Atletico Madryt – powrót do korzeni gwarancją stabilizacji

Kiedy w sierpniu 2021 roku startowały rozgrywki hiszpańskiej La Ligi, Atletico Madryt było wskazywane w roli głównego faworyta do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. Transfery De Paula, Griezmanna, czy Cunhi kazały sądzić, że dzięki szerokiej i jakościowej kadrze, ekipa Diego Simeone stanie się jeszcze silniejsza. Co prawda pewne wątpliwości budził brak wyraźnych wzmocnień w defensywie, ale biorąc pod uwagę bardziej ofensywne oblicze Atleti z mistrzowskiej kampanii 20/21, można było zakładać, że te nie są aż tak rażąco potrzebne. W końcu żelazna obrona Los Colchoneros sprawdzała się wtedy naprawdę dobrze. Jak to się zatem stało, że drużyna o takim potencjale, do samego końca rozgrywek ligowych biła się jedynie o miejsce w top 3? Jak doszło do tego, że zespół broniący tytułu, napotkał tak ogromne problemy?

W taktycznym rozkroku

Już od dłuższego czasu zespół z Wanda Metropolitano zmaga się ze swoistym dylematem. Zmienić swój styl gry na bardziej ofensywny i widowiskowy, czy może jednak zostać przy doskonale znanym wszystkim „murowaniu” bramki i koncentracji na bronieniu, w których Atletico czuło się komfortowo. Zasoby piłkarzy karzą stawiać na tę pierwszą opcję. Jednak stare nawyki i brak wpasowania się pewnych graczy w specyfikę filozofii Cholo, zmuszały do gry prostszymi środkami. Ten brak decyzyjności odbijał się na wynikach drużyny z Madrytu.

O ile początek sezonu był w wykonaniu Materaców całkiem przyzwoity, o tyle w jego dalszej części nie brakowało wstydliwych epizodów. Byli mistrzowie Hiszpanii radzili sobie nieźle w lidze? No to dla zachowania równowagi przegrali 3 mecze z rzędu w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Innym razem potrafili ograć Milan i Porto w tych samych rozgrywkach. A na krajowym podwórku zaliczali upokarzające porażki z Deportivo Alaves, czy Mallorką (czyli spadkowiczem oraz zespołem z 16. miejsca). Seria 3 kolejnych porażek w grudniu zeszłego roku, tylko podkreśliła niestabilność Atletico w minionym sezonie. Raz mogli strzelić 4 bramki z Cadiz i zgarnąć pewne 3 pkt. Po to żeby męczyć siebie oraz kibiców w starciach z innym niżej notowanymi rywalami, gdzie nie byli nawet w stanie trafić do siatki. Simeone stracił panowanie nad sytuacją i musiał poukładać sobie pewne rzeczy w głowie. Tak nie dało się funkcjonować.

Wzmocnienie obrony potrzebne na wczoraj

Brak pewności, który z czasem zaczął udzielać się całemu zespołowi, powstał przede wszystkim w defensywie. Pisałem, że Atletico nie poczyniło żadnych wzmocnień w obronie latem zeszłego roku, ale wydawało się że dotychczasowe zestawienie da sobie radę. Nie dało. Mario Hermoso i Felipe byli niczym dwie tykające bomby. Nigdy nie było wiadomo, któremu z nich tym razem „przepalą się styki” i zrobią coś absurdalnie głupiego. To nie były zwyczajnie nieodpowiedzialne zagrania, tylko najczęściej akcje stawiające ich w pozycji karykatury obrońcy i ogólnie piłkarza. Na domiar złego z formą nie dojeżdżali również liderzy. Oblak rozgrywał najgorszy sezon podczas swojej kariery w Atletico. Gimenez nie dawał takiego spokoju jak zazwyczaj i również popełniał sporo błędów. A Koke – kapitan zespołu, także zagubił dobrą dyspozycję i nie potrafił być wzorem dla reszty kolegów. Zarząd klubu popełnił błąd nie zabezpieczając linii obrony przed takim scenariuszem.

Aby naprawić nieco swoje błędy, Los Colchoneros ściągnęli zimą Daniela Wassa z Valencii oraz Reinildo Mandavę z Lille. Pech chciał, że Duńczyk już w swoim debiucie przeciwko Barcelonie, doznał poważnej kontuzji więzadeł. Po rozegraniu zaledwie 45 minut, nominalny zastępca Kierana Trippiera sprzedanego Newcastle, wypadł z gry na resztę sezonu. Na szczęście Reinildo nie zawiódł. Mozambijczyk wszedł do wyjściowej jedenastki Simeone z marszu. Udało mu się stworzyć bardzo dobry duet z Renanem Lodim na lewej stronie. To była jedna z pierwszych jaskółek zwiastujących lepszy okres dla Atletico.

Przebudzenie Felixa, cień Griezmanna

12 lutego 2022 roku, Joao Felix rozpoczął imponującą serię spotkań, w których zachwycał swoją grą. Na przestrzeni 7 meczów, Portugalczyk zaliczył 2 asysty i 5 bramek. W tym m.in. bardzo ważny gol z Manchesterem United i dublet ze świetnie dysponowanym Realem Betis. Oprócz bezpośredniego udziału przy trafieniach, 22-latek czarował wizją, sposobem poruszania się po boisku i techniką. Felix świetnie wykańczał sytuacje, ale równie doskonale radził sobie z ich kreowaniem. Kiedy zaczynał dryblować, mało który z rywali był w stanie sobie z nim poradzić. To był Joao Felix z Benfiki, na którego wystrzał Atletico czekało od dawna. W końcu można było mówić o czymś więcej niż przebłysku formy. Utalentowany napastnik zanotował bez wątpienia swój najlepszy okres w barwach drużyny z Wanda Metropolitano. Zatrzymała go dopiero kwietniowa zadyszka i problemy mięśniowe, które odsunęły go od gry do końca sezonu.

Przeciwieństwem Felixa był „paryski książę”, który powrócił do Madrytu po niezbyt udanej przygodzie w Barcelonie. To miał być hitowy powrót, odbudowa lidera reprezentacji Francji, który miał za sobą słabszy okres. Niestety mieliśmy do czynienia trochę z kazusem Paula Pogby. Miewał świetne chwile, momenty chwały, ale nie potrafił utrzymać tego w dłuższej perspektywie czasu. Podczas zgrupowań kadry narodowej prezentował się wybornie, ale kiedy wracał do Hiszpanii, zamieniał się w innego piłkarza. W przeciwieństwie do większości zawodników Atletico, można powiedzieć że dla Griezmanna runda jesienna była bardziej udana niż druga część sezonu. Miewał wtedy mecze genialne – takie jak z Liverpoolem (nawet mimo czerwonej kartki), Cadiz czy FC Porto. Tylko w tych 3 spotkaniach zdobył łącznie 4 gole i 2 asysty. Jednakże jak już wspomniałem, Antoine nie był w swoich działaniach konsekwentny.

W 2022 roku, Griezmann przechodził obok wielu spotkań. Czasem można było zapomnieć, że Francuz w ogóle znajduje się na murawie. Wcale nie dlatego, że odwalał kawał brudnej roboty w innej części boiska. Po prostu nie potrafił odnaleźć się na murawie, jakby zamiast niego, po zielonej trawie biegał jego cień.

Stare, ale jare

Cholo Simeone podjął decyzję. Musimy zażegnać kryzys – spróbujmy więc wrócić do tego, co zaprowadziło nas tak daleko. Śmiechy i obelgi w kierunku słynnego już 5-5-0 w meczu przeciwko City w Lidze Mistrzów? Skoro działa, to trzeba się tego trzymać. Najpierw zwalczmy problemy w tyłach, a potem pomyślimy nad ruszeniem do przodu. I to okazało się prawidłowe podejście. Atletico wróciło do wygrywania 1:0, 2:0 i bronienia korzystnych rezultatów. A z czasem argentyński szkoleniowiec znowu przeszedł do gry trójką obrońców z wahadłowymi i kiedy trzeba było, potrafił skorzystać z arsenału jaki posiadał w ataku. Powrót do korzeni i zwycięskiej taktyki pozwolił ostatecznie zająć miejsce na ligowym podium. Jednak pewne dylematy wciąż pozostały.

Jaki kierunek na przyszłość?

Przed Atletico Madryt stoi kilka ważnych kroków do podjęcia:

Po pierwsze – wzmocnienie pozycji prawego wahadłowego. Sime Vrsaljko czy Daniel Wass nie są graczami na odpowiednio wysokim poziomie. Trudno się zatem dziwić, że sporo źródeł łączy z Materacami reprezentanta Polski, Matty’ego Casha. Obrońca Aston Villi byłby świetnym wzmocnieniem dla ekipy z Wanda Metropolitano.

Po drugie – Co zrobić z Antoine Griezmannem? W mediach możemy przeczytać coraz więcej informacji sugerujących, że Atletico nie zamierza wykupywać Francuza z Barcelony. Ta kwestia wydaje się naprawdę trudnym orzechem do zgryzienia. Na logikę, rezygnacja z usług 31-latka byłaby najbardziej opłacalna finansowo. Griezmann nie był w stanie dać drużynie z Madrytu tyle co dawniej, a klauzula 40 mln euro nie należy do kwot wybitnie atrakcyjnych. Z drugiej strony Simeone jest wielkim fanem Antoine’a i wie, że nawet te chwile geniuszu mistrza świata potrafią być bardzo cenne. Kto miałby go odbudować, jeśli nie sam Argentyńczyk? Kibice również uwielbiają piłkarza, którego utożsamiają z wielkimi sukcesami klubu. Decyzja trudna, ale będzie trzeba ją podjąć prędzej niż później.

Po trzecie – jak długo przetrwa formuła Diego Simeone? Przygoda 52-latka z Atletico trwa już ponad dekadę. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że koniec tej ery jest już znacznie bliżej niż dalej. Ograniczenia stylu, który dał madrytczykom tak wiele, z roku na roku uwypuklają się coraz bardziej. Stąd cały ten rozkrok – adaptacja do nowego oblicza, czy ślepa miłość do cholismo. Może nie ma co odwlekać tego trudnego pożegnania, i podziękować argentyńskiemu szkoleniowcowi za zasługi? Nie można wiecznie ustawiać się w szpagat, bo można naciągnąć sobie mięśnie. Cholo musi wybrać – gramy tak albo tak. W przeciwnym razie, zespół znowu może się zagubić.

REKLAMA
Marek
Marek
Entuzjasta piłki nożnej, kibic FC Barcelony. Piszę na temat futbolu w Hiszpanii, Włoszech czy Anglii. Lubię piłkę widowiskową i atrakcyjną - pełną ekspresji i autentycznej radości z gry. W ekipie Mistrzów dzielę się zarówno swoimi spostrzeżeniami ściśle związanymi z piłką, jak i wszelkimi historiami dziejącymi się wokół sportu. Gwarantuję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie - od szczegółowych, merytorycznych analiz po luźne, maksymalnie subiektywne i spontaniczne treści, których nie można zamknąć w żadnych ramach. Mes que un Futbol!
PODOBNE
REKLAMA
101,890FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ