Rydzem w Last 32. Anglik przez długi czas utrzymywał średnią powyżej 100 punktów. Przy stanie 5:4 miał lotki meczowe, ale nie wykorzystał ich. Białecki doprowadził do decidera. W decydującym legu zamknął pojedynek w 12 rzutach, pokazując dużą odporność psychiczną. Jednocześnie wykazał zimną krew wtedy, gdy presja rośnie najmocniej.

W 1/8 finału lepszy okazał się Christian Kist. Holender wygrał 6:1, grając przy niemal 100-punktowej średniej. Wynik może wyglądać jednostronnie, ale dla Polaka był to już 43. mecz rozegrany w krótkim czasie. W PDC – przy intensywności podróży i turniejów – ma to realne znaczenie. Mimo porażki Białecki dopisał cenne środki do rankingu i awansował na 26. miejsce w klasyfikacji Players Championship. W wirtualnym wyścigu o utrzymanie karty PDC zajmuje 55. lokatę. Dlatego jego sytuacja stopniowo się poprawia.

Mniej szczęścia miał Krzysztof Ratajski

Odpadł w pierwszej rundzie, mimo że osiągnął średnią powyżej 100 punktów. Problem polegał na tym, że Cam Crabtree zagrał jeszcze wyżej – na poziomie 106,85. Ratajski trzymał tempo, ale przy stanie 4:5 pomylił się na podwójnych i został przełamany. W tym formacie najczęściej oznacza to wyrok – jeden moment zawahania i nie ma czasu na odrabianie. Tytus Kanik oraz Filip Bereza również zakończyli udział na pierwszej rundzie. Przegrali swoje mecze 2:6. Średnie w granicach 80 punktów na tym poziomie rozgrywek zwyczajnie nie wystarczają do walki o kolejne rundy. Szczególnie, gdy rywale potrafią w każdej chwili przyspieszyć oraz zamykać legi w 12–15 lotkach.

Bilans Polaków w Leicester jest więc mieszany: solidny, wartościowy turniej Białeckiego z trzema wygranymi i ważnymi punktami do rankingów. Jednocześnie bolesne, „marginesowe” porażki reszty stawki – zwłaszcza Ratajskiego. Przy takiej średniej zwykle oczekuje się co najmniej drugiej rundy.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,461FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ