Chorwacja przegrywała już wysoko z Hiszpanią, Anglią czy Portugalią, ale czegoś takiego w historii swojej reprezentacji jeszcze nie przeżyła. Drużyna Slavena Bilicia została w Rijece rozbita przez Anglików aż 0:7. Harry Kane i Bukayo Saka zdobyli po dwie bramki, Jude Bellingham zakończył spotkanie z golem i trzema asystami, a do siatki trafili również Anthony Gordon oraz Morgan Rogers. Anglia prowadziła 4:0 już do przerwy i właściwie przez cały wieczór była od gospodarzy szybsza, silniejsza i znacznie dokładniejsza.
Poprzedni najgorszy wynik Chorwacji stanowiło 0:6 z Hiszpanią w Lidze Narodów w 2018 roku. Teraz niechlubny rekord został poprawiony jeszcze o jedną bramkę. Tym bardziej dotkliwie, że cztery dni wcześniej Chorwaci również mierzyli się z Hiszpanią i przegrali 1:4. Dwa spotkania z zespołami należącymi do europejskiej czołówki zakończyli więc bilansem 1:11. Anglicy nie potrzebowali dużo czasu, żeby wykorzystać problemy gospodarzy. Już w ósmej minucie Marc Guéhi przejął niedokładnie zagraną piłkę, Bellingham natychmiast uruchomił Harry’ego Kane’a, a kapitan mocnym strzałem pokonał Dominika Livakovicia. Chorwacja chciała rozpoczynać akcje krótkimi podaniami, lecz pod pressingiem Anglików bardzo szybko pojawiały się straty i wymuszone zagrania. Alex Scott po raz pierwszy wyszedł w podstawowym składzie seniorskiej reprezentacji, Elliot Anderson odpowiadał za ogromną część pracy bez piłki, a Bellingham miał dzięki temu znacznie więcej swobody kilka metrów wyżej.
Bellingham był wszędzie
Pomocnik Realu Madryt szybko przestał być wyłącznie zawodnikiem odpowiadającym za ostatnie podanie. W 21. minucie Gordon odebrał dośrodkowanie Saki i posłał piłkę wzdłuż bramki, a Bellingham pojawił się kilka metrów przed Livakoviciem i podwyższył na 2:0. Jeszcze przed przerwą zaliczył drugą asystę, wykładając piłkę Sace, a w końcówce spotkania posłał podanie, po którym Morgan Rogers zdobył siódmą bramkę. Bilans Bellinghama zatrzymał się więc na golu i trzech asystach. Same liczby nie oddają jednak liczby miejsc, w których można było go zobaczyć. Momentami schodził głębiej po piłkę, przy kolejnych akcjach pojawiał się za plecami Kane’a, a gdy skrzydłowi rozciągali ustawienie Chorwatów, wbiegał w pole karne. Gospodarze próbowali przeciwstawić temu doświadczenie Luki Modricia i Mateo Kovacicia, ale to młodszy angielski środek pola narzucił tempo meczu.
Anglia groźnie atakowała również bokami. Gordon często pojawiał się po lewej stronie razem z Lewisem Hallem, natomiast Saka stwarzał problemy po przeciwnej stronie. Trzecia bramka przyszła jednak po akcji prawego obrońcy Jarella Quansaha. Jego dośrodkowanie głową wykorzystał Gordon, który przedłużył serię występów z golem lub asystą w reprezentacji do siedmiu kolejnych spotkań. Chorwaci mieli swoje momenty. Przy 0:1 Pickford zdążył przed Ivanem Perisiciem, a po jednej ze strat Andersona Mateo Kovacić minął angielskiego bramkarza, lecz nie trafił do pustej bramki. Było już wtedy 0:3. Kilkadziesiąt sekund później Bellingham znalazł Sakę i Anglia schodziła do szatni z czterema golami przewagi.
Kane zdobył bramki numer 88 i 89
Po przerwie obraz gry właściwie się nie zmienił. W 53. minucie Anderson przedarł się prawą stroną i dograł do Kane’a, który z bliska zdobył swoją drugą bramkę. Kapitan Anglików nie skończył wieczoru wyłącznie z dubletem. Przy trafieniu Saki na 6:0 sam wystąpił w roli podającego.
Kane po spotkaniu w Rijece ma już 89 bramek w 124 występach dla reprezentacji. Do własnego rekordu strzeleckiego dokłada kolejną serię – trafiał w sześciu kolejnych wyjazdowych meczach o stawkę. Ostatnim Anglikiem, który dokonał tego 78 lat temu, był Tom Finney. Napastnik Bayernu jest również o krok od innego historycznego wyniku. Peter Shilton rozegrał w reprezentacji 125 spotkań, więc już kolejny występ Kane’a może oznaczać wyrównanie rekordu. 33-latek nadal daje przy tym Anglii znacznie więcej niż obecność w polu karnym. Cofając się po piłkę, wyciągał za sobą obrońców i zostawiał miejsce Bellinghamowi, Gordonowi oraz Sace. Przy przewadze szybkościowej Anglików każde rozciągnięcie chorwackiej defensywy kończyło się kolejnym problemem. Z upływem czasu odległości pomiędzy gospodarzami rosły, a ich stoperzy coraz częściej zostawali bez odpowiedniego wsparcia. Ostatnie trafienie najlepiej pokazało, że Anglicy nie zamierzali zwalniać nawet przy całkowicie rozstrzygniętym spotkaniu. W 87. minucie Bellingham posłał piłkę do Morgana Rogersa, a rezerwowy wykorzystał sytuację i ustalił wynik na 7:0.
Scott wykorzystał pierwszą szansę w podstawowym składzie
Przy siedmiu golach łatwo skupić się wyłącznie na ofensywie, ale Thomas Tuchel dostał również odpowiedź dotyczącą środka pola. Alex Scott po raz pierwszy rozpoczął mecz reprezentacji Anglii od pierwszej minuty i dostał od razu bardzo wymagających rywali. Po drugiej stronie grali Modrić oraz Kovacić, a mimo tego pomocnik Bournemouth nie wyglądał jak zawodnik, który dopiero zaczyna swoją przygodę z seniorską kadrą. Razem z Andersonem odpowiadał za dużą część pressingu i odbiorów, a po odzyskaniu piłki potrafił szybko przenosić grę wyżej. Taki układ pozwalał Bellinghamowi znacznie częściej pojawiać się pod polem karnym zamiast rozpoczynać większość akcji daleko od bramki. Przy jego czterech bezpośrednich udziałach przy golach trudno było o lepszy argument za pozostawieniem mu większej swobody.
Anglia ma teraz sześć punktów po trzech kolejkach Ligi Narodów. Rozgrywki rozpoczęła od porażki 2:3 z Hiszpanią, następnie wygrała 2:0 w Czechach, a w Rijece odniosła najwyższe zwycięstwo za kadencji Tuchela. Kolejny mecz z Czechami może dodatkowo umocnić jej pozycję w walce o ćwierćfinał. Znacznie trudniejsza jest sytuacja Chorwatów. W pierwszej kolejce wygrali 2:1 w Czechach, ale później przyszły porażki 1:4 z Hiszpanią i 0:7 z Anglią. Jedenaście straconych bramek w dwóch spotkaniach z najmocniejszymi rywalami w grupie trudno już traktować jako pojedynczy nieudany wieczór. Anglicy tymczasem drugi raz w ciągu niespełna czterech miesięcy pokonali Chorwację. Na mundialu wygrali 4:2, teraz różnica była nieporównywalnie większa. Bellingham zakończył wieczór z czterema udziałami przy bramkach, Kane pobił kolejną granicę, a Chorwacja zapisała w swojej historii wynik, którego z pewnością nie chciała zapamiętać.


