Na mistrzostwach świata 2026 możemy zachwycać się wieloma wschodzącym gwiazdami, ale przynajmniej na razie prym wciąż wiedzie stara gwardia. Jej czołowym reprezentantem jest Leo Messi, którego po 1. kolejce fazy grupowej mundialu po prostu trzeba uznać najlepszym z najlepszych. Wielu innych zawodników również dokonywało jednak rzeczy niemożliwych. Postaraliśmy się zebrać ich w jedenastce kolejki, za każdym razem uzasadniając wybór i wyróżniając kilka zasług każdego z graczy.
Bramkarz: Vozinha (Republika Zielonego Przylądka)
O 40-latku z drugiej ligi portugalskiej jeszcze parę dni temu nikt nie słyszał. Po meczu Cabo Verde z Hiszpanią (zakończonym bezbramkowym remisem) wszystko się jednak zmieniło. Dziś pseudonim golkipera (który można przetłumaczyć jako „babcia”) jest na ustach kibiców z całego świata. Nic dziwnego – w końcu to człowiek, który mógł nawet nigdy nie grać profesjonalnie w piłkę, a zatrzymał jedną z najlepszych ekip globu. Zanotował 7 interwencji, a niektóre z nich wymagały od niego wzbicia się na absolutne wyżyny swoich umiejętności. Dokonał czegoś niesamowitego, co z pewnością zostanie zapisane na lata i niejednokrotnie będzie przypominane przy okazji kolejnych mundiali.
Lewy obrońca: Sead Kolašinac (Bośnia i Hercegowina)
Czas mija, a Bośniak wciąż ma to coś, co pozwala mu być królem lewej flanki! Wieloletni zawodnik Schalke i Arsenalu popisywał się skutecznością w obronie i bardzo utrudniał Kanadyjczykom kreowanie akcji. Często ratował swoją ekipę wybiciami w newralgicznych momentach, raz robiąc to nawet tuż sprzed linii bramkowej. To właśnie w ten sposób uniemożliwił Stephenowi Eustaquio trafienie, które wydawało się już nieuniknione. Potrafił też przenieść ciężar gry do przodu, czy to za sprawą podań progresywnych, czy rajdów swoją stroną boiska. Odegrał też kluczową rolę z punktu widzenia ofensywy i końcowego rezultatu spotkania. To właśnie on przedłużył bowiem dośrodkowanie Bośniaków z rzutu rożnego, które z najbliższej odległości na gola zamienił Jovo Lukić. Kolašinac był więc zawodnikiem nieocenionym zarówno w najważniejszych momentach meczu, jak i w zwykłych, trwających pełne 90 minut trudach spotkania.
Środkowi obrońcy: Steve Kapuadi (Demokratyczna Republika Konga), Harry Souttar (Australia)
To ogromna duma, że bez żadnego naciągania możemy umieścić przedstawiciela PKO Bank Polski Ekstraklasy w tak elitarnym gronie. Zawodnik znany fanom Legii i Widzewa pokazał, że nie boi się nie tylko rywalizacji z Mikaelem Ishakiem czy Karolem Czubakiem. Podobnie podszedł do walki z naszpikowaną gwiazdami Portugalią, a pojedynki z Cristiano Ronaldo, Bernardo Silvą i spółką wyglądały w jego wykonaniu jak „zwykły dzień w biurze”. Miał też momenty, gdy podłączał się do działań na połowie rywali, a ich dobór był dowodem jego boiskowej inteligencji. Kapuadi po prostu umie czytać grę i przewidywać, gdzie na placu gry za chwilę może być najbardziej przydatny. Ta świetna zaleta pozwoliła stoperowi Konga wielokrotnie dobrze interweniować i hamować zapędy przygaszonej Portugalii.
Drugim stoperem w naszym zestawieniu jest Australijczyk, Harry Souttar. Cała jego reprezentacja w 1. kolejce mistrzostw zasłynęła heroiczną obroną, a zawodnik Leicester był liderem tej formacji. Przemawiają za nim nie tylko umiejętności przywódcze, ale także statystyki wygranych pojedynków czy wybić. Nie jest to może najbardziej finezyjny czy najlepszy z piłką przy nodze obrońca na turnieju, ale nie na tym polegają jego mocne strony. Jest on po prostu niezwykle solidnym, wręcz niezawodnym „przecinakiem” ataków rywala, a jego działania w destrukcji przeciwko Turkom zasługują na wyróżnienie.
Prawy obrońca: Joshua Kimmich (Niemcy)
Ktoś może zdziwić się, że z 48 mundialowych ekip akurat Niemcy mieli naszym zdaniem najlepszego prawego obrońcę w 1. kolejce zmagań grupowych. W końcu mierzyli się oni z Curaçao, a więc z – delikatnie mówiąc – niezbyt wymagającym przeciwnikiem. Wciąż nie dyskwalifikuje to Kimmicha jako członka jedenastki kolejki, gdyż w wygranym 7:1 meczu wykazał się on ogromną wszechstronnością. Jasne, czasem trzeba było po prostu skupić sie na obronie, dobrze się ustawić czy odebrać piłkę. 31-latek przebywał jednak pod własną bramką relatywnie mało czasu. Równie często spotkać można go była w tercji ofensywnej. To właśnie stamtąd posyłał precyzyjne dośrodkowania, z których 2 zakończyły się bramkami, a kilka innych nie podzieliło ich losu wyłącznie z winy adresatów. Kimmich dobrze odnajdował się też w tłoku, gdzie nic nie robił sobie z obecności rywali i imponował odnajdywaniem i wykorzystywaniem nawet najdrobniejszych wolnych przestrzeni między nimi. Właśnie tak powinno się grać będąc faworytem!
Lewy pomocnik: Christian Pulisic (USA)
Chyba nigdy nie widziałem równie fenomenalnego występu w wykonaniu Amerykanina! Pulisic zachwycał szybkością, dryblingiem i czujną obserwacją boiskowej sytuacji, przez co działań na korzyść swoją, ale i całego zespołu. Był katem Paragwaju, a obrońcy nie mieli lepszej opcji, niż po prostu patrzeć na niego z respektem i błagać o litość. Mogą oni mówić o ogromnym szczęściu, dzięki któremu Pulisic nie wrócił na murawę po przerwie. Wszystko dlatego, że poczuł ból i z ostrożności zdecydowano o dokonaniu zachowawczej zmiany. Gdyby nie to, końcowy wynik mógłby być znacznie wyższy niż 4:1. Pulisicia na boisku bardzo brakowało i już nikt nie był w stanie zabrać paragwajskich defensorów na równie widowiskową karuzelę, w której byliby oni tak zagubieni i pozbawieni możliwości właściwej reakcji.
Środkowi pomocnicy: Erik Lira (Meksyk), In-Beom Hwang (Korea Południowa)
Kadra Meksyku oceniana jako kolektyw może i nie była powalająca, ale sam Erik Lira spisał się na medal. Defensywny pomocnik był sercem i mózgiem zespołu. Bardzo dużo biegał i był maksymalnie zaangażowany we wszystkie swoje poczynania, a jednocześnie był centralnym elementem układanki selekcjonera Javiera Aguirre. Kontrolował tempo i kierunek rozgrywania akcji, uspokajał i dynamizował, a w tym wszystkim cechowało go profesjonalne, dokładne podejście. Zagrał 76 minut, po których mógł schodzić w stronę ławki rezerwowych z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku.
Nieco bardziej widowiskowy występ zanotował In-Beom Hwang z Korei Południowej. Jest on jednym z tych graczy w naszej jedenastce (na kolejnych przyjdzie jeszcze czas), którzy poniekąd samodzielnie rozstrzygnęli losy spotkań. Związany z Feyenoordem pomocnik zanotował asystę i gola, miał zatem udział przy obu trafieniach swojej reprezentacji. Wygrana 2:1 z Czechami to więc w dużej mierze jego zasługa. Poza decydującym wpływem na wynik, postawa Hwanga jest unikatowa jeszcze z jednego powodu. To piłkarski artysta, który jest nie tylko skuteczny, ale skuteczność tą prezentuje w niezwykle atrakcyjnej dla oka formie. W świecie, w którym piłkarzy często nazywa się rzemieślnikami, taka „sztuka” i widowiskowość w grze są na wagę złota.
Prawy pomocnik: Yan Diomande (Wybrzeże Kości Słoniowej)
W naszej jedenastce znalazło się już miejsce dla kilku weteranów, ale nie może zabraknąć go również dla przedstawicieli młodszego pokolenia. Mowa przede wszystkim o Diomande, który był bezapelacyjnie najlepszy na boisku podczas rywalizacji Wybrzeża Kości Słoniowej z Ekwadorem. Prawa strona boiska, na której został wystawiony, była dzięki niemu bardzo aktywna, a przeprowadzane tamtędy ataki – niezwykle groźne. 19-latek chętnie wchodził w pojedynki indywidualne, które zawsze, nawet w najtrudniejszych warunkach, pozwalają stworzyć sobie przewagę. Właśnie tego powinno oczekiwać się od skrzydłowych i tym razem funkcjonowało to bez zarzutu. Warto też zwrócić uwagę na modelową współpracę z ustawionym w pobliżu Guelą Doue. Obaj panowie bardzo dobrze się rozumieli, a ich działanie znacząco poszerzało wachlarz dostępnych dla nich rozwiązań ofensywnych.
Napastnicy: Leo Messi (Argentyna), Chris Wood (Nowa Zelandia)
Na inaugurację mundialowych potyczek wielu snajperów urządziło sobie strzelaniny, ale na tej pozycji król może być tylko jeden. Jest nim Leo Messi, który zanotował hat-tricka (i to w jakim stylu!) i pomógł Argentyńczykom wygrał mecz z dość dobrze dysponowaną Algierią. Nie wskazuje na to wynik 3:0, ale przeciwnicy naprawdę postawili Albicelestes bardzo trudne warunki. Bez Messiego mecz mógłby nawet zakończyć się remisem, ale póki legenda Barcelony jest do dyspozycji trenera, Argentynie nic nie grozi. Messi wciąż bawi się futbolem, podczas gdy jego rówieśnicy mundial oglądają już w telewizji albo – jak Ronaldo – są krytykowani i odsyłani na emeryturę przez dziennikarzy i kibiców. Tymczasem Messi to nie tylko jeden z nominowanych do jedenastki kolejki – naszym zdaniem zasługuje on na tytuł MVP pierwszej serii gier.
Drugi wybór na szpicy jest nieco mniej oczywisty, ale równie zasłużony. Padło na Chrisa Wooda z Nowej Zelandii, która miała być jedną z najsłabszych ekip mundialu. Przewidywania te na razie się nie sprawdzają, gdyż kadra z Oceanii zremisowała z Iranem 2:2, a rolę Wooda w tym sukcesie trudno nawet opisać. Chodzi nie tylko o asysty przy obu golach. Równie ważny był spokój 34-latka pomimo presji obrońców, precyzyjne przyjęcia nawet w trudnych okolicznościach czy próby strzałów i dryblingów. Nie zawsze kończyły się one powodzeniem, ale Wood naprawdę nie miał łatwego zadania. Wielu napastników w jego położeniu przeszłoby obok meczu i nie dało rady zrobić niczego zasługującego na uznanie. On jednak powalczył, pokazał klasę i w naszym zestawieniu wyprzedził wielu wybitnych rasowych strzelców.

Ławka rezerwowych
Mundial w nowym formacie jest imprezą tak szeroką, że wybór zaledwie 11 piłkarzy po całej kolejce jest niemal niemożliwy. Zawsze będzie się on wiązał z pominięciem niektórych postaci, które równie dobrze mogłyby znaleźć się w analogicznym zestawieniu. Warto więc wymienić kilku z nich, którzy mogą stworzyć umowną „ławkę rezerwowych” naszej jedenastki. To przede wszystkim Harry Kane, który był filarem angielskiej drużyny, strzelił 2 gole i idealnie wpasował się w taktykę przygotowaną przez Thomasa Tuchela. Wszystkie te wątki na naszym portalu rozwijamy i dogłębie analizujemy TUTAJ. Jedno z trafień Anglika miało jednak miejsce po rzucie karnym, i to dopiero po jego drugim wykonaniu. Ten fakt nieco umniejsza osiągnięciom zawodnika Bayernu z meczu przeciwko Chorwatom (4:2), co zadecydowało o jego nieobecności w ścisłym składzie jedenastki.
Zabrakło w niej miejsca również dla innych reprezentantów USA, którzy poziomem swojej gry niemalże dorównywali Christianowi Pulisiciowi. Mowa o Folarinie Balogunie i Maliku Tillmanie. Wśród tych, którzy zabłysnęli jako liderzy swoich drużyn, wymienić wypada jeszcze Luisa Díaza z Kolumbii. Wychowanek Barranquilla FC zagrał wyśmienicie i nie załapał się do czołowej jedenastki tylko przez konkurencję w postaci jeszcze bardziej zjawiskowego Pulisicia. Kolejni zasiadający na ławce to świrtny w destrukcji Elliot Anderson i mający patent na stałe framgnety gry Declan Rice z Anglii. Ostatnie „miejsca pocieszenia” zajmują Szwed Yasin Ayari i Marokańczyk Ayyoub Bouaddi.

