W pierwszym meczu grupy K Portugalia sensacyjnie zremisowała 1:1 z Demokratyczną Republiką Konga. Był to rozczarowujący występ drużyny Cristiano Ronaldo. Z przebiegu spotkania więcej dogodnych okazji stworzyła reprezentacja z Afryki. Ponadto przez cały mecz Kongo oddało więcej strzałów, wykreowało więcej sytuacji bramkowych i częściej trafiało w światło bramki.
Hat-trick Leo Messiego sprawił, że presja na Cristiano Ronaldo diametralnie wzrosła. Dla obu tych wybitnych piłkarzy turniej ten może być swoistym „last dance”. Portugalczyk po raz pierwszy w karierze reprezentacyjnej otrzyma wsparcie od tak kreatywnej i jakościowej linii pomocy. Na poprzednich wielkich imprezach Cristiano Ronaldo współpracował głównie z zawodnikami wykonującymi czarną robotę. Tym razem za kreowanie gry odpowiadać będą João Neves, Vitinha i Bruno Fernandes.
Choć Portugalczyk ma już 41 lat, wciąż imponuje skutecznością. W ostatniej edycji Ligi Narodów odegrał kluczową rolę w zdobyciu trofeum, strzelając osiem goli. Do swojego dorobku dołożył także pięć trafień w eliminacjach. Te statystyki pokazują, że legenda Realu Madryt nadal potrafi błyszczeć i przesądzać o losach meczów.
Zardzewiała portugalska maszyna
Od początku jakość portugalskiej drużyny była widoczna na każdym kroku. Nie minęło nawet 10 minut, a Lionel Mpasi-Nzau już musiał wyciągać piłkę z siatki. Strzelanie rozpoczął João Neves, który podobnie jak w półfinale Ligi Mistrzów udowodnił, że mimo niskiego wzrostu potrafi bardzo dobrze grać głową.
JOAO NEVES! ⚽ I Portugalia wychodzi na prowadzenie w swoim pierwszym meczu na mistrzostwach świata!
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 17, 2026
Pomocnik Portugalczyków otwiera wynik spotkania z Demokratyczną Republiką Konga! 🔥
📲 Oglądaj mecz online ▶️ https://t.co/aN7nozYnP5 pic.twitter.com/lvSe5AbjO9
Przed turniejem bramki Portugalii potrafiły strzelić zarówno będące u schyłku swojej świetności Chile, jak i Nigeria, która również nie wywalczyła awansu na mundial. Były to wyraźne sygnały ostrzegawcze dla Roberto Martíneza. Podobnie jak w meczach sparingowych, rywale momentami zbyt łatwo mijali drugą linię Portugalii.
W ataku wszystko się zgadzało: wymienność pozycji, gra na jeden kontakt oraz odpowiednie tempo. Jednak w defensywie zdarzały się momenty, gdy reprezentacja Demokratycznej Republiki Konga potrafiła wymienić kilka podań i zagrozić bramce Portugalii. Z upływem minut, po kolejnych nieudanych próbach znalezienia Ronaldo w polu karnym, gra Portugalii zwolniła. Rywale Os Navegadores wyglądali coraz lepiej i co najważniejsze – potrafili wykorzystać sprzyjające momenty. Afrykańska drużyna w pierwszej połowie oddała więcej strzałów, miała więcej rzutów rożnych, stworzyła więcej dogodnych sytuacji i, co najważniejsze, doprowadziła do wyrównania.
GOOOOOOOL! 🇨🇩 Historyczne trafienie dla Demokratycznej Republiki Konga na mistrzostwach świata!
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 17, 2026
Na listę strzelców wpisał się Yoane Wissa, a po pierwszej połowie niespodziewanie Portugalia remisuje 1:1 z DR Konga! ⚽
📲 Oglądaj mecz online ▶️ https://t.co/aN7nozYnP5 pic.twitter.com/h9bLiYTkwq
Jakość na papierze to zdecydowanie za mało
Poza początkiem meczu mało dobrych rzeczy można powiedzieć o występie Portugalczyków. Całkowicie zawiódł Bruno Fernandes, który był bardzo niewidoczny. Ze strony pomocnika Manchesteru United brakowało kluczowych podań, precyzyjnych dośrodkowań oraz groźnych strzałów z dystansu. Bardzo mizernie wypadł także Vitinha, który był cieniem samego siebie. Jednak to nic w porównaniu z tym, co zaprezentował Bernardo Silva. Nowy zawodnik Realu Madryt podejmował wiele złych decyzji, często był spóźniony, a podsumowaniem jego występu była zmiana już po 45 minutach. Dużo więcej można było oczekiwać także od bocznych obrońców. Akcji oskrzydlających ze strony Nuno Mendesa i João Cancelo było jak na lekarstwo.
Z drugiej strony należy również docenić postawę afrykańskiej drużyny. Kongo zaprezentowało się z bardzo dobrej strony, a ich gra nie ograniczała się jedynie do głębokiej obrony, lecz także opierała się na szybkich fazach przejściowych. W końcu to oni byli bliżej zdobycia gola w drugiej połowie, gdy Cédric Bakambu w dobrej sytuacji trafił w słupek. Ponadto warto zwrócić uwagę na to, jak umiejętnie afrykańska drużyna potrafiła jednym lub dwoma podaniami omijać drugą linię Portugalii.

