REKLAMA

Rynek napastników – ile znaczy jeden sezon?

Jak większość z nas wie, na rynku brakuje typowych “9-tek”. Współczesny futbol opierający się na doprowadzeniu piłki jak najbliżej bramki wymaga kończącego. Świadczy o tym fakt, że dwie najlepsze drużyny zeszłego sezonu Premier League: Manchester City i Liverpool sięgnęły po nowych napastników.

Zespół Pepa Guardioli ściągnął w promocyjnej cenie Erlinga Haalanda

Norweg jest epokowym talentem, więc ten transfer potraktowałbym jako wyjątek na rynku. Doskonale wszedł do Anglii i pewnie idzie po koronę króla strzelców, jedyne co może go zatrzymać to kontuzje. Dodatkowo zaraz pobije liczbę bramek Luisa Suareza w Lidze Mistrzów, w wieku 21 lat – grając wcześniej w takich klubach jak Salzburg i Borussia Dortmund.

Natomiast Liverpool kupił Darwina Nuneza za 75 mln euro, gracza z rocznika 1999, który nawet w lidze portugalskiej bywał pokraczny i niefrasobliwy. Błysnął również w Lidze Mistrzów, widać u niego olbrzymią łatwość w dochodzeniu do sytuacji, ale dalej jest piłkarzem do oszlifowania. Doszliśmy do momentu, że napastnik za taką kwotę nie jest gotowym produktem. Oczywiście, nie wykluczam dobrego sezonu Urugwajczyka, ale już na pierwszy rzut oka widać jego braki techniczne i nawet mentalne do gry na takim poziomie.

Należy wspomnieć również o Bayernie, z którego odszedł Robert Lewandowski

Początek sezonu Bawarczyków był fenomenalny – strzelali gola za golem i system bez napastnika sprawdzał się idealnie. W spotkaniach z Eintrachtem Frankurt, Wolfsburgiem i Bochum zdobyli 15 bramek. Łatwo policzyć, że daje to średnią 5 goli na mecz, kosmos. Trenerem zespołu jest Julian Nagelsmann, czyli – jak się mogło wydawać – osoba idealna do ułożenia Bayernu bez Lewandowskiego. Potem nadszedł trudniejszy okres w lidze i w meczach z Gladbach, Unionem Berlin, VfB Stuttgart i Augsburgiem Bayern zdobył zaledwie 3 punkty i strzelił tylko 4 bramki. W tych czterech meczach drużyna z Monachium oddała 40 (!) strzałów na bramkę. Czy z nominalnym napastnikiem pokroju Lewandowskiego zdobyliby więcej goli? Odpowiedzcie sobie sami.

Często jeden dobry sezon w niezłej lidze pozwala na to, żeby utrzymać się na radarze przez parę sezonów

Nie musimy szukać długo, wystarczy spojrzeć na przykład naszego rodaka – Krzysztofa Piątka. W sezonie 2018/2019 w barwach Milanu i Genoi zdobył 22 bramki. Kolejny sezon już był znacznie słabszy w jego wykonaniu i trafił za 27 mln euro do – obiecującego na tamten moment projektu – Herthy Berlin. Tam ponownie nie błyszczał – 56 mecze, 12 goli. Niemniej jednak nie zniechęciło to Fiorentiny, która postanowiła wypożyczyć go z opcją wykupu. Miał sporo szczęścia, bo klub opuścił Dusan Vlahovic i jego głównym konkurentem był Arthur Cabral, z którym spokojnie był w stanie rywalizować.

Niestety, 3 gole w 14 meczach to było za mało, żeby Włosi wykupili go na stałe. Zaprezentował się raczej przeciętnie. Chętny i tak się znalazł, bo zadzwonił telefon z Salerno i trafił do drużyny, która cudem utrzymała się w lidze. I nawet gdyby nie sprawdził się teraz w Salernitanie, to nie będzie skazany na powrót do ojczyzny, tylko pojawi się propozycja spoza pięciu czołowych lig europejskich, np. z Turcji.

Potwierdza to teorię, że jeden świetny sezon pozwala się utrzymać parę lat na “transferowej karuzeli”.

Innym, jeszcze bardziej skrajnym przykładem jest Alexander Sorloth. W 2018 roku kupiło go Crystal Palace za 9 mln euro, w Anglii nie sprawdził się. Odnalazł się w lidze tureckiej – w Trabzonsporze. Zdobył 24 gole i zaliczył 8 asyst. Tyle wystarczyło, aby skłonić Lipsk do wydania na niego 20 mln euro. Bundesliga okazała się dla niego za mocna, a sam zawodnik wyraźnie odstawał umiejętnościami. Pomimo tego skusił się inny, ciekawy klub – Real Sociedad. Sezon 2021/2022 nie był dla niego dobry. W ten na razie wszedł nieźle, co nie znaczy, że nawiąże do świetnego roku w Turcji.

Podsumowując, futbol obecnie potrzebuje zawodników finalizujących akcje, lecz nie ma ich zbyt wielu na rynku. W niektórych klubach oglądamy zawodników, którzy nie sprawdzili się już w czołowym klubie i można powiedzieć, że zostali zweryfikowani negatywnie, ale niektórzy i tak wierzą, że dany napastnik nawiąże do swojego najlepszego okresu.
Jest też inna droga i wydanie dużych pieniędzy za piłkarza młodego, u którego płacimy za potencjał, co jest coraz częściej spotykane w futbolu.

autor: Maciej Netz (@Macieej15507)

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

98,607FaniLubię
10,668ObserwującyObserwuj
556ObserwującyObserwuj
REKLAMA