Bartosz Grzelak nie lubi wygrywać. Cracovia znów remisuje

Bartosz Grzelak i jego Cracovia nie zaznali jeszcze w tym sezonie smaku zwycięstwa. Co więcej – od początku kadencji trenera z polsko-szwedzkim paszportem Pasy w siedmiu meczach zanotowali sześć remisów i jedną porażkę. Ta przytrafiła się tydzień temu, gdy u siebie Krakowianie ulegli Pogoni Szczecin 0:2.

Śląsk Wrocław przed tygodniem sensacyjnie odwrócił wynik meczu z Rakowem Częstochowa, gdy już wydawało się, że Medaliki sięgną po komplet oczek. Dwa gole w samej końcówce były jak balsam na rany, które spowodowała utrata prowadzenia w meczu z Górnikiem Zabrze tydzień wcześniej. Z krakowską drużyną znów nie wyglądało to najlepiej. W pierwszej połowie Wrocławianie nie postraszyli Sebastiana Madejskiego choćby celnym strzałem. Jedyna groźna sytuacja, to gdy bramkarz Cracovii został trafiony korkami gdzieś w okolice twarzy i potrzebował pomocy.

Cracovia zmierzała po kolejny remis

Bardzo niewidoczny w ekipie Pasów po raz setny chyba był Kahveh Zahiroleslam. Dobre okazje marnowali Martin Minchev czy Mauro Perković, a w poprzeczkę z półwoleja huknął Dijon Kameri. Nie był tak aktywny jak w meczu ze szczecińską Pogonią Ajdin Hasić. Bartosz Grzelak wydawał się nie mieć pomysłu, aby skończyć z tą fatalną serią bez zwycięstwa.

W ekipie Śląska nic się nie zmieniało – wciąż cała ofensywa oparta była na jednym zawodniku. Piotr Samiec-Talar brał na siebie grę i próbował dyrygować kolegami biegającymi przed nim. Parokrotnie dobrze napędzał akcje ofensywne, lecz problem był z oddawaniem strzałów celnych. Gdy ta sztuka udała się Luce Marjanacowi, to Madejski nie miał absolutnie żadnych kłopotów ze złapaniem futbolówki. Z półobrotu raz uderzał także Przemysław Banaszak, lecz on miał problem nawet z trafieniem w światło bramki. Pechowo dla gospodarzy Ante Simundza musiał dokonać nieplanowanej zmiany po tym, jak Michał Mokrzycki uszkodził sobie kolano.

Za nieskutecznego Mincheva trener Grzelak wpuścił Mateusza Praszelika, a niedługo po wejściu byłego piłkarza WKS-u sfaulował Lamine Ba. Powtórka systemu VAR udowodniła, że był to wślizg powyżej kostki, a więc sędzia Bartosz Frankowski wysłał Mauretańczyka do szatni.

Na boisku zrobiło się luźniej, lecz nie ciekawiej. Na ogromnym stadionie we Wrocławiu wiało nudą, a Cracovia wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo od czasu zmiany trenera. Hasić już z bezsilności uderzył z pokaźnego dystansu, lecz Karol Niemczycki nie chciał dać się pokonać.

Droga Cracovio, może za tydzień. Chociaż z taką grą to nie wróżymy szczęścia.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img