Przebudzenie mocy. Tottenham zaczął kolekcjonować zwycięstwa

Jeszcze 19 października Tottenham zamykał tabelę Premier League, a Roberto De Zerbi nie miał na koncie ani jednego ligowego zwycięstwa w obecnym sezonie. Trzy kolejne mecze przyniosły jednak komplet dziewięciu punktów, bilans bramkowy 7:1 i awans na ósme miejsce. Spurs po drodze pokonali Chelsea na Stamford Bridge, a w sobotę oddali aż 34 strzały przeciwko Crystal Palace. Tak dobrej serii ligowej nie mieli od lutego 2025 roku.

Tottenham przez ostatnie dwa sezony bardziej przypominał drużynę walczącą o utrzymanie niż kandydata do europejskich pucharów. Zarówno rozgrywki 2024/25, jak i 2025/26 zakończył na 17. miejscu Premier League, a początek obecnej kampanii sugerował, że również tym razem londyńczyków czekają poważne problemy. W pierwszych czterech kolejkach nie zdobyli nawet jednej bramki, a na premierowe trafienie czekali aż do 86. minuty piątego ligowego spotkania, przegranego 2:3 z Aston Villą. Po sześciu meczach mieli trzy punkty, żadnego zwycięstwa i zaledwie trzy strzelone gole. Jeszcze przed starciem z Coventry City 19 października Spurs znajdowali się na samym dnie tabeli. Dwanaście dni później są już na ósmej pozycji.

Trzy zwycięstwa w dwanaście dni. Tottenham wreszcie przerwał fatalną serię

Pierwsza wygrana przyszła przeciwko Coventry. Tottenham zwyciężył 3:1 po bramkach Jamesa Maddisona, Omara Marmousha i Bena Daviesa, a spotkanie miało dodatkowy wymiar ze względu na powrót Dejana Kulusevskiego. Szwed pojawił się na boisku po 526 dniach przerwy spowodowanej problemami zdrowotnymi, natomiast Maddison po raz pierwszy od maja 2025 roku rozpoczął ligowy mecz w podstawowym składzie. Nie był to jeszcze występ, po którym można było ogłaszać koniec kryzysu. Według danych Opta Londyńczycy wypracowali zaledwie 0,86 oczekiwanego gola (xG), a dwa pierwsze trafienia były efektem znakomitych strzałów z dystansu. Dopiero w doliczonym czasie wynik ustalił Davies, wykorzystując podanie Dominica Solanke. Trzy punkty były bezcenne, ale sama gra nadal pozostawiała sporo do życzenia. Większe wrażenie zrobiło zwycięstwo 2:0 na Stamford Bridge. Tottenham wygrał ligowy mecz wyjazdowy z Chelsea dopiero po raz drugi w historii Premier League, a pierwszy od kwietnia 2018 roku, kiedy podopieczni Mauricio Pochettino pokonali lokalnego rywala 3:1. Tym razem goście objęli prowadzenie po samobójczym trafieniu bramkarza Mike’a Pendersa, który niefortunnie interweniował po rzucie rożnym, natomiast wynik ustalił Mathys Tel po znakomitej indywidualnej akcji. Chelsea kończyła spotkanie w dziesiątkę po czerwonej kartce Cole’a Palmera, ale Tottenham miał przewagę jeszcze przed tym wydarzeniem. W pierwszej połowie utrzymywał się przy piłce przez około 70% czasu, a rywale mieli ogromne problemy z przeciwstawieniem się jego grze w środku pola.

De Zerbi znalazł sposób na wykorzystanie nowych pomocników?

Jedną z najważniejszych zmian okazało się cofnięcie Mateusa Fernandesa do głębiej ustawionej formacji pomocy. Portugalczyk, sprowadzony latem za 85 milionów funtów, wcześniej występował przede wszystkim w bardziej ofensywnej roli, natomiast przeciwko Chelsea stworzył duet z Sandro Tonalim. Fernandes zanotował 124 kontakty z piłką, wykonał 102 podania z celnością 92,2% i zaliczył pięć odbiorów. Według Opta żaden zawodnik nie miał w obecnym sezonie Premier League więcej kontaktów z piłką w jednym spotkaniu wyjazdowym. Co istotne, Portugalczyk nie ograniczał się do bezpiecznego rozgrywania. Aż 21 jego podań przełamujących linie rywala zostało wykonanych pod presją przeciwnika. Żaden inny zawodnik nie osiągnął dotychczas lepszego wyniku w jednym meczu tego sezonu.

Fernandes nie był jedynym powodem znacznie lepszej gry Tottenhamu, ale jego przesunięcie pozwoliło De Zerbiemu wykorzystać umiejętności zawodnika, za którego klub zapłacił ogromne pieniądze. W duecie z Tonalim Portugalczyk może częściej uczestniczyć w rozegraniu i pomagać w wychodzeniu spod pressingu, zamiast oczekiwać na podania bliżej pola karnego. Przeciwko Chelsea ten pomysł sprawdził się znakomicie, a występ przeciwko Crystal Palace był kolejnym sygnałem, że szkoleniowiec wreszcie znalazł odpowiednie ustawienie środka pola. Trzecie zwycięstwo przyszło w sobotnim spotkaniu z Crystal Palace, zakończonym wynikiem 2:0. Bramki Archiego Graya i Jana Paula van Heckego zapewniły Londyńczykom kolejne trzy punkty, chociaż trzeba zaznaczyć, że już od 13. minuty goście grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Jeana-Philippe’a Matety. Tottenham wykorzystał przewagę liczebną, praktycznie zamykając rywali na ich połowie. Oddał 34 strzały, miał 79,4% posiadania piłki i wywalczył dziewiętnaście rzutów rożnych, podczas gdy Crystal Palace nie wykonało ani jednego. Była to największa liczba strzałów Spurs w pojedynczym meczu Premier League od lutego 2016 roku. Wtedy również oddali 34 uderzenia, mierząc się ze Swansea City.

Przewaga była ogromna, ale sam wynik pozostawia pewien niedosyt. Tottenham potrzebował aż 34 prób, żeby zdobyć dwie bramki, z czego tylko dziewięć strzałów było celnych. Dean Henderson kilkukrotnie ratował gości przed wyższą porażką, a drugie trafienie przyszło dopiero w 73. minucie. De Zerbi po meczu chwalił postawę swoich zawodników, ale zwracał również uwagę, że przy tylu okazjach drużyna powinna być bardziej bezwzględna pod bramką przeciwnika. Wobec tak głęboko broniącego się rywala Tottenhamowi nadal brakowało momentami dokładności i skuteczności.

Pierwsze trzy zwycięstwa z rzędu od ponad 600 dni

Tottenham po dziewięciu kolejkach ma dwanaście punktów i zajmuje ósme miejsce w tabeli. Co ciekawe, trzy ostatnie zwycięstwa oznaczają również wyrównanie liczby wygranych, jakie londyńczycy odnieśli w poprzednich 26 meczach ligowych. Trzech kolejnych spotkań Premier League nie potrafili wygrać od lutego 2025 roku, a dwa następujące po sobie domowe zwycięstwa odnieśli po raz pierwszy od listopada 2024 roku. Skala wcześniejszych problemów była więc ogromna, a obecna seria jest dla klubu czymś znacznie ważniejszym niż tylko udanym fragmentem sezonu. De Zerbi po spotkaniu z Crystal Palace przyznał, że przed październikową przerwą reprezentacyjną dysponował grupą dobrych zawodników, którzy nie tworzyli jeszcze zespołu. Teraz widzi w ich grze zdecydowanie większą współpracę. Trudno nie dostrzec tej różnicy, szczególnie w środku pola, gdzie Fernandes i Tonali zaczęli coraz lepiej się uzupełniać. Powrót Maddisona oraz Kulusevskiego daje ponadto szkoleniowcowi możliwości, których jeszcze niedawno nie miał, choć obaj zawodnicy nadal potrzebują czasu, żeby odzyskać pełną dyspozycję.

Pozostaje pytanie, na ile Tottenham rzeczywiście uporał się ze swoimi problemami. Trzy zwycięstwa poprawiły sytuację w tabeli, ale każde z nich miało nieco inny przebieg. Coventry zostało pokonane dzięki wyjątkowo skutecznym uderzeniom z dystansu, Chelsea pomogła niefortunna interwencja bramkarza, a Crystal Palace przez niemal 80 minut musiało radzić sobie w dziesiątkę. Jednocześnie Koguty coraz lepiej radzą sobie z utrzymywaniem piłki, a ich ofensywa wreszcie potrafi regularnie stwarzać zagrożenie. O ile zwycięstwo nad Coventry dawało głównie powody do ulgi, o tyle występ na Stamford Bridge pokazał już rzeczywisty potencjał drużyny. Najbliższe tygodnie przyniosą spotkania z Leeds United, Ipswich Town, Sunderlandem i Fulham, zanim w grudniu Spurs zmierzą się z wymagającymi rywalami, w tym Arsenalem i Liverpoolem. To odpowiedni moment, żeby sprawdzić, czy De Zerbi rzeczywiście znalazł sposób na Tottenham. Awans z ostatniego na ósme miejsce w dwanaście dni robi wrażenie, ale dla kibiców klubu znacznie ważniejsze będzie to, czy po dwóch sezonach zakończonych na 17. pozycji uda się wreszcie przestać oglądać własny zespół w dolnych rejonach tabeli.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →