Przebudowa (póki co) nie daje efektu. Arka Gdynia z trudnym początkiem sezonu

Po spadku z Ekstraklasy Arka Gdynia właściwie zbudowała zespół od początku. Latem sprowadziła 16 zawodników, zmieniła trenera, a w ostatnim meczu z Wartą Poznań aż dziewięciu piłkarzy podstawowego składu było nowymi nabytkami. Problem w tym, że mimo tak dużej przebudowy efekty są na razie nierówne. Po ośmiu kolejkach Arka ma 11 punktów i nie wygrała żadnego z czterech ostatnich spotkań ligowych.

Po spadku w Gdyni nie zdecydowano się na kosmetykę. Odeszli między innymi Damian Węglarz, Michał Marcjanik, Sebastian Kerk, Kike Hermoso, Luis Perea, Joao Oliveira, Marc Navarro, Edu Espiau czy Patryk Szysz. Z klubem pożegnali się więc nie tylko zawodnicy szerokiej kadry, ale też piłkarze, którzy wcześniej odgrywali ważne role. W ich miejsce sprowadzono aż 16 nowych zawodników. Skala zmian bardzo szybko przełożyła się na wyjściowy skład. Już w pierwszej kolejce przeciwko Odrze Opole od pierwszej minuty zagrało siedmiu nowych piłkarzy. W kolejnych meczach najczęściej było ich ośmiu, a przeciwko Warcie aż dziewięciu.

Skala zmian jest potężna

Niektóre ruchy transferowe od razu zaczęły się bronić. Konrad Gruszkowski i Marco Komenda wystąpili od początku we wszystkich ośmiu ligowych spotkaniach. Obaj szybko stali się podstawowymi elementami defensywy, a Gruszkowski dołożył również dwie asysty. Jeszcze lepiej pod względem liczb wyglądają Filip Waluś i Michał Milewski. Obaj mają po dwa gole w lidze, regularnie wychodzą w podstawowym składzie i należą dziś do najważniejszych nowych zawodników Arki. Dominik Kun również wystąpił we wszystkich ośmiu kolejkach i zdobył bramkę dającą zwycięstwo z Odrą. Waluś, Milewski i Kun strzelili łącznie pięć z dziesięciu ligowych goli zespołu. Są jednak także znacznie mniej oczywiste przypadki. Dawid Arndt rozpoczął sezon jako pierwszy bramkarz i zagrał w sześciu kolejnych meczach. Zachował trzy czyste konta, ale po spotkaniu z Miedzią Legnica stracił miejsce na rzecz Jędrzeja Grobelnego. To jeden z pierwszych przykładów tego, że hierarchia w nowej drużynie wciąż nie jest ustalona.

Regularnie pojawiają się również Szymon Lewkot, Kuba Solecki i Maciej Ambrosiewicz. Nie są jednak na razie zawodnikami, którzy w pojedynkę zmieniają obraz zespołu. Stanowią ważną część rotacji i dostają sporo minut, ale trudno mówić o takim wpływie, jaki mają dziś choćby Waluś czy Milewski. Największy znak zapytania dotyczy ofensywnych transferów. Bartłomiej Pawłowski miał być jednym z najbardziej doświadczonych nowych zawodników, ale na razie pojawia się sporadycznie. W lidze zagrał cztery razy i dopiero przeciwko Warcie po raz pierwszy wyszedł w podstawowym składzie. Nie ma jeszcze gola ani asysty. Podobnie wygląda sytuacja Elmedina Ramy. Albańczyk wystąpił w siedmiu meczach ligowych, ale tylko raz od początku. Swoją jakość pokazał za to w Pucharze Polski, gdzie zdobył dwie bramki przeciwko Resovii. W lidze nadal czeka na pierwsze trafienie. Jakub Kowalski, Elian Demirović, Natan Dzięgielewski czy Javier Domínguez pozostają przede wszystkim zawodnikami rotacji. Maksymilian Sznaucner wciąż czeka na ligowy debiut.

Arka Gdynia póki co zawodzi

Marek Jarolim dostał więc drużynę, która latem została praktycznie złożona od początku. Na początku sezonu wyglądało to obiecująco. Arka wygrała 1:0 z Odrą Opole, później rozbiła Stal Rzeszów 4:0. Po dwóch kolejkach miała sześć punktów i bilans bramek 5:0. Później pojawiły się problemy. Po porażce 0:2 z Unią Skierniewice przyszło jeszcze zwycięstwo 3:0 z Puszczą Niepołomice, ale od tamtego momentu Arka już w lidze nie wygrała. Przegrała 0:2 z Miedzią, zremisowała z Polonią Bytom i ŁKS-em, a w ostatniej kolejce została rozbita 0:3 przez Wartę Poznań. Szczególnie źle wyglądają wyjazdy. Trzy ostatnie ligowe delegacje to trzy porażki i bilans bramkowy 0:7. Niepokoi także sposób, w jaki Arka przegrała w Poznaniu. Jarolim dokonał aż sześciu zmian w podstawowym składzie, ale efekt był bardzo słaby. Gdynianie oddali tylko jeden celny strzał i przez większość spotkania nie potrafili narzucić Warcie swoich warunków.

– Musimy przyjąć krytykę, bo przeważali w każdym aspekcie – przyznał po meczu trener Arki. Po ośmiu kolejkach trudno jeszcze wydawać ostateczny wyrok na temat letniej przebudowy. Kilka transferów już się sprawdziło, część nadal potrzebuje czasu, a kilku nowych zawodników nie odgrywa jeszcze większej roli. Jedno jest jednak jasne. Arka nie jest już zespołem po drobnej korekcie, tylko praktycznie nową drużyną. W meczu z Wartą dziewięciu z jedenastu zawodników podstawowego składu przyszło do klubu latem. To może tłumaczyć brak stabilności, ale jedyny zakładany scenariusz to walka o powrót do Ekstraklasy. Z każdym kolejnym tygodniem pytanie nie będzie już brzmiało, czy nowi zawodnicy zdążyli się zgrać, tylko czy ta przebudowa rzeczywiście stworzyła zespół wystarczająco dobry, by walczyć o awans.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img