Arsenal wyrównał klubowy rekord, choć długo męczył się z beniaminkiem. Ødegaard uratował zwycięstwo

Arsenal pokonał Hull City 1:0 i po dziesięciu kolejkach Premier League ma już 27 punktów, wyrównując najlepszy początek sezonu w historii klubu. Londyńczycy wygrali dziewięć spotkań, ale aż sześć z nich różnicą jednej bramki. Przeciwko beniaminkowi ponownie musieli wykazać się cierpliwością, ponieważ przez ponad siedemdziesiąt minut nie potrafili pokonać Konstantinosa Tzolakisa. Dopiero Martin Ødegaard wykorzystał odbitą przez bramkarza piłkę i zapewnił gospodarzom zwycięstwo. Arsenal zachował siódme czyste konto w sezonie, choć spotkanie mogło potoczyć się inaczej, gdyby sędziowie przyznali rzut karny za przytrzymywanie Kaia Havertza. Decyzja o niepodyktowaniu jedenastki wzbudziła poważne kontrowersje.

Dziewięć zwycięstw w dziesięciu kolejkach, 27 zdobytych punktów i pierwsze miejsce w tabeli. Arsenal rozpoczął sezon niemal identycznie jak w rozgrywkach 2022/23, kiedy również wygrał dziewięć z pierwszych dziesięciu spotkań Premier League. Wówczas podopieczni Mikela Artety przez długi czas prowadzili w tabeli, ale ostatecznie zakończyli sezon pięć punktów za Manchesterem City. Tym razem sytuacja jest o tyle odmienna, że Kanonierzy przystępują do rozgrywek jako obrońcy mistrzowskiego tytułu, a ich wyniki z pierwszych miesięcy sugerują, że nie zamierzają łatwo oddać prowadzenia. Nie oznacza to jednak, że Arsenal wygrywa w przekonującym stylu. Sobotni mecz z Hull City był kolejnym przykładem spotkania, w którym ogromna przewaga faworyta nie przekładała się na liczbę zdobywanych bramek.

Beniaminek przyjechał na Emirates Stadium po siedmiu kolejnych ligowych meczach bez zwycięstwa. Trener Sergej Jakirović doskonale zdawał sobie sprawę z różnicy potencjału między zespołami, dlatego postawił na ustawienie z pięcioma obrońcami i ograniczanie przestrzeni w pobliżu własnego pola karnego. Arsenal miał prowadzić grę, natomiast Hull zamierzało przede wszystkim nie dopuścić do szybkiej straty gola i szukać okazji po odbiorach piłki. Plan przyjezdnych przez długi czas przynosił oczekiwany rezultat. Londyńczycy utrzymywali się przy futbolówce, przenosili akcje z jednej strony boiska na drugą i regularnie podchodzili pod pole karne rywali, ale mieli trudności z przedostaniem się za linię obrony.

Arsenal dominował, ale nie potrafił znaleźć sposobu na Tzolakisa

Mikel Arteta wystawił ofensywnie ustawiony zespół z Nonim Maduekem i Christosem Tzolisem na skrzydłach oraz Kaiem Havertzem na środku ataku. W drugiej linii znaleźli się Martin Ødegaard, Declan Rice i Bruno Guimarães. Arsenal nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Bukayo Saki, a Viktor Gyökeres, który kilka dni wcześniej zdobył bramkę i zaliczył asystę przeciwko Slavii Praga, rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych. Pomimo dużej liczby ofensywnych Kanonierzy nie potrafili regularnie dochodzić do dogodnych sytuacji. Hull skutecznie zamykało środkową strefę boiska, zmuszając gospodarzy do uderzeń z dystansu oraz szukania okazji po dośrodkowaniach.

Jednym z aktywniejszych piłkarzy Arsenalu był Madueke, który próbował wykorzystywać przewagę szybkościową na prawym skrzydle. Problemy pojawiały się jednak przy wykończeniu. Rice miał swoje okazje po uderzeniach z dystansu i stałym fragmencie gry, a Tzolis zmarnował dwie szanse na zdobycie bramki. Szczególnie przy drugiej próbie Grek mógł zachować się lepiej, lecz jego strzał z powietrza był bardzo niecelny. Duże znaczenie miała również postawa Konstantinosa Tzolakisa. Bramkarz Hull dobrze reagował na uderzenia gospodarzy, a jego interwencje pozwalały przyjezdnym utrzymywać wynik, który z każdą kolejną minutą stawał się coraz bardziej wartościowy.

Do przerwy znacznie więcej dyskusji niż sytuacje podbramkowe wywołała decyzja sędziów z 42. minuty. Kai Havertz został przytrzymany za koszulkę przez Nobela Mendy’ego, a arbiter Farai Hallam po interwencji VAR udał się do monitora. Sędzia potwierdził, że obrońca Hull dopuścił się przewinienia, ale ostatecznie nie przyznał rzutu karnego, ponieważ niemiecki napastnik znajdował się na pozycji spalonej. Problem w tym, że sama pozycja spalona nie jest jeszcze przewinieniem. Istotny pozostaje moment aktywnego uczestnictwa zawodnika w grze oraz kolejność zdarzeń. Ekspert od przepisów Dale Johnson zwrócił uwagę, że Mendy sfaulował Havertza, zanim ten podjął próbę zagrania piłki lub walki o nią. Według takiej interpretacji decyzja o nieprzyznaniu jedenastki była błędna. Arteta miał więc powody do niezadowolenia, szczególnie że jego drużyna mimo przewagi schodziła do szatni przy wyniku 0:0.

Ødegaard znalazł się tam, gdzie powinien. Arsenal wreszcie przełamał Hull

Po przerwie gospodarze nadal mieli ogromną przewagę w posiadaniu piłki, ale nie przekładało się to na zmianę wyniku. Hull broniło się głęboko, a zawodnicy Arsenalu coraz częściej decydowali się na indywidualne próby. Madueke zmusił Tzolakisa do interwencji strzałem prawą nogą, jednak grecki bramkarz zdołał odbić piłkę. Arteta postanowił wzmocnić ofensywę, wprowadzając w 63. minucie Viktora Gyökeresa i Mikela Merino w miejsce Havertza oraz Rice’a. Sześć minut później na murawie pojawili się również Eberechi Eze i Piero Hincapié, zastępując Tzolisa i Riccardo Calafioriego. Eze szybko spróbował szczęścia uderzeniem zza pola karnego, ale jego strzał przeleciał nad poprzeczką.

Przełamanie przyszło w 72. minucie za sprawą zawodników, którzy od początku spotkania przebywali na boisku. Noni Madueke oddał strzał, z którym Tzolakis nie poradził sobie na tyle dobrze, aby oddalić zagrożenie. Bramkarz odbił futbolówkę przed siebie, a Martin Ødegaard jako pierwszy dopadł do piłki i skierował ją do siatki. Norweg zdobył trzecią bramkę w obecnym sezonie Premier League i piątą we wszystkich rozgrywkach. Dla kapitana Arsenalu było to również trafienie szczególnie ważne z perspektywy wyniku, ponieważ beniaminek przez ponad godzinę skutecznie odpierał ataki mistrzów Anglii. W decydującym momencie zabrakło jednak reakcji obrońców, którzy pozwolili Ødegaardowi na dobitkę z bliskiej odległości.

Po stracie gola Hull musiało nieco bardziej otworzyć grę, co stworzyło Arsenalowi dodatkowe możliwości. Merino sprawdził Tzolakisa strzałem z dystansu, a Gyökeres również próbował podwyższyć prowadzenie. W jednej z końcowych akcji Madueke znalazł się w sytuacji, która mogła zakończyć się drugim trafieniem, ale po interwencji bramkarza piłka potoczyła się w kierunku bramki i została wybita z linii przez Brooke’a Nortona-Cuffy’ego. Gospodarze zakończyli spotkanie z 21 strzałami, z czego dziesięć było celnych. Hull odpowiedziało siedmioma próbami, ale tylko dwukrotnie zmusiło Davida Rayę do interwencji. Przyjezdni przez większość meczu radzili sobie z defensywnymi obowiązkami, lecz praktycznie nie stworzyli zagrożenia, które pozwalałoby poważnie myśleć o wyrównaniu.

Sześć zwycięstw różnicą jednej bramki. Tak Arsenal buduje przewagę

Z perspektywy Arsenalu najważniejsza jest oczywiście kolejna wygrana, ale sposób jej odniesienia również zasługuje na uwagę. Londyńczycy zwyciężyli w dziewięciu z dziesięciu spotkań Premier League, jednak aż sześć razy pokonywali rywali różnicą tylko jednego gola. Nie jest to zespół, który regularnie rozbija przeciwników, mimo że dysponuje jednym z najmocniejszych składów w lidze. Jego największą przewagą pozostaje umiejętność ograniczania liczby sytuacji pod własną bramką. Siedem czystych kont w dziesięciu kolejkach oznacza, że Arsenal może pozwolić sobie na przeciętny występ ofensywny, a mimo to nadal mieć bardzo duże szanse na zdobycie trzech punktów.

Nieprzypadkowo sobotnie spotkanie zakończyło się takim samym wynikiem jak wcześniejsza wyjazdowa rywalizacja z Liverpoolem. W obu przypadkach Arsenal nie potrzebował wielu bramek, żeby wygrać, choć przeciwko Hull długo miał problemy z wykorzystaniem przewagi. To spora różnica względem drużyn, których wyniki są uzależnione przede wszystkim od dyspozycji ofensywnych gwiazd. Zespół Artety potrafi przetrwać dłuższe fragmenty bez zdobytej bramki, ponieważ rzadko dopuszcza przeciwników do sytuacji mogących zmienić przebieg spotkania. Można oczywiście zastanawiać się, czy taka skuteczność wystarczy w starciach z najsilniejszymi rywalami, ale dotychczasowe wyniki trudno podważać. Arsenal po dziesięciu kolejkach ma 27 punktów i sześć przewagi nad Manchesterem City, choć sytuacja w tabeli może jeszcze zmienić się po rozegraniu pozostałych spotkań tej serii.

Powtórzenie wyniku z sezonu 2022/23 jest dla londyńczyków interesującym punktem odniesienia. Cztery lata temu dziewięć zwycięstw na początku rozgrywek również dawało ogromne nadzieje na mistrzostwo, ale ostatecznie Arsenal musiał uznać wyższość Manchesteru City. Teraz drużyna Artety ma już doświadczenie zdobyte podczas kilku kolejnych sezonów walki o najwyższe cele, a przede wszystkim może opierać swoje wyniki na solidnej organizacji gry w defensywie. Hull przekonało się o tym w sobotę. Beniaminek przez ponad siedemdziesiąt minut realizował plan, który mógł przynieść mu sensacyjny remis, lecz ostatecznie przegrał i przedłużył serię spotkań bez zwycięstwa do ośmiu. Arsenal tymczasem dopisał kolejne trzy punkty, choć trudno uznać, żeby kibice na Emirates Stadium obejrzeli szczególnie przekonujący występ mistrzów Anglii.

Arsenal – Hull City 1:0 Martin Ødegaard (72.).

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →