Czerwona kartka nie pomogła. Zagłębie nie miało sposobu na Pogoń

Najwięksi przegrani starcia Zagłębia Lubin z Pogonią Szczecin? Rzecz jasna Miedziowi, którzy przez blisko 70 minut grali w przewadze jednego zawodnika, ale nie zdołali wbić nawet jednej bramki. Poza tym Filip Cuić, który osłabił Szczecinian w bardzo głupi sposób, tracąc głowę i prostacko kopiąc rywala. Napastnik ma szczęście, że koledzy zdołali wywieźć z Lubina przynajmniej punkt.

To był mecz o ciekawej historii. Zarówno Miedziowi, jak i Portowcy mieli na koncie po 7 punktów. Obie ekipy rozegrały cztery spotkania, a przegrały zaledwie raz. W obu przypadkach rywalem, który zgarniał pełną pulę, była Legia Warszawa. Przechodząc już stricte do dzisiejszej rywalizacji, wskazanie faworyta sprawiało problemy. I jedni, i drudzy, w pierwszych starciach sezonu pokazywali się z niezłej, pragmatycznej strony, choć były też pewne niedociągnięcia. Decydujące mogły okazać się detale.

Głupota Cuicia utrudniła sytuację Pogoni

Mecz na starcie przebiegał tak, jak zazwyczaj, gdy spotykają się drużyny o bardziej pragmatycznej twarzy. Pogoń nie potrafiła zaskoczyć dobrze zorganizowanego Zagłębia i vice versa. Nieco chaosu wkradało się więc w grę, a co za tym idzie – niedokładności. Najbardziej obiecujące akcje zespoły przeprowadziły po kontratakach, ale gospodarze nie utrzymali w swoim ataku tempa, a po drugiej stronie Filip Cuić fatalnie podawał do jednego z kolegów.

Wkrótce zaczął się brzydszy fragment spotkania – pod kątem fair play. Najpierw, w 23. minucie, Filip Cuić złośliwie kopnął Damiana Michalskiego i otrzymał czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie. Dodatkowo za dyskusje z arbitrem po żółtej kartce zarobili Valentin Cojocaru oraz Filip Kocaba. Chwilę później Michalis Kosidis zrewanżował się na Dimitriosie Keramitsisie za co również dostał żółty kartonik.

Czerwień dla Cuicia w teorii musiała zmienić obraz gry. Wydawało się, że Lubinianie przejmą kontrolę. Jednak ich przewaga nie była tak wyraźna. Posłali kilka centr, ale oddawali niecelne strzały. Nie potrafili skruszyć poukładanej defensywy Szczecinian. Pogoń zaś od czasu do czasu na dłużej oddalała zagrożenie z własnej połowy. Nie broniła się wyłącznie w niskim bloku, ale starała się przenosić ciężar gry wyżej. Koniec końców jednak oficjalnie oddała zaledwie jeden strzał w całej połowie (nieoficjalnie uderzał też Paul Mukairu, lecz jednocześnie faulował rywala), co sugerowało o tym, że po przerwie może znaleźć się w tarapatach.

Zagłębie nie wykorzystało szansy

Po wznowieniu mecz rozkręcał się powoli. Dość długo trwały przygotowania Miedziowych do rzutu wolnego po faulu Benjamina Mendy’ego, a zaraz potem pomoc medyczną musiano udzielić Cojocaru. Kiedy wreszcie piłka zaczęła znajdować się w grze, szybko udało się Marcelowi Regule przetestować czujność i formę bramkarza. W 52. minucie oddał mocny strzał po tym, jak zatańczył z degensorami.

Więcej konkretów ze strony gospodarzy natomiast brakowało. Czyhali na błędy ze strony Pogoni, ale ta dobrze zarządzała starciem. Co prawda w 60. minucie straciła bramkę, ale padła ona po spalonym. Obronioną petardę Reguły dobijał znajdujący się na zbyt wysuniętej pozycji Sebastian Kerk. Na więcej już nie pozwalała, a nawet sama tworzyła sobie sytuacje po stałych fragmentach gry.

Zagłębie naciskało, próbowało jakkolwiek przepchnąć to spotkanie, ale brakowało mu w tej przepychance siły. W końcówce zdołało jeszcze wypracować sobie jakieś szanse, ale nie było efektu w postaci upragnionego gola. Dwa razy nad bramką główkował Filip Szymczak. Nad bramką huknął także ze znacznej odległości Aleks Ławniczak. Rzutem na taśmę wygraną mógł dać Reguła, ale Cojocaru wykazał się refleksem i obronił strzał z bliskiej odległości.

Zespół trenera Leszka Ojrzyńskiego musiał odnaleźć się w nietypowym dla siebie stylu gry i zakończyło się to fiaskiem. Oczywiście nie kompletnym fiaskiem, bo zawsze mógł przegrać. Lecz to chyba marne pocieszenie. A Cuić może czuć ulgę, że Portowcy nie zapłacili pełnej ceny za jego głupotę.

Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin 0:0

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img