Dariusz Mioduski po blisko dziesięciu latach samodzielnych rządów przestał być jedynym właścicielem Legii Warszawa. Michael Gorzynski przejął 40 procent akcji stołecznego klubu i został przewodniczącym jego rady nadzorczej. Oficjalnie obaj biznesmeni mówią o długoterminowej współpracy i wzmocnieniu finansowych fundamentów Legii. W piątek „Przegląd Sportowy Onet” zwrócił jednak uwagę na inny możliwy scenariusz. Wejście amerykańskiego inwestora może w przyszłości ułatwić Mioduskiemu sprzedaż pozostałych akcji i całkowite wycofanie się z klubu.
Mioduski nadal ma większość. Gorzynski nie jest jednak zwykłym inwestorem
Na dziś układ właścicielski jest jasny. Dariusz Mioduski zachował 60 procent akcji i pozostaje prezesem zarządu Legii. Michael Gorzynski ma pozostałe 40 procent, a dodatkowo objął funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Kontrola nad klubem nadal znajduje się więc po stronie dotychczasowego właściciela, ale po raz pierwszy od 2017 roku musi on uwzględniać w swoich decyzjach drugiego dużego akcjonariusza.
Sama operacja nie polegała również wyłącznie na odkupieniu części akcji od Mioduskiego. Legia poinformowała, że transakcja obejmuje objęcie przez Gorzynskiego nowo wyemitowanych akcji, zakup części istniejących papierów od dotychczasowego właściciela oraz pożyczkę właścicielską przeznaczoną na bieżącą działalność. Klub podkreśla, że dzięki temu zmniejszy zadłużenie i poprawi swoją stabilność finansową. Nie wiadomo natomiast, ile dokładnie pieniędzy zaangażował Amerykanin. Legionisci.com informowali nieoficjalnie, że wartość całej operacji może dochodzić nawet do 50 milionów euro. Legia takiej kwoty nie potwierdziła, dlatego nie należy traktować jej jako oficjalnej ceny za 40 procent akcji. Jedno jest pewne, Mioduski nie musi już sam finansować całego przedsięwzięcia. Gorzynski wchodzi do Legii nie jako sponsor czy partner handlowy, ale współwłaściciel, którego pieniądze również będą zależały od tego, jak klub będzie funkcjonował.
„Przegląd Sportowy”: 40 procent może otworzyć drogę do całkowitego wyjścia
W piątek do właścicielskiej układanki nowy wątek dołożył Maciej Frydrych z „Przeglądu Sportowego Onet”. W jego materiale Rafał Jankowski, założyciel SportCraft Agency i Cafe Finance Group, analizuje transakcję przede wszystkim od strony finansowej. Zwraca uwagę, że pojawienie się dużego inwestora w klubie z wysokim zadłużeniem jest rozwiązaniem biznesowo zrozumiałym, ale może mieć również znaczenie dla przyszłości samego Mioduskiego. Według eksperta sprzedaż 40 procent akcji może stworzyć właścicielowi Legii możliwość późniejszego całkowitego wyjścia z inwestycji. Nie oznacza to, że taka decyzja już zapadła. Mioduski nie ogłosił planów sprzedaży pozostałego pakietu, a oficjalny przekaz klubu mówi o wieloletniej współpracy obu akcjonariuszy. Z biznesowego punktu widzenia sytuacja rzeczywiście wygląda jednak inaczej niż jeszcze kilka tygodni temu. Gorzynski ma możliwość poznania Legii od środka, bierze udział w nadzorowaniu spółki i posiada już bardzo duży pakiet akcji. Gdyby za kilka lat chciał zwiększyć zaangażowanie, nie wchodziłby do nieznanego klubu od zera. Taką możliwość można analizować, ale na razie tylko jako jeden ze scenariuszy. Równie dobrze podział 60 do 40 może utrzymać się przez wiele lat, jeżeli współpraca obu właścicieli będzie przebiegała zgodnie z planem.
W obecnym podziale akcji trudno nie dostrzec symboliki. Dariusz Mioduski posiadał już kiedyś dokładnie 60 procent Legii. Pozostałe 40 procent należało wówczas po połowie do Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzla. W 2017 roku Mioduski wykupił akcje obu wspólników i został jedynym właścicielem. Rozpoczął się okres, w którym praktycznie cała odpowiedzialność właścicielska i finansowa za klub spoczywała na nim. Po niemal dekadzie sytuacja znowu wygląda inaczej: Mioduski ma 60 procent, a obok niego pojawił się partner posiadający pozostałe 40. Oczywiście nie jest to powrót do modelu z czasów Leśnodorskiego i Wandzla. Inne są role, sytuacja finansowa klubu i sam sposób wejścia nowego inwestora. Zbieżność liczb pozostaje jednak ciekawa. Mioduski rozpoczął samodzielne rządy od przejęcia brakujących 40 procent, a teraz dokładnie taki pakiet znajduje się ponownie w rękach innego właściciela.
A może FIFA? Nazwisko Mioduskiego już pojawiło się w grze
Do tego dochodzi jeszcze jeden element, którego nie należy łączyć bezpośrednio ze sprzedażą akcji Legii, ale który pokazuje, jak bardzo działalność Mioduskiego wykroczyła poza Łazienkowską. Prezes Legii jest jednym z wiceprzewodniczących European Football Clubs, organizacji reprezentującej interesy klubów na europejskiej scenie. Od 2025 roku pełni również funkcję wiceprezesa PZPN ds. zagranicznych. Od dawna uczestniczy więc w rozmowach i strukturach wykraczających daleko poza polską piłkę klubową.
Latem pojawił się jeszcze głośniejszy wątek. Brytyjski talkSPORT informował, że w europejskim środowisku poszukiwany jest potencjalny kandydat, który mógłby wystartować przeciwko Gianniemu Infantino w wyborach na prezydenta FIFA. Wśród wymienianych nazwisk pojawił się właśnie Mioduski. Na tym etapie nie ma jednak jego oficjalnej kandydatury. Sam właściciel Legii odniósł się do sprawy 24 września w rozmowie z TVP Sport. Przyznał, że samo pojawienie się jego nazwiska w takiej dyskusji odbiera jako wyróżnienie, ale zaznaczył jednocześnie, że obecnie nie zamierza skupiać się na potencjalnym starcie. Nie ma więc podstaw, żeby przedstawiać wejście Gorzynskiego do Legii jako przygotowanie Mioduskiego do walki o FIFA. Można natomiast zauważyć, że właściciel warszawskiego klubu coraz mocniej funkcjonuje również na międzynarodowym poziomie. Gdyby kiedyś zdecydował się ograniczyć codzienne zaangażowanie w Legię, posiadanie silnego współwłaściciela z pewnością dawałoby mu większą swobodę.
Gorzynski daje Legii pieniądze. Z czasem może dostać więcej?
Najpilniejszym problemem pozostają finanse. Według informacji przytaczanych przez „Przegląd Sportowy Onet” zadłużenie Legii przekroczyło 200 milionów złotych. Brak awansu do europejskich pucharów dodatkowo ograniczył przychody, dlatego zastrzyk kapitału od nowego współwłaściciela ma przede wszystkim ustabilizować sytuację spółki. Dla kibiców bardziej interesujące od księgowych zapisów będzie to, czy poprawa finansów przełoży się na drużynę. Rafał Jankowski w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” ocenił, że przy utrzymaniu dobrej pozycji sportowej można spodziewać się zimą sensowniejszych ruchów transferowych. To jednak jego prognoza, a nie zapowiedź klubu czy deklaracja Gorzynskiego. Jeszcze ciekawsza będzie sytuacja za kilka lat. Mioduski pozostaje większościowym akcjonariuszem i nic oficjalnie nie wskazuje na jego rychłe odejście. Jednocześnie po raz pierwszy od 2017 roku istnieje drugi właściciel, który ma wystarczająco duży pakiet, żeby realnie uczestniczyć w nadzorze nad klubem. Sprzedaż pozostałych 60 procent nie jest dziś planem, lecz możliwym scenariuszem. „Przegląd Sportowy Onet” zwrócił uwagę, że obecna transakcja tworzy do niego furtkę. To, czy Mioduski kiedykolwiek będzie chciał z niej skorzystać, zależy od sytuacji Legii, współpracy z Gorzynskim i jego własnych planów.
Jedno zmieniło się już teraz. Przez niemal dziesięć lat Mioduski był w Legii sam. Od tego tygodnia ma obok siebie partnera, który posiada 40 procent klubu i własne pieniądze zaangażowane w jego przyszłość. Czy będzie to tylko nowy model zarządzania, czy początek znacznie większej zmiany właścicielskiej – tego na razie nie wie nikt.



