REKLAMA

Sporting wydziera wygraną fatalnemu Tottenhamowi

Liga Mistrzów. Najbardziej elitarne europejskie rozgrywki. Wtorek, godzina 18:45 – Estádio José Alvalade w Lizbonie. Po jednej stronie Sporting z wychwalanym trenerem Rubenem Anorimem. Po drugiej Antonio Conte i jego żołnierze — Harry Kane, Heung-Min Son czy Richarlison. Na murawie… nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Jeśli ktoś poświęcił dziś 90 minut z życia na podziwianie portugalsko-angielskiego starcia, może mieć poczucie zmarnowania półtorej godziny. Ciekawie zrobiło się… dopiero od 90 minuty.

Tottenham od początku miał dwa pomysły na wpakowanie piłki do siatki

Gracze ofensywni niezwykle wysoko pressowali defensywę Sportingu, a przy kreowaniu akcji omijali środek pola, posyłając długie piłki na Harry’ego Kane’a. Sporting nastawiał się na kontry, ale nawet po przejęciu futbolówki szybko był kasowany. Dodając do tego przeogromną liczbę strat, a także ślamazarne tempo wymiany podań otrzymaliśmy idealny lek na bezsenność. Kto wytrwał bez ziewnięcia, zasługuje na szczególne wyróżnienie.

To był typowy, bezbramkowy mecz. I jak to często w takich bywa, jedna przypadkowa akcja mogła rozstrzygnąć rywalizację. W 90. minucie piłkarze Tottenhamu zdrzemnęli się przy rzucie rożnym, a piłkę do bramki wpakował Paulinho. Nie popisał się tutaj Harry Kane, który najprawdopodobniej miał kryć rywala. Chwilę później wynik podwyższył Arthur Gomes. Ruben Amorim ma prawo świętować, bowiem dwaj rezerwowi zadecydowali o cennym zwycięstwie nad Tottenhamem. Prawdą jest jednak, że „Koguty” zaprezentowały się dziś fatalnie i tak długo „zamulały”, aż same zdrzemnęły się, gubiąc punkty.

Sporting ma zdecydowanie lepszy wynik, niż wskazywała na to gra

Z drugiej strony Tottenham nie zasłużył dziś na wygraną. Bądźmy uczciwi — to były bardzo słabe zawody, w których Portugalczycy byli bardziej skoncentrowani na swoim celu i rzutem na taśmę zdołali go wypełnić. Gra drużyny z Londynu było o tyle kuriozalna, że intensywnym pressingiem stracili dziś prawdopodobnie mnóstwo sił, a efekt był bardzo, bardzo słaby. Sporting większość meczu czekał co rywal ma do zaproponowania, a następnie sam wyprowadził dwa ciosy. Tak też trzeba umieć.

REKLAMA
Marcin Pietkiewicz
Marcin Pietkiewiczhttp://mymistrzowie.pl/
Płakałem za Ayrtonem Senną, krzyczałem gdy Ebi Smolarek wkręcał Portugalczyków w ziemię i otwierałem oczy ze zdumienia widząc Chrisa Weidmana nokautującego Andersona Silvę. Futbol kocham, chociaż nie raz miałem go dosyć. Zarywam noce oglądając gale MMA, ale nigdy nie żałuję.
REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

93,806FaniLubię
10,701ObserwującyObserwuj
539ObserwującyObserwuj
REKLAMA