Ekwador pod butem jedenastu locos. Meksyk zagrał oszałamiająco

To, co Meksyk zagrał w pierwszej połowie meczu z Ekwadorem, nie można określić innym słowem niż bajka. Nie tylko przygniótł przeciwnika intensywnością w poruszaniu się, ale też wysoką jakością w aspektach czysto piłkarskich. A przecież miał naprzeciw siebie zespół, który również umie grać w piłkę, a fizyczność nazwalibyśmy jego głównym atutem. Dziś jednak La Tri bliżej było do postawy ze spotkania z Curacao niż z Niemcami.

Wbrew pozorom czekało nas ciekawe starcie. Mierzyły się bowiem zespoły ambitne, grające na wysokiej intensywności. Poza tym w trwającym roku Meksyk jeszcze nie przegrał meczu, a swoją grupę na mundialu zakończył na 1. miejscu z kompletem zwycięstw. Jednak rywale pokroju Czech, Republiki Południowej Afryki, czy Korei Południowej niezbyt pozwolili na ocenę jego prawdziwego potencjału. Teraz miało czekać go właściwe wyzwanie.

REKLAMA

Ekwador bowiem zamierzał kontynuować swój sen po historycznym awansie do fazy pucharowej. Nakręcony był nie tylko tym, ale też faktem, że bilet do 1/16 finału wywalczył po świetnym zwycięstwie z Niemcami. Jednocześnie nadal musiał coś udowodnić na mundialowych stadionach, bo wcześniej przegrał po niezłym meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej oraz sensacyjnie zremisował bezbramkowo z Curacao.

Nakręceni Meksykanie stłamsili oponentów

W pierwszych minutach zespół z Ameryki Południowej nie wiedział co się dzieje i czas spędzał głównie w obronie. Olśniewająco prezentowali się El Tri na tle swoich rywali. Po 7 minutach gry oddali już cztery strzały – najlepszą szansę miał Raul Jimenez, ale jego strzał głową powędrował daleko od słupka. W swoich poczynaniach cechowali się konkretnością, eksplozywnością oraz energicznością. Górowali pod każdym względem – taktycznym, fizycznym, technicznym.

Podopieczni Sebastiana Beccacece spróbowali w końcu odpowiedzieć. Podeszli wyżej, odwzajemniali się agresją w pojedynkach, których toczono na boisku pełno. W 18. minucie zdołali pierwszy raz zagrozić przeciwnej bramce. Ładną akcją indywidualną popisał się John Yeboah, ale uderzył tylko w słupek. Starcie nie traciło na dynamice, będąc bardzo zażarte.

Meksykanie jednak osiągnęli dziś inny poziom. Piłką operowali jak po sznurku. Grając na jeden – dwa kontakty, często mijali wysoki pressing. W ich wykonaniu wydawało się to dziecinnie proste. W taki też sposób padła pierwsza bramka El Tri. Cała akcja rozpoczęła się od wzorowego przeniesienia futbolówki wyżej pod naciskiem Ekwadorczyków. Następnie Roberto Alvarado zagrał za linię obrony do wychodzącego na wolne pole Juliana Quinonesa. Ten wpadł w pole karne, przymierzył i huknął nie do obrony.

A drugie trafienie to popis gry w odbiorze. Niecelne podanie Joela Ordoneza przejął Jimenez, który został architektem całej akcji. Najpierw podał do Quinonesa, założywszy siatkę Moisesowi Caicedo, a po otrzymaniu piłki zwrotnej po prostu umieścił ją w okienku bramki Hernana Galindeza.

Z korzystnym wynikiem zawodnicy Javiera Aguirre trochę oddali inicjatywę, cofając się. La Tri nie potrafili z tego skorzystać. Jedynie Yeboah był w stanie zaoferować trochę nieprzewidywalności, drugi raz groźnie strzelając i tym razem zmuszając Raula Rangela do interwencji. Niech o poziomie ich bezradności świadczy fakt, że próby skrzydłowego znanego z polskich boisk okazały się jedynymi szansami drużyny w całej połowie.

Bezzębny Ekwador

Po zmianie połów Meksyk prezentował styl z końcówki poprzedniej części meczu. Postawił na pragmatyczną postawę, nastawioną na kontrolę wydarzeń bez piłki przy nodze oraz na fazy przejściowe. Wytracił jednak impet, co było logiczne, bo grać z tak wysoką intensywnością, jak we wcześniejszych fragmentach, się nie dało. Wiele na tym nie stracił, bo w średniej i niskiej obronie zachowywał się właściwie.

Choć La Tri utrzymywali się przy futbolówce długimi fragmentami, niewiele z tego wynikało. Mało do ich poczynań wnieśli zmiennicy, Angelo Preciado oraz Yaimar Medina, a potem Kevin Rodriguez. W ataku pozycyjnym nie mieli pomysłu na zaskoczenie północnoamerykańskiej drużyny. Aż do przerwy na nawodnienie oddali zaledwie jeden strzał – niegroźny zresztą, bo Pedro Vite uderzył z pokaźnego dystansu niecelnie. Meksykanie wiedzieli, co robili, bo Ekwadorczycy nie raz podczas turnieju pokazali, że w takiej grze nie czują się najlepiej.

REKLAMA

Dopiero po wspomnianej przerwie pod bramką Rangela zrobiło się groźniej. Po długim podaniu Rodriguez znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem, lecz przegrał pojedynek, uderzając obok słupka. To była najlepsza szansa ekipy trenera Beccacece. Do końca starcia oddała ona jeszcze parę uderzeń, ale niezbyt niebezpiecznych. Niestety z mundialem pożegnała się nie golem, a czerwoną kartką. Piero Hincapie nie wytrzymał presji i podczas utarczki słownej ze Santiago Gimenezem zakrył usta. A od tych mistrzostw jest to przecież zabronione. Po końcowym gwizdku Meksyk mógł cieszyć się z wypracowanego w dobrym stylu awansu do 1/8 finału.

Meksyk – Ekwador 2:0 (Quinones 22′, Jimenez 31′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ