Tegoroczna edycja wyścigu była 83. edycją w historii Grand Prix Monako oraz 73. rundą zaliczaną do oficjalnego kalendarza Mistrzostw Świata Formuły 1. Ściganie w księstwie do zdecydowanie jedna z największych tradycji tego sportu. W padoku oraz dookoła toru pojawiają się gwiazdy światowego formatu, dlatego zwycięstwo na tymże torze jest czymś niezwykle prestiżowym. Sobotnie kwalifikacje to więcej niż połowa sukcesu, z racji bardzo ograniczonej możliwości do wyprzedzania. Do tego wystarczy dołożyć idealny start i kierowca startujący z pierwszego miejsca ma już prawie zagwarantowane 1. miejsce. Dlatego faworytem wyścigu przed jego rozpoczęciem był Kimi Antonelli. Jednak w życiu jak i w sporcie niczego nie można być pewnym w 100%.
Zgodnie z planem?
Kimi Antonelli tak naprawdę przed startem wyścigu mógł jedynie obawiać się tylko Maxa Verstappena. Holender po znakomitych kwalifikacjach i osiągniętym pierwszym podium w tym sezonie w poprzednim wyścigu chciał iść za ciosem. Zdawał sobie doskonale sprawę, że jak na starcie nie wyprzedzi młodego Włocha, to w Monako może już nie mieć innej szansy.
Niestety z perspektywy Holendra wszystko poszło nie tak. 4-krotny mistrz świata po prostu nie mógł ruszyć po zgaszeniu czterech czerwonych świateł. Jakby tego było mało to po przejechaniu jednego okrążenia w ślimaczym tempie, zespół postanowił wycofać jego samochód. Antonelli zaczął odjeżdżać, jadących za nim kierowcom Ferrari i już po trzech okrążeniach wyścigu można było śmiało powiedzieć, że jedynie kto może Włochowi zagrozić to on sobie sam.
Jadący na czwartym miejscu drugi kierowca Red Bulla – Issac Hadjar również miał problemy ze swoim samochodem. Francuz jednak trzymał się torze, a dzięki temu, że w ten weekend ścigaliśmy się w Monako, to jadący za nim George Russell nie miał możliwości na wyprzedzenie rywala. Dodatkowo słabe tempo Hadjara dawało jeszcze większą przewagę czołowej trójce. Zarówno Antonelli, jak i zawodnicy Ferrari zyskali dzięki temu darmowe pit stopy. Po zjechaniu do boksów nie tracili pozycji i mogli spokojnie kontrolować swoje tempo i tak naprawdę czekać na zakończenie wyścigu. Wszystko układało się idealnie dla wspomnianych kierowców.
Dobra strategia to podstawa sukcesu w Monako
W Mercedesie stwierdzili, że skoro Russell nie potrafi wyprzedzić Hadjara na torze, to trzeba spróbować czegoś innego. Ściągnęli swojego kierowcę na zmianę opon i spróbowali tak zwanego „podcięcia”. Okrążenie później zjechał Hadjar, którego pobyt w boksach był dłuższy, z czego na dogrzanych oponach skorzystał Brytyjczyk.
Aktualny mistrz świata – Lando Norris na 45. okrążeniu musiał wycofać się z wyścigu. Chciałoby się powiedzieć, że problemów McLarena ciąg dalszy. Nie tak sobie w tym zespole wyobrażali świętowanie udziału w 1000. wyścigu.
W czasie dalszego trwania rywalizacji zawodnicy łapali różnego rodzaju kary. Najczęściej przewinienie dotyczyło zbyt szybkiej jazdy w alei serwisowej. Poza tym jak to w Monako odbywała się zażarta walka na tle strategicznym. Zespoły rozmyślały jak przechytrzyć innych – czy to jazdą na dwa czy jeden pit stop.
Błędy i wypadki
Najpierw na 61. okrążeniu w bariery tuż przed wyjazdem na prostą startową wjechał Lance Stroll. Kanadyjczyk sprawił, że na torze pojawił się na kilka okrążeń samochód bezpieczeństwa. Dodatkowo ekipa Mercedesa, obsługując George’a Russella w alei serwisowej zapomniała odbyć karę 5 sekund, jaka na nim ciążyła. Gdy już wszystko miało wracać do normy to Charles Leclerc zaledwie pięć okrążeń później dokładnie w tym samym miejscu skończył w barierach. Monakijczyk jechał w swoim domowym wyścigu po miejsce na podium. Klątwa Monako wróciła do Charlesa i to w momencie, gdy w tygodniu podpisał nowy kontrakt z włoską ekipą. Po chwili kolejnej jazdy za samochodem bezpieczeństwa na 10 okrążeń do końca wyścigu ogłoszono czerwoną flagę i restart z pól startowych.
George Russell po dobrym starcie musiał odroczyć karę przejazdu przez aleję serwisową i za błąd zespołu stracił masę pozycji, wypadając poza czołową „10”. Działo się poza tym mnóstwo jak na wyścig w księstwie Monako. Masa kar, lekkich kraks, żółtych flag oraz niezrozumiałych decyzji strategicznych. Momentami ciężko się było w tym wszystkim połapać. Zabrzmi to paradoksalnie, ale dzięki temu ten wyścig oglądało się wyśmienicie.
Najlepiej w tym wszystkim odnalazł się Kimi Antonelli, który do końca wyścigu nie oddał pozycji lidera. Włoch wygrał piąty wyścig z rzędu i jeszcze bardziej zwiększył swoja przewagę w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata. Drugi dojechał Lewis Hamilton, a trzeci Issac Hadjar, który mimo fatalnego początku wyścigu zdołał osiągnąć tak znakomity wynik. Jednak przez różnego typu kary, klasyfikacja generalna może być wyłoniona długo po wyścigu, w której z pewnością będzie mnóstwo przetasowań.

