Francja przemierzyła Atlantyk z jednym celem, prosto brzmiącym, lecz dużo trudniejszym do osiągnięcia – zostać mistrzem świata. Każdy inny wynik zostanie odebrany nad Sekwaną jako klęska. Tym bardziej, że Francuzi dysponują ogromną siłą rażenia w ofensywie. W pierwszym meczu tegorocznych mistrzostw świata przyszło im się zmierzyć nie tylko z drużyną, która przeszła przez eliminacje niepokonana, ale też i z demonami przeszłości. Już raz Francuzi grali na inaugurację MŚ z Senegalem, w 2002 roku, jako obrońcy tytułu. Wtedy to Lwy Terangi były górą. Od tamtego momentu Francja i Senegal nie spotkały się ani razu. Na dodatek Les Bleus nie przegrali żadnego pierwszego meczu na mundialu. Teraz zatem pojawiła się szansa na wyrównanie rachunków.
Występ niegodny wicemistrza świata
Początek Senegalczyków był całkiem obiecujący. Ekipa z Afryki pokazała swoją akcją w 2. minucie, że ma pomysł na grę i pokrzyżowanie planów Francuzom. Daleko było do zagrożenia, ale można to uznać za dobry znak na resztę spotkania. Nie działo się jednak na boisku za dużo, to przypominało bardziej rozpoznanie terenu. Wicemistrzowie świata dość ostrożnie z kolei weszli w ten mecz. Być może nawet zbyt ostrożnie, bo w pierwszych 10 minutach to Senegalczycy pokazali dużo więcej. Dużo więcej nie musi jednak oznaczać, że faktycznie sporo. To było bardziej rozbieganie, bo ruchu na boisku było niemało, w przeciwieństwie do klarownych okazji. Francuzi spróbowali sił w ataku pozycyjnym, ale bez skutku. Na tym etapie widowisko rozczarowywało.
Les Bleus oddali pierwszy strzał po blisko 20 minutach, a tej próby podjął się Ousmane Dembélé. Na gola szans nie było, bo zdobywca Złotej Piłki trafił w obrońcę. A Senegal robił swoje i nie oglądał się na rywala. W 25. minucie w krytycznym momencie El Hadji Diouf odzyskał piłkę i posłał podanie na dobieg do Nicholasa Jacksona. Napastnik Bayernu Monachium indywidualnie pociągnął akcję i tylko kupa szczęścia uchroniła Francję od straty gola – Jackson trafił w słupek, a piłka o mało co nie wpadła od bramkarza do siatki.
Francuzi grali może nie tyle słabo, co na pół gwizdka. Senegal nie był zespołem, który na boisku rządził i dzielił. Lwy Terangi grały dobrze, ale nie bardzo dobrze. Gdyby podopieczni Didiera Deschampsa bardziej się przyłożyli, to daliby radę zmusić Senegalczyków do gry w obronie. Można zrozumieć, że to dopiero faza grupowa i poważne granie dla topowych zespołów zacznie się dopiero wraz z play-offami. Niemniej jednak to wciąż jest mundial i lekceważyć meczów po prostu nie wypada. Do przerwy Francja nic sobą nie pokazała, z wyjątkiem sporej niedokładności. Senegal bardziej zasługiwał na prowadzenie, ale Ismaila Sarr spudłował z kilku metrów tuż przed przerwą.
Francuzom wreszcie się zachciało
Wicemistrzowie świata najwyraźniej wyciągnęli wnioski z kiepskiej pierwszej połowy, bo od razu rzucili się do ataku. W 47. minucie Désiré Doué miał dobrą okazję i uderzył zza pola karnego. Minimalnie, ale spudłował. Francuzi wreszcie podkręcili tempo i otworzyli się na przeciwnika. Rosły nadzieje, że na bezbramkowym remisie się nie skończy. 6 minut później Francja wykorzystała kiepskie podanie Senegalczyka, rozpędził się Michael Olise, ale został zatrzymany przez Édouarda Mendy’ego. Golkiper poradził sobie także z Kylianem Mbappé. Pomimo coraz lepszej gry wicemistrzów świata, Senegal nie dawał spychać się we własne pole karne. W Nowym Jorku robiło się coraz ciekawiej.
Po blisko godzinie gry mogła paść pierwsza bramka, tyle że z rzutu karnego. Mbappé padł w polu karnym i sędzia pobiegł do monitora. Jedenastki nie podyktował, jego zdaniem kontakt zainicjował Francuz. Czy był kontakt? Minimalny, ale był. Będzie afera… Ale może nie taka duża, bo piłkarz Realu Madryt i tak znalazł drogę do bramki w 66. minucie. Wszystko za sprawą kapitalnego, przeszywającego obronę podania Olise. Mbappé w odpowiednim momencie zmienił tor lotu piłki i otworzył wynik. Długo trzeba było czekać, ale od przerwy Francja rzeczywiście na gola zasługiwała. Senegal odpowiedział natychmiast, Jackson trafił do siatki, ale przy tym za bardzo się pośpieszył i bramkę anulowano.
Zadanie wykonane
Francuzi pokazywali, że jak już się rozpędzą, to nie ma z nimi lekko. Lwy Terangi coraz rzadziej dochodziły do głosu, było ich widać mniej na boisku. Może poza Mendym, który w 74. minucie po raz kolejny popisał się dobrą i ważną interwencją przy strzale Doué. Golkiper Al Ahli rozgrywał świetne zawody i skutecznie podtrzymywał drużynę w grze. Ogólnie Senegal miał swoje szanse, które powinien był zamieniać na gole. Takie jak w 79. minucie, lecz Jackson fatalnie skiksował. A Les Bleus wykorzystywał to bezlitośnie. Po raz kolejny wywiązała się akcja ze świetnego podania, tym razem od Adriena Rabiota. Adresatem był Bradley Barcola, a po przyjęciu piłki piłkarz PSG podcinką umieścił ją w bramce.
Z Trójkolorowych zeszło powietrze, grali z nieco większym luzem. Senegal z kolei wyglądał na pogodzonego z porażką. Nie było wiele czasu na gonienie wyniku. Ibrahim Mbaye w doliczonym czasie strzelił jeszcze gola kontaktowego i przywrócił nadzieje na remis. Nie na długo, szybko i kapitalnie po raz drugi trafił Mbappé i było już po zawodach.
Podopieczni Pape Thiawa mogą pluć sobie w brodę, bo mieli kilka dobrych szans. Powinni byli wykorzystać mizerną i ospałą grę Francji w pierwszej połowie. Nie zagrali słabego meczu, ale dobrego też nie. A Francja pokazała, że jeśli jej się chce, to potrafi pokazać się na dobrym poziomie. Szczególnie imponowała umiejętność dochodzenia do akcji w drugiej połowie, zwłaszcza podania i ustawianie się bez piłki. Nie ma co się zachwycać, ale Francuzi zrobili swoje. A Kylian Mbappé już się zasłużył, został bowiem najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Francji. Dzięki drugiemu trafieniu – samodzielnym.

