Dzień po Derbach Krakowa mieliśmy kolejne starcie, które powodowało podniesienie się temperatury o parę stopni. Korona Kielce i Radomiak Radom nie grają spokojnych spotkań – po ostatnim meczu w Radomiu mieliśmy niemałą aferę związaną z bezpieczeństwem na stadionie Zielonych. Wiedzieliśmy, że w Kielcach spokojnie nie będzie. Sędzia Tomasz Kwiatkowski nasięgał się do kieszonki z kartkami.
Po ostatnim zwycięstwie podopiecznych Johna Carvera przed własną publicznością mieliśmy nadzieję, że to będzie renesans formy. Radomiak od początku sezonu zawodzi, a żeby w Kielcach liczyć na emocje, potrzebowaliśmy dwóch dobrze przygotowanych drużyn. Spotkał nas zawód, bo przez długi czas bramek nie oglądaliśmy.
Korona Kielce ułożyła sobie wszystkie sprawy na boisku i wyglądała na ekipę, która wie, co chce grać. Odpowiedni doskok w środkowej części placu gry pomagał, aby wybijać Radomiak z rytmu i nie dawać mu przestrzeni do grania. Christos Donis nie miał łatwego życia, gdy musiał radzić sobie praktycznie samodzielnie. Po przeciwnej stronie miał aż trzech piłkarzy – Hellebranda, Jakubczyka i Remacle’a. Tak obsadzona druga linia Korony pomagała w zachowaniu zarówno płynności w grze przy piłce, a także działaniach defensywnych. Po pół godzinie gry jednak i Belg, i Czech mieli na swoim koncie żółte kartki.
Radomiak Radom czekał cierpliwie na swoje szanse
Co do działań ofensywnych – pisać możemy jedynie o poczynaniach Kielczan. Filip Majchrowicz miał trochę kreciej roboty, odbijał strzał głową Mariusza Stępińskiego, ale dużo groźnych uderzeń nie było. Przynajmniej nie takich, do których bramkarz Radomiaka musiał się zbierać. Hellebrand uderzając wolejem pomylił się, choć nieznacznie. Po przerwie już dość niewidoczny Camilo Mena trafiał płaskim strzałem w słupek. I jeśli tu moglibyśmy pochwalić za coś przyjezdnych, to właśnie za niwelowanie zagrożenia skrzydłowych. Wiadomo powszechnie, że właśnie boki boiska to najmocniejszy punkt Kielczan – a szczególnie powołany do kadry Kolumbii Mena. Może właśnie przez koncentracje na zabezpieczaniu własnych tyłów, Radomiak nie potrafił odważniej podejść pod bramkę Xaviera Dziekońskiego. Długo czekaliśmy przez to na celny strzał w wykonaniu piłkarzy z województwa mazowieckiego, jednakże gdy już ten się wydarzył, to od razu zmienił nam się wynik. Dośrodkowanie z rzutu wolnego zostało przedłużone, Filip Koperski uciekł spod krycia i miał bardzo łatwą sytuację, do strzelenia gola głową.
Nie było powrotu Korony do dominacji – Majchrowicz tylko raz musiał łapać piłkę po koślawym uderzeniu. Radomiak wręcz przeciwnie. Dziekoński nogami interweniował po próbie Che Nunnely’ego, ale nie ruszył się ani na centymetr, gdy Jan Grzesik sprytnie główkował. Nie było strzału na siłę, było dołożenie głowy tak, aby piłka przelobowała bramkarza. Radomianie dwa razy tak naprawdę zagrozili i dwa razy trafiali do siatki.
Czy przyjezdni dowiozą prowadzenie? To pytanie mogło się pojawić, gdy zaraz po osiągnięciu dwubramkowej przewagi drugą żółtą kartkę zarobił Zie Ouattara. Końcówka grana w dziesiątkę mogła przynieść całkowite odwrócenie wyniku. Kielczanie atakowali, próbowali wrzutek i strzałów z dystansu, lecz jedyne co oglądaliśmy, to kolejce interwencje Majchrowicza. Przy Ściegiennego sobotni mecz zepsuł nastroje.


