Ściganie w Meksyku jak co roku dostarcza sporej dawki emocji. W tym roku może ścigania było nieco mniej, lecz dostaliśmy parę momentów do zapamiętania na lata. Formuła 1 ma nowego mistrza świata, którego na rękach noszą Max Verstappen i Lewis Hamilton. Valtteri Bottas ulega groźnemu wypadkowi, a Charles Leclerc po raz kolejny pokazuje jak bardzo niedojrzałym na swój wiek jest kierowcą. Działo się i czas to podsumować.
Grande Kimi! Piękna historia
20-letni Włoch przypieczętował tytuł, dojeżdżając do mety na trzeciej pozycji. Pobił tym samym rekord Sebastiana Vettela o ponad trzy lata. Antonelli został najmłodszym mistrzem w historii Formuły 1. Kimi Antonelli ma 20 lat i 68 dni. Włoch ustanowił rekord, który jeszcze niedawno wydawał się niezwykle trudny do pobicia. Dotychczas żaden kierowca nie zdobył tytułu przed ukończeniem 23 lat. Dodatkowo Antonelli został pierwszym włoskim mistrzem świata od 1953 roku. Wtedy po drugi tytuł sięgnął Alberto Ascari. Włoscy kibice czekali zatem na podobny sukces 73 lata.
Fantastyczna historia młodego chłopaka, który jeszcze nie tak dawno, jedyne o czym marzył to żeby chociaż raz wystartować w Formule 1. A on w drugim swoim sezonie wygrywa mistrzostwo świata. Historia pokazała, że jak ktoś wygrywa mistrzostwo w młodym wieku, to pozostaje w czubie stawki na długie lata. To dopiero pierwszy rozdział jego kariery, a kolejne tytuły i zwycięstwa to tylko kwestia czasu. A obrazek, na którym Antonellego podnoszą dwaj inni mistrzowie tego sportu pozostanie z fanami na zawsze. Fantastyczna, kinowa historia budująca Formułę 1 jako markę na kolejnych wiele lat.
W Ferrari się nigdy nie nauczą
Charles Leclerc na starcie pokazał, dlaczego jeszcze nie jest gotowy na to by walczyć o tytuł mistrza świata. Monakijczyk za wszelką cenę chciał wyprzedzić Lewisa Hamiltona – swojego zespołowego kolegę. Dostał za to 5 sekund kary i pokrzyżował plany zespołowi na podwójne podium albo zwycięstwo jednego z kierowców. Leclerc zachował się bardzo nieodpowiedzialnie i mówi już o tym otwarcie Lewis Hamilton. Czasami trzeba zagrać dla zespołu, a swoje ambicje schować do kieszeni. Wyczekać odpowiedni moment i dopiero wtedy zaatakować. Najwięcej na tym skorzystał Max Verstappen, który może wysłać czekoladki w podziękowaniu do Ferrari za sytuację z pierwszego okrążenia. Holender odniósł trzecie zwycięstwo w sezonie, podkreślając tym samym, że ma niemałą chrapkę na tytuł wicemistrza świata.
McLaren to średni zespół?
O tym, że McLaren to średni zespół niech świadczy fakt, że Lando Norris nie potrafił przez kilkanaście okrążeń wyprzedzić Charlesa Leclerca jadącego startymi oponami. Z kolei Oscar Piastri uwikłał się w walkę z Arvidem Linbladem o siódme miejsce. Australijczyk swoją drogą przeżywa brutalne zderzenie z rzeczywistością jeśli chodzi o oczekiwania. Jeszcze w końcówce poprzedniego sezonu był do ostatniego wyścigu w walce o tytuł mistrza świata. A teraz regularnie przegrywa walkę z zespołowym kolegą i nie potrafi nawet porządnie powalczyć o miejsca na podium.
McLaren względem poprzedniego sezonu zaliczył potężny regres. Z tytułu mistrzowskiego nie zostało niemal nic. Ten zespół jest teraz czwartą siłą w stawce i tylko przy dobrych wiatrach lub dobrej specyfikacji toru pod kątem bolidu potrafią powalczyć o coś więcej. Przyszły rok będzie bardzo kluczowy dla tej ekipy. Trzeba się pozbierać.
Esteban Ocon brzydko się żegna
Dziwne rzeczy dzieją się w Hassie. W sobotnie popołudnie zespół ogłosił, że Ryo Hirakawa zastąpi Estebana Ocona w GP Meksyku. Japończyk zadebiutował tym samym w Grand Prix i zdobył jeden punkt., a zespół zastrzega, że na tym etapie nie udziela dalszych informacji. Do tej pory nie wiadomo, co tak naprawdę się stało. Esteban Ocon wydał długie oświadczenie i do tej pory nikt nie wie, czy jeszcze w tym sezonie Formuły 1 w barwach Haasa pojedzie.
„Wybitne” pożegnania ma z zespołami Esteban Ocon. Najpierw w Alpine nie dali mu przejechać ostatniego wyścigu w Abu Dhabi i pojechał ostatecznie Jack Doohan. Teraz potencjalnie poleciał na pięć ostatnich wyścigów z niewiadomych przyczyn. Im dłużej Haas będzie milczał o co poszło tym gorzej dla każdej ze stron. Fakty są jednak takie, że Ocon musi być koszmarną osobą do współpracy, bo co odchodzi z jakiegoś miejsca to w kiepskiej atmosferze. Z drugiej strony taka decyzja Haasa musiała mieć jakieś solidne podłoże, nie wzięła się znikąd.


