Przed rozpoczęciem sezonu wymieniano ich w gronie zespołów, które będą walczyły o utrzymanie. Poza trójką beniaminków to właśnie w Brentford bukmacherzy upatrzyli faworyta do zaplątania się w bitwę o przetrwanie w Premier League. Logiczne podstawy ku temu oczywiście były, natomiast rzeczywistość wszystkich nas zaskoczyła. Po 21. kolejce The Bees zajmują 5. miejsce w tabeli, które najprawdopodobniej zagwarantuje grę w następnej edycji Ligi Mistrzów.
Odejście Thomasa Franka
Poprzedni sezon ligowy Brentford zakończyło na 10. miejscu w tabeli zdobywając 56 punktów. Aby stać się zespołem zagrożonym spadkiem, musieliby więc zanotować dość duży regres, w okolicach 20 punktów w skali całego sezonu. Latem na Gtech Community Stadium wydarzyło się jednak wiele rzeczy, które sugerowały, że taki spadek dyspozycji jest możliwy. Wraz z końcem sezonu z klubu odszedł Thomas Frank, który przeniósł się do Tottenhamu. Oferta ze znacznie bogatszego i posiadającego większe możliwości klubu już sama w sobie wystawiała mu znakomitą recenzję pracy wykonywanej w Brentford. Duńczyk był jedynym szkoleniowcem, który prowadził The Bees w Premier League. To on wywalczył awans w 2021 roku, a potem – mimo jednego z najniższych budżetów w lidze – przez cztery sezony utrzymywał zespół w elicie i to ani razu nie drżąc o utrzymanie.
Obawy można było mieć również wobec wyboru nowego trenera. Właściciel Brentford, Matthew Benham nie postawił na żadne znane nazwisko czy kogoś z doświadczeniem w Premier League, a na kompletnego nowicjusza. Keith Andrews pracował w sztabie Thomasa Franka jako specjalista od stałych fragmentów gry, a wcześniej, w innych miejscach, zbierał doświadczenie jako asystent. Objęcie Brentford jest dla niego pierwszą samodzielną pracą w roli pierwszego trenera. W klubie postawili na kontynuację projektu Franka, co okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem. Rola pierwszego szkoleniowca nie przerosła Andrewsa. Brentford zachowało swoje największe atuty w postaci bardzo groźnych kontrataków, bezpośredniej gry, dobrych stałych fragmentów gry i odpowiedniej organizacji w defensywie. Bazując na fundamentach, które położył poprzednik, zespół Keitha Andrewsa po 21. kolejce wyprzedza w tabeli o 6 punktów nową drużynę Thomasa Franka, Tottenham.
Brentford straciło najlepszych strzelców
Postawienie tezy, że Keith Andrews radzi sobie tak dobrze w Brentford, ponieważ dostał gotowy zespół od Thomasa Franka, byłoby jednak dużym uproszczeniem. Nowy szkoleniowiec musiał bowiem poradzić sobie z odejściem kilku kluczowych piłkarzy dla zespołu w poprzednim sezonie. Największym osłabieniem kadry Brentford była utrata dwóch najlepszych strzelców drużyny. Bryan Mbeumo w ubiegłych rozgrywkach Premier League zdobył 20 goli. W klasyfikacji najlepszych strzelców ustępował miejsca jedynie Mohamedowi Salahowi, Erlingowi Haalandowi oraz Alexandrowi Isakowi. Yoane Wissa zdobył jedną bramkę mniej od Kameruńczyka, ale nie wykonywał rzutów karnych. W statystyce odliczającej gole z rzutów karnych reprezentanta DR Konga wyprzedził tylko Mohamed Salah (20 goli), a po tyle samo mieli Haaland i Isak (19).
Dodając do tego dobrą grę obu zawodników już we wcześniejszych latach, taki sezon nie mógł przejść niezauważony przez większe i bogatsze kluby. Po Bryana Mbeumo ustawiła się kolejka chętnych, ale najbardziej konkretny był Manchester United, który wyłożył na stół 65 mln funtów, a kolejne 6 mln funtów zobowiązał się wypłacić po spełnieniu zapisanych w umowie bonusów. Yoane Wissa z kolei trafił do Newcastle, zasilając klubowe konto sumą w wysokości 55 mln funtów. Obaj zawodnicy na aktualnym etapie sezonu spoglądając w tabelę swój stary klub, widzą przed zespołem, którego barw bronią obecnie. Zarówno Manchester United, jak i Newcastle mają punkt mniej od Brentford.
Mimo tak poważnych ubytków ofensywa Brentford nie ucierpiała
Bryan Mbeumo i Yoane Wissa w poprzednim sezonie Premier League byli odpowiedzialni za 59% goli strzelonych przez zespół (39 z 66). Zabierając tak bramkostrzelnych zawodników, zrozumiałe byłoby, gdyby The Bees obecnie mieli kłopoty z trafianiem do siatki. Tak jednak nie jest. Średnia strzelanych bramek spadła tylko nieznacznie (z 1,74 na mecz w ubiegłym sezonie do 1,67 w obecnym), natomiast według modelu goli oczekiwanych portalu Understat w trwającym sezonie Brentford tworzy nawet bardziej jakościowe sytuacje (1,87 xG/mecz) niż w poprzednim (1,77 xG na mecz). Więcej goli w obecnych rozgrywkach Premier League od Brentford (35) strzeliły tylko trzy zespoły – Manchester United (36), Arsenal (40) i Manchester City (45).
Nową twarzą ofensywy The Bees został Igor Thiago. Brazylijczyk już w poprzednim sezonie był w klubie, ale większość sezonu spędził na leczeniu kontuzji. Na Gtech Community Stadium pokładali w nim jednak wiarę, że ma umiejętności, aby wejść w buty Yoanne’a Wissy i się nie rozczarowali. Igor Thiago w obecnym sezonie zdobył już 16 goli, przed nim w wyścigu o koronę króla strzelców jest tylko Erling Haaland (20 bramek). Szukając wypełnienia luki po Bryanie Mbeumo, Brentford pobił swój klubowy rekord transferowy sprowadzając z Bournemouth Dango Ouattarę. Liczby 23-latka w obecnym sezonie to 3 gole i 4 asysty. Udziałów przy golach Kameruńczyka grającego obecnie w Man United nikt nie zastąpił jeden do jednego, natomiast ważną postacią w ofensywie nadal jest Kevin Schade, który już w poprzednim sezonie przebił granicę 10 goli, a obecnie w klasyfikacji kanadyjskiej ma 6 trafień i 3 ostatnie podania.
Kapitan opuścił pokład
Transferem, który nie był tak głośny jak odejście Mbeumo oraz Wissy była sprzedaż Christiana Norgaarda do Arsenalu. Duńczyk był kapitanem Brentford i podstawowym zawodnikiem zespołu Thomasa Franka. W poprzednim sezonie rozegrał 82,4% możliwych minut w Premier League. Jeśli Arsenal uznał, że jego boiskowe doświadczenie, umiejętności oraz przywództwo w szatni będzie pomocne podczas kolejnej próby ataku na mistrzostwo Anglii, oraz pozostałe trofea to zasypanie dziury po odejściu 31-latka nie jawiło się jako łatwa do wykonania misja dla Keitha Andrewsa. Brentford w miejsce Norgaarda sprowadziło Jordana Hendersona, piłkarza o bardzo podobnych cechach. 35-latek dobrze radzi sobie na boisku w roli defensywnego pomocnika, a przy tym – jako mistrz Anglii, zdobywca Ligi Mistrzów oraz wieloletni kapitan Liverpoolu – wniósł do szatni doświadczenie i przywództwo, które uleciało wraz z odejściem Christiana Norgaarda.
Wszelkie zasady logiki wskazują, że Brentford nie powinno znajdować się w miejscu, w którym aktualnie się znajduje. W lecie z klubu odeszło czterech prawdopodobnie najważniejszych architektów sukcesu zespołu w poprzednim sezonie, a także w dużej mierze całego 4-letniego okresu funkcjonowania klubu w Premier League. Teoretycznie powinno oznaczać to poważne problemy. W praktyce – jest jeszcze lepiej niż było. Co więcej, modele matematyczne wskazują, że Brentford wcale nie punktuje ponad to, co gra. Według tabeli punktów oczekiwanych na stronie Understat powinni zajmować 6. miejsce i mieć 1-2 „oczka” więcej niż w rzeczywistości. Na ten moment bardziej prawdopodobne jest, że w pierwszym sezonie po tak poważnych stratach Keith Andrews wprowadzi zespół do Ligi Mistrzów niż spadnie do Championship. Przed startem rozgrywek takiego obrotu spraw przewidzieć się po prostu nie dało. I za to uwielbiamy futbol.
