Raków Częstochowa odwrócił wynik. Efekt „nowej miotły” czy znak, że idzie dobre?

Pogoń Szczecin w ostatnich pięciu meczach zdobyła komplet 15 punktów. Czy mógł być wyraźniejszy faworyt meczu z Rakowem Częstochowa, który przyzwyczaił w tym sezonie do rozczarowań? Pewnie nie. Zaczęło się dla Szczecinian perfekcyjnie, lecz gospodarze przebudzili w sobie pokłady gry, jakich dawno nie pokazywali.

Od rana spokój przygotowań do wieczornego meczu zakłócały informacje o potencjalnym zainteresowaniu trenerem Pogoni przez Dinamo Zagrzeb. Przed meczem do plotek odniósł się Oscar Garcia – Skupiam się na tym meczu i to jest teraz najważniejsze. Powiedziałem piłkarzom, że wokół nas zawsze będzie trochę szumu. Naszym zadaniem jest nie tworzyć go samemu. Nie jesteśmy jednak w stanie kontrolować wszystkich. Dlatego musimy zamknąć się w swojej sztani i koncentrować się wyłącznie na własnej pracy. Przez ostatnie 1,5 – 2 miesięca robi to bardzo dobrze, nikt nam nie przeszkadzał i taką drogą chcemy podążać.

I jeśli ocenialibyśmy podążanie wskazaną drogą tylko po początku meczu, to moglibyśmy się w stu procentach zgodzić. Władysław Koczergin zdecydował się na podanie w poprzek boiska, które padło łupem Darko Czurlinowa. Macedończyk oddał szybko piłkę, ale poszedł za akcją. Między stoperami Rakowa stworzyła się przestrzeń, wykorzystał ją skrzydłowy Pogoni i zapakował gola. Trudno było o lepszy początek.

Raków się nie złamał

W zespole gości brakowało Patryka Dziczka, co postanowił wykorzystać Raków. Częstochowianie podrażnieni utratą bramki wzięli się w garść i zaczęli grać w piłkę. Szybko przenosili piłkę na połowę przeciwnika i tam starali się ją trzymać. Atakując skupiali się na przewadze w bocznych strefach boiska, z czego było sporo stałych fragmentów gry. Dobrze interweniował jednak przy dośrodkowaniach Valentin Cojocaru. Pogoń cofnęła się i ustawiła dwie zwarte formacje. Pierwsze pęknięcie przyszło w 38. minucie. Raczej zawodzący Jean Carlos złamał schemat i ruszył indywidualnie do środka. W polu karnym nadepnięty przez Kellyna Acostę został Mahir Emreli, a Szymon Marciniak wskazał na wapno. Pogoń jednak gola nie straciła – Lamine Diany-Fadiga przestrzelił z jedenastu metrów.

Kolejny cios w pewność siebie Częstochowian też nie złamał ich woli walki. Ochłonęli w przerwie, powiedzieli sobie – „jedziemy dalej” i wyszli gonić wynik. Efekty dostaliśmy prawie od razu. Emreli dorzucił piłkę dokręcającą się do bramki, a Patryk Makuch przeskoczył Isaiaha Eiche’ego w polu karnym. Głową z bliska to on akurat trafiać potrafi.

Pogoń oczywiście próbowała odzyskać rezon, lecz szło jej jak po grudzie. Szczecinianie grali piłką i potrafili się przy niej utrzymać, jednak brakowało im dłuższego odrzucenia Rakowa od swojego pola karnego. Medaliki co i rusz wracali z piłką i coraz lepiej radzili sobie w powietrzu. Obrona bramki nie mogła trwać w nieskończoność przy takim naporze. Chwilę po tym, jak udało się wybić piłkę z potencjałem na zakończenie w siatce, Erick Otieno posłał wysokie dośrodkowanie, a Bogdan Racovitan – który został w polu karnym po stałym fragmencie – dał prowadzenie. Zabrakło fundamentalnej rzeczy, czyli krycia swojego gościa na trzecim metrze przed bramką. Rumuński stoper nie musiał martwić się opieką, bo został pozostawiony samemu sobie. Wkurzeni Portowcy chcieli odpowiedzieć najszybciej jak się dało – Czurlinow finalizując kontratak trafił jednak w słupek.

Raków miał taką pewność siebie, że trudno było oczekiwać, że Pogoń podejmie jeszcze rękawice. Tym bardziej, że choć szybko wyszła na prowadzenie, to oddała tylko ten jeden celny strzał. A w końcówce grający na lewej obronie Lukas Willen został odesłany przez sędziego do szatni. Zatrzymywanie kontrataków faulem nie mogło ujść płazem. Raków mógł w końcówce podwyższyć – stała obecność, strzał Jakuba Jędryki w słupek, a na koniec do belgijskiego obrońcy w szatni dołączył Cojocaru. Bramkarz Portowców wyszedł z bramki, minął się z piłką i sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Makucha. Na sam koniec wreszcie padł gol – Tomasz Pieńko trafił między nogami Dimitriosa Keramitsisa, który z przymusu stanął między słupkami.

Raków Częstochowa – Pogoń Szczecin 3:1 (Makuch 47′, Racovitan 73′, Pieńko 90+6′ – Czurlinow 5′)

Mateusz Wiśniewski
Mateusz Wiśniewski
Kibic piłki nożnej w każdym wydaniu, 4-ligowej Ząbkovii Ząbki oraz zawodnik w jej rezerwach. Entuzjasta wszystkich statystyk i liczb związanych z piłką, od liczby bramek czy asyst, aż po czas spędzony przez szopa na boisku w MLS. Na codzień student dziennikarstwa i fan pana Tomasza Ćwiąkały. X @mwisnia10

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →