Meksyk górą w hicie z Koreą Południową. El Tri pokonali azjatyckich rywali skromnym wynikiem 1:0. Starcie było bardzo wyrównane i do czasu zdobycia przez nich gola trudnym zadaniem wydawało się wskazanie lepszej drużyny. Koreańczycy przez 40 minut bili głową w mur, aby sforsować defensywę gospodarzy turnieju, co ostatecznie się im nie udało.
Meksyk i Korea nie odpalili fajerwerków w pierwszej połowie
Całą dzisiejszą mundialową noc wyczekiwaliśmy na to starcie, które miało być hitem. Gra na to wskazywała, bo choć brakowało ciekawych akcji, to poziom intensywności obie ekipy prezentowały widowiskowy. Zarówno jedni, jak i drudzy, chcieli utrudniać życie rywalowi poprzez agresywny pressing. Więcej kłopotów sprawiał on Korei Południowej, która, mając problem z przebiciem się przez środek, próbowała dostawać się pod przeciwną bramkę długimi podaniami za linię obrony. Często jednak łapała się na pułapkę ofsajdową.
Z kolei Meksyk miał więcej swobody w swoich poczynaniach. Pomimo naciskających Koreańczyków częściej starał się przesuwać wyżej, grając po ziemi. Miał też więcej inicjatywy. Podczas gdy zespół z Azji długo nie potrafił oddać żadnego strzału, El Tri najpierw dwa razy strzelili z dystansu za sprawą Briana Gutierreza oraz Roberto Alvarado (natomiast zrobili to zbyt lekko), a potem zagrozili bramce Seung-Gyu Kima po uderzeniu Juliana Quinonesa z główki.
Tygrysy Azji pierwsze uderzenia odnotowali dopiero po 40. minucie gry. Young-woo Seol trafił w trybuny, strzelając z ostrego kąta. Z kolei Kang-in Lee został zablokowany. Tego byłoby właściwie na tyle. Więcej konkretów już nie było. Jedyną atrakcją możemy nazwać zmianę w obrazie gry. Pod koniec połowy zawodnicy trenera Myung-bo Honga zaczęli więcej operować piłką. Sytuacja na boisku układała się patowo.
Dramatyczny błąd bramkarza Korei
Po przerwie losy spotkania szybko się odmieniły. W 50. minucie Seung-Gyu Kimowi wypadła z rąk piłka. Bramkarz popełnił błąd przy próbie złapania jej. Z błędu, przekreślającego całą włożoną przez koreański zespół pracę, skorzystał Luis Romo. Meksyk zdołał więc ustawić dalszy przebieg połowy pod swój plan.
Plan, któremu Korea Południowa nie mogła się przeciwstawić. Po 6 minutach od straty gola szansę na wyrównanie miał Heung-min Son. Doświadczony zawodnik otrzymał wypieszczone podanie prostopadłe w pole karne, jednak nie wykorzystał go. Zbyt długo składał się do strzału. Ta akcja pokazała, że legendę koreańskiej piłki porządnie nadgryzł ząb czasu. Przykro patrzyło się na Sona tym bardziej, że zaraz po zmarnowanej okazji zszedł z boiska.
Zmuszone do odrabiania straty Azjatyckie Tygrysy przez większość czasu klepały piłkę po linii obrony, ale na próżno szukały przyspieszenia przy tak energicznie przesuwających się piłkarzach trenera Javiera Aguirre. Stać je było zaledwie na uderzenia z dystansu In-beom Hwanga oraz Kang-ina Lee. El Tri prezentowali wysoki poziom przygotowania fizycznego i świetną organizację gry.
W końcówce okazało się też, że mieli szczyptę szczęścia, bo ich rywale zdołali jeszcze wypracować sobie, wśród kilku mniejszych okazji, ostatnią znakomitą sytuację. Gue-sung Cho sprawdził refleks Raula Rangela po strzale głową i ofiarnej próbie dobitki z bliskiej odległości. Bramkarz zaliczył test na szóstkę. Tym samym Meksyk jako pierwsza reprezentacja na trwającym mundialu matematycznie zapewniła sobie awans do fazy pucharowej.

